• Polska 2050 chce podnieść drugi próg podatkowy ze 120 tys. zł do 140 tys. zł rocznie.
  • Ministerstwo Finansów wskazuje, że taka zmiana kosztowałaby budżet niecałe 12 mld zł.
  • Według danych resortu finansów w 2025 r. drugi próg podatkowy przekroczyło ponad 2,4 mln podatników.

Drugi próg podatkowy: Polska 2050 chce limitu 140 tys. zł

Polska 2050 przedstawiła projekt ustawy, który zakłada podniesienie drugiego progu podatkowego z 120 tys. zł do 140 tys. zł rocznie. Jak wskazano w komunikacie ugrupowania, zmiana ma odciążyć osoby o średnich dochodach i ograniczyć sytuację, w której dodatkowa praca, premie lub nadgodziny powodują wejście w wyższą stawkę PIT.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, przewodnicząca Polski 2050 i minister funduszy, argumentuje, że obecny system coraz mocniej obciąża osoby, które nie należą do najbogatszych, ale przez wzrost wynagrodzeń trafiają do wyższego progu podatkowego. „Proponujemy zmianę, która przywraca elementarną sprawiedliwość w systemie podatkowym – tak, aby osoby o średnich dochodach nie były obciążane wyższą stawką tylko dlatego, że uczciwie pracują i zwiększają swoje dochody” – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz, cytowana przez Polskę 2050.

Obecnie skala podatkowa działa w ten sposób, że dochód do 120 tys. zł jest objęty stawką 12 proc., a dopiero nadwyżka ponad tę kwotę stawką 32 proc. Oznacza to, że po przekroczeniu progu wyższy PIT nie obejmuje całego dochodu, lecz tylko część ponad limit. W praktyce podatnik z dochodem 140 tys. zł według obecnych zasad płaci 10,8 tys. zł podatku od pierwszych 120 tys. zł i 6,4 tys. zł od nadwyżki 20 tys. zł, czyli łącznie 17,2 tys. zł przed innymi ulgami i rozliczeniami.

Ile można byłoby zyskać na zmianie

Podniesienie progu do 140 tys. zł oznaczałoby, że dodatkowe 20 tys. zł dochodu byłoby opodatkowane stawką 12 proc., a nie 32 proc. Maksymalna korzyść dla osoby, której podstawa opodatkowania wynosi co najmniej 140 tys. zł, wyniosłaby więc około 4 tys. zł rocznie. To różnica między 32 proc. a 12 proc. od 20 tys. zł.

Polska 2050 wskazuje jednak średnią korzyść na niższym poziomie. Według komunikatu ugrupowania projekt miałby przełożyć się na odciążenie osób o średnich dochodach średnio o około 2600 zł rocznie. Autorzy propozycji argumentują też, że brak waloryzacji progu przy rosnących płacach powoduje, że coraz więcej osób wpada w 32-proc. stawkę nie dlatego, że realnie stają się bogatsze, ale dlatego, że rosną nominalne wynagrodzenia.

To właśnie ten argument nadaje sprawie polityczną wagę. Podatek dotyczy przede wszystkim osób rozliczających się według skali: pracowników etatowych, zleceniobiorców, części przedsiębiorców i osób łączących różne źródła dochodu. Nie obejmuje wprost osób rozliczających działalność podatkiem liniowym albo ryczałtem, dlatego w debacie pojawia się również wątek nierówności między formami opodatkowania.

– Sprawa jest realna, że system podatkowy jest dramatycznie niesprawiedliwy i krzywdzi ludzi, którzy zarabiają średnio. Nauczyciel wziął dodatkowe godziny i wpadł w drugi próg podatkowy, mając średnią pensję płaci 32 proc. i te godziny mu się zjadają. Równocześnie lekarz milioner płaci 14 proc. Nauczyciel to widzi i szlag ludzi trafia. Zlikwidujemy raje podatkowe – oświadczyła minister Pełczyńska na antenie radiowej Trójki.

Ministerstwo Finansów mówi o kosztach

Największą barierą pozostają finanse publiczne. Wiceminister finansów Jarosław Neneman, odpowiadając w Sejmie na pytania posłów, wskazał, że podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł kosztowałoby budżet niecałe 12 mld zł. Jak relacjonuje PIT.pl, przedstawiciel MF podkreślał, że obecnie nie są prowadzone prace nad taką zmianą ze względu na wysoki deficyt oraz duże wydatki socjalne i obronne.

Resort finansów zwraca też uwagę, że w 2025 r. drugi próg podatkowy przekroczyło ponad 2,4 mln osób. To pokazuje, że temat nie dotyczy już wyłącznie wąskiej grupy najlepiej zarabiających. Jednocześnie MF argumentuje, że osoby wchodzące w wyższy próg nadal płacą podatek według progresywnej skali, a stawka 32 proc. dotyczy tylko nadwyżki ponad 120 tys. zł.

Spór ma więc dwa poziomy. Z jednej strony jest pytanie o sprawiedliwość podatkową i dostosowanie progów do wzrostu wynagrodzeń, zaś z drugiej strony nasuwa się pytanie o koszt reformy i to, czy państwo może sobie pozwolić na obniżenie dochodów podatkowych przy rosnących potrzebach wydatkowych.

Koalicja bez wspólnego stanowiska

Politycznie sprawa jest niewygodna, bo nie przebiega po prostej linii rząd – opozycja. Projekt wyszedł z ugrupowania współtworzącego koalicję rządzącą, ale Ministerstwo Finansów nie traktuje go jako rządowej propozycji. Andrzej Domański mówił w TVN24, że propozycja podniesienia progu „nie była żadną ofertą ani propozycją przedstawioną w ramach rozmów koalicyjnych”, a Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odpowiadała, że rozmowy koalicyjne zwołuje premier.

W tle pojawia się także konkurencja polityczna o klasę średnią. Pełczyńska-Nałęcz krytykowała propozycje opozycji i mówiła w TVN24, że „PiS idzie po klasę średnią”, wskazując, że koalicja rządząca również musi przedstawić realną ofertę dla osób pracujących i płacących podatki według skali.

Dla podatników kluczowe jest jednak nie to, kto politycznie zyska na sporze, ale czy zmiana w ogóle wejdzie w życie. Na razie nie ma przesądzenia, że drugi próg podatkowy zostanie podniesiony. Bez porozumienia w koalicji i zgody Ministerstwa Finansów projekt może pozostać propozycją polityczną, a nie realną reformą PIT.

Czytaj także:

Polska motoryzacja hamuje. Zatrudnienie i eksport mocno spadają

Pogoda uderza w gospodarkę. Polska straciła już 20,1 mld euro przez ekstremalne zjawiska

Rynek koncertowy się przegrzał. Firmy tną ceny, by ratować frekwencję