• Podatek cyfrowy ma wynosić do 3 proc. przychodów osiąganych z wybranych usług w Polsce.
  • Danina obejmie firmy z globalnymi przychodami przekraczającymi 1 mld euro.
  • Donald Trump zagroził krajom wprowadzającym taki podatek 100-procentowymi cłami.

Projekt podatku cyfrowego jeszcze w lipcu

Ministerstwo Cyfryzacji kończy prace nad projektem ustawy oficjalnie nazywanej podatkiem rekompensującym od niektórych usług. Krzysztof Gawkowski potwierdził w TVN24, że resort przedstawi dokument przed końcem lipca, a następnie przejdzie konsultacje międzyresortowe.

Nie oznacza to jednak, że przepisy szybko trafią do Sejmu. Wicepremier przyznał, że w koalicji rządzącej występują różnice zdań dotyczące nowej daniny. Termin rozpoczęcia prac parlamentarnych będzie więc zależał od osiągnięcia porozumienia wewnątrz rządu.

Gawkowski zapewnia jednocześnie, że Polska nie powinna rezygnować z podatku pod wpływem nacisków ze strony Stanów Zjednoczonych.

„Skoro Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Austria, Włochy mogą, to dlaczego Polska nie może?” – powiedział minister cyfryzacji, odnosząc się do gróźb Donalda Trumpa.

Kto zapłaci podatek cyfrowy?

Zgodnie z założeniami Ministerstwa Cyfryzacji podatek cyfrowy ma objąć wyłącznie największe przedsiębiorstwa. Firma lub skonsolidowana grupa kapitałowa będzie musiała spełnić jednocześnie dwa warunki: osiągać globalnie ponad 1 mld euro przychodów oraz uzyskiwać w Polsce więcej niż 25 mln zł przychodów podlegających nowej daninie.

Podatek będzie naliczany od przychodu, a nie od dochodu. Ma obejmować trzy główne obszary działalności: reklamę dopasowaną do profilu użytkownika, pośrednictwo za pośrednictwem platform internetowych oraz odpłatne udostępnianie danych zgromadzonych dzięki aktywności użytkowników.

W praktyce przepisy mogą dotyczyć największych wyszukiwarek, portali społecznościowych, platform handlowych, aplikacji pośredniczących w zamawianiu przejazdów i jedzenia oraz serwisów rezerwacyjnych. Ostateczna lista podatników będzie jednak zależała od definicji zawartych w opublikowanym projekcie i wielkości przychodów osiąganych przez poszczególne firmy w Polsce.

Sklepy internetowe i serwisy streamingowe z wyłączeniem

Podatek cyfrowy nie ma obejmować każdej firmy prowadzącej działalność w internecie. Z opodatkowania wyłączona będzie między innymi sprzedaż własnych produktów za pośrednictwem strony producenta, jeżeli firma nie działa jako pośrednik dla innych sprzedawców.

Według dotychczasowych założeń danina nie obejmie również sprzedaży własnych treści cyfrowych, części usług komunikacyjnych i płatniczych, regulowanych usług finansowych oraz działalności wydawców publikujących materiały redakcyjne. Szczegółowy katalog wyłączeń opisuje analiza projektu przygotowana przez kancelarię SK&S.

Ważnym elementem propozycji jest możliwość pomniejszenia podatku cyfrowego o CIT zapłacony w Polsce. Mechanizm ma chronić przedsiębiorstwa, które nie tylko osiągają tutaj wysokie przychody, ale również wykazują dochód i płacą podatek dochodowy.

Do budżetu mogą wpłynąć miliardy złotych

Według dotychczasowych szacunków podatek cyfrowy może przynieść budżetowi około 1,7 mld zł w pierwszym pełnym roku obowiązywania, a następnie około 2 mld zł rocznie. Wraz z rozwojem rynku usług cyfrowych wpływy miałyby wzrosnąć nawet do 3–4 mld zł.

Rzeczywiste dochody będą jednak zależały od ostatecznej stawki, liczby objętych firm, zasad przypisywania przychodów do polskiego rynku oraz możliwości odliczenia zapłaconego CIT.

Krytycy projektu ostrzegają, że największe platformy mogą przerzucić część kosztów na polskie firmy. Skutkiem mogłyby być droższe reklamy internetowe, wyższe prowizje pobierane od sprzedawców oraz podwyżki opłat za korzystanie z platform. Rząd argumentuje natomiast, że wysokie progi przychodowe wyłączą z podatku małe i średnie przedsiębiorstwa.

Donald Trump grozi 100-procentowymi cłami

Największym ryzykiem dla polskiego projektu pozostaje reakcja Stanów Zjednoczonych. Donald Trump zapowiedział, że kraj nakładający podatek od usług cyfrowych na amerykańskie koncerny może zostać objęty 100-procentowym cłem na wszystkie towary eksportowane do USA. Według jego deklaracji sankcja miałaby obowiązywać niezależnie od wcześniej zawartych porozumień handlowych.

Na razie jest to polityczna groźba, a nie formalna decyzja dotycząca Polski. Projektowane przepisy mają ponadto opierać się na wielkości przychodów i rodzaju świadczonych usług, a nie na kraju pochodzenia przedsiębiorstwa. Formalnie podatek mógłby więc objąć również największe platformy europejskie i azjatyckie.

Publikacja projektu będzie dopiero początkiem sporu. Ustawa będzie musiała uzyskać poparcie całego rządu, przejść przez Sejm i Senat, a następnie trafić do prezydenta. Już teraz widać jednak, że podatek cyfrowy może stać się nie tylko kwestią fiskalną, ale również kolejnym punktem zapalnym w relacjach Polski ze Stanami Zjednoczonymi.

Czytaj także:

Gospodarka rośnie, ale firmy przestają zatrudniać. Rynek pracy nie rozpieszcza

Rosji brakuje paliwa nawet na Syberii. Zakaz eksportu do końca roku

Co piąty mieszkaniec Wrocławia jest cudzoziemcem. Polskie miasta coraz bardziej multikulturowe