• Samolot Władimira Putina miał problemy z lądowaniem w Moskwie 9 października podczas ukraińskiego ataku dronów.
  • W ciągu jednego tygodnia na moskiewskich lotniskach odwołano 345 lotów, a niemal 4 tys. było opóźnionych.
  • Ukraina rozwija operację M&Ms, której celem jest ograniczenie rosyjskiego ruchu lotniczego.

Samolot Putina nad Moskwą. Drony zamknęły lotniska

Do zdarzenia doszło 9 października, kiedy Władimir Putin wracał z wizyty w Turkmenistanie. Jak ustalił magazyn „The Atlantic”, ukraińskie drony pojawiły się w rejonie rosyjskiej stolicy, zmuszając kontrolerów ruchu lotniczego do wstrzymania operacji na wszystkich czterech głównych lotniskach.

W tym czasie nad Moskwę nadlatywał prezydencki samolot, określany jako „Latający Kreml”. Maszyna nie mogła bezpiecznie wylądować zgodnie z planem. Co najmniej dwa z czterech stołecznych portów pozostawały zamknięte przez około siedem godzin.

Dziennikarz „The Atlantic” rozmawiał z ukraińskim wojskowym znającym szczegóły operacji. Według niego samolot rosyjskiego przywódcy nie był zamierzonym celem ataku.

„To był czysty przypadek” – powiedział anonimowy oficer cytowany przez amerykański magazyn. Incydent pokazuje jednak, że skutki ukraińskich działań zaczynają bezpośrednio wpływać na funkcjonowanie rosyjskiego lotnictwa, w tym podróże najważniejszych przedstawicieli władz.

Setki odwołanych lotów. Moskwa mierzy się z paraliżem lotniczym

Utrudnienia nie ograniczyły się do jednego dnia. Według danych przytoczonych przez „The Moscow Times” w okresie od 3 do 9 października na moskiewskich lotniskach odwołano 345 połączeń, a niemal 4 tys. kolejnych zostało opóźnionych. Niektóre samoloty startowały z ponad dziesięciogodzinnym opóźnieniem.

Problemy utrzymywały się także w następnych dniach. 10 października opóźnienia dotknęły 692 lotów, a 93 zostały odwołane. Z kolei 14 października odnotowano 238 opóźnionych połączeń i 124 odwołania.

W pierwszym pełnym tygodniu października ograniczenia w ruchu na lotniskach Moskwy trwały średnio ponad trzy godziny dziennie. Oznacza to problemy nie tylko dla pasażerów, lecz także przewoźników, którzy muszą zmieniać rozkłady i dostosowywać pracę załóg.

Rosyjskie władze stosują w takich sytuacjach procedurę określaną jako plan „Dywan”, polegającą na czasowym ograniczeniu ruchu lotniczego w zagrożonej przestrzeni powietrznej. Nawet pojawienie się dronów w pobliżu lotnisk może wymusić zamknięcie pasów startowych bez bezpośredniego trafienia w infrastrukturę.

Operacja M&Ms. Ukraina chce zwiększyć presję na rosyjskie lotnictwo

Według „The Atlantic” Ukraina rozwija działania o kryptonimie M&Ms. Ich celem jest zakłócanie funkcjonowania rosyjskich lotnisk i zwiększanie gospodarczych kosztów wojny prowadzonej przez Moskwę.

Prace nad operacją rozpoczęły się wcześniej w 2026 roku. Pierwotne założenia przewidywały wykorzystanie nawet tysiąca dronów dziennie do przełamywania rosyjskiej obrony przeciwlotniczej i uderzeń w infrastrukturę lotniskową.

Obecnie stosowana taktyka jest jednak mniej agresywna. Ukraińskie bezzałogowce pojawiają się w przestrzeni powietrznej wokół portów lotniczych, wymuszając czasowe ograniczenia ruchu. Według rozmówców amerykańskiego magazynu Wołodymyr Zełenski nie zgodził się dotychczas na realizację najbardziej ryzykownej wersji planu.

W przyszłości operacja mogłaby wykorzystywać większą liczbę dronów wyposażonych w systemy naprowadzania wspomagane sztuczną inteligencją. Nie oznacza to jednak, że masowe ataki na cywilną infrastrukturę lotniczą zostały już zatwierdzone.

Ukraiński prezydent odnosił się do zagrożeń dla ruchu lotniczego już 1 września. W oficjalnym wystąpieniu opublikowanym przez jego kancelarię ostrzegał zagranicznych przewoźników i ubezpieczycieli przed rosnącym ryzykiem wykonywania lotów nad Rosją.

„Ukraina nie zagraża lotnictwu cywilnemu jako takiemu, ani jednemu cywilnemu samolotowi” – zapewniał Zełenski, jednocześnie zapowiadając coraz większą obecność ukraińskich dronów w rosyjskiej przestrzeni powietrznej.

Ukraina uderza także w cyfrową infrastrukturę Rosji

Zakłócanie ruchu lotniczego jest częścią szerszej kampanii wymierzonej w rosyjską gospodarkę. Według informacji „The Atlantic” od 8 października Ukraina zaatakowała co najmniej cztery centra danych w Rosji.

Część uderzeń dotyczyła obiektów wykorzystywanych przez Yandex, jedną z największych rosyjskich firm technologicznych. W rezultacie miało dojść do przerw w działaniu usług internetowych, w tym aplikacji bankowych, map, dostaw i transportu.

Utrudnienia mogą oznaczać dodatkowe straty dla przedsiębiorstw oraz konieczność odbudowy infrastruktury. Według rosyjskiego dziennika „Kommiersant”, przywoływanego przez „The Atlantic”, naprawa uszkodzonych centrów danych Yandexu może potrwać nawet sześć miesięcy.

Ukraińskie działania mają więc nie tylko wymiar wojskowy. Ich konsekwencje odczuwają również pasażerowie, firmy transportowe i użytkownicy usług cyfrowych.

Kolejnym istotnym pytaniem jest to, czy Kijów zdecyduje się na dalsze zwiększanie skali operacji M&Ms. Dotychczasowe ataki pokazały, że nawet bez bezpośredniego niszczenia lotnisk można poważnie zakłócać ruch lotniczy. Jednocześnie dalsza eskalacja zwiększa zagrożenia dla bezpieczeństwa cywilnych połączeń.

Czytaj także:

15,4 mld zł deficytu w miesiąc. Najgorszy wynik od ponad ćwierć wieku

Skarbówka wykryła plagę fikcyjnych faktur. Ich liczba wzrosła dwukrotnie

Polska przestała doganiać Zachód. Jakość życia poniżej europejskiej średniej