
Rynek koncertowy w Polsce zaczyna wyraźnie testować granice finansowe fanów. Po pandemicznym odbiciu organizatorzy zwiększyli liczbę wydarzeń, ceny wejściówek poszły mocno w górę, a teraz coraz częściej pojawiają się promocje na bilety, które wcześniej miały sprzedawać się bez większego problemu.
- Bilety na koncerty największych gwiazd kosztują już ponad 2 tys. zł, a festiwalowe karnety przekraczają 1,5 tys. zł.
- Organizatorzy coraz częściej przeceniają wejściówki, co może wskazywać na słabszy popyt przy wysokich cenach.
- Eksperci mówią o przesycie wydarzeń po pandemicznym boomie i ostrożniejszych decyzjach fanów.
Jak opisuje WP Finanse, bilety na koncerty światowych gwiazd kosztują już nawet ponad 2 tys. zł, a karnety festiwalowe przekraczają 1,5 tys. zł. Jednocześnie część organizatorów zaczyna obniżać ceny, co pokazuje, że popyt nie rośnie bez końca.
Rynek koncertowy po boomie zderza się z portfelem fanów
Skala podwyżek jest widoczna na największych wydarzeniach. Według WP Finanse dwudniowy karnet na Orange Warsaw Festival kosztuje 719 zł, a jednodniowy bilet 469 zł. Czterodniowy karnet na Open’er Festival w Gdyni to 1258 zł, a w pakiecie z polem namiotowym 1552 zł. Dwudniowy karnet na Clout Festival kosztuje 739 zł, wejściówka VIP 1699 zł, a trzydniowy karnet na OFF Festival w Katowicach 807 zł.
Jeszcze mocniej widać to przy koncertach zagranicznych gwiazd. Na występ Pitbulla na PGE Narodowym w Warszawie najtańsze miejsca na trybunach kosztują 255 zł, miejsca stojące na płycie od 565 do 705 zł, a pakiet Platinum nawet 2249 zł. W przypadku koncertu A$AP Rocky’ego w łódzkiej Atlas Arenie ceny zaczynają się od około 199 zł za miejsca siedzące i od 399 zł za płytę.
Dla wielu odbiorców problemem nie jest już cena jednego wydarzenia, ale kumulacja wydatków. Koncert, dojazd, nocleg, gastronomia i dodatkowe opłaty mogą sprawić, że udział w wydarzeniu staje się kosztem porównywalnym z krótkim wyjazdem wakacyjnym.
Dlaczego bilety tak podrożały?
Wzrost cen ma kilka źródeł. Po pandemii podrożała organizacja wydarzeń, od wynagrodzeń ekip technicznych, przez transport sprzętu, po wynajem hal i stadionów. Do tego dochodzi inflacja oraz coraz bardziej rozbudowana produkcja sceniczna.
„Ceny biletów w ostatnich latach wyraźnie wzrosły. Po pandemii wzrosły koszty organizacji – zaczynając od wynagrodzeń dla ekipy, cen wynajmu obiektu aż po transport sprzętu. Świat zderzył się też z dużą inflacją. Natomiast od kilku lat możemy zaobserwować, że koncerty są dłuższe, niektóre trwają ponad trzy godziny i mają zdecydowanie bardziej skomplikowaną produkcję” – tłumaczy Bartosz Sąder, dziennikarz muzyczny, cytowany przez WP Finanse.
To oznacza, że koncerty stały się produktem znacznie droższym także po stronie kosztowej. Duże trasy wymagają wielu ciężarówek sprzętu, rozbudowanych scen, efektów specjalnych, ochrony, logistyki i pracy setek osób. Organizatorzy próbują przerzucić część tych kosztów na ceny biletów, ale rynek zaczyna pokazywać, że nie każdy poziom cen zostanie zaakceptowany.
Promocje pokazują, że popyt nie jest nieograniczony
Najmocniejszym sygnałem zmiany są przeceny biletów. Według WP Finanse na profilu „Koncerty w Polsce” zwrócono uwagę na promocję biletów na płytę na OneRepublic za 119 zł, przy wcześniejszej cenie 399 zł dla części strefy. Zespół ma wystąpić 30 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie, a mimo bliskiego terminu wydarzenia dostępnych pozostawało wiele miejsc.
Podobna sytuacja dotyczy koncertu Ricky’ego Martina, zaplanowanego na 2 lipca w Krakowie. Część miejsc była dostępna za 99 zł, podczas gdy inne kosztowały 230 zł. Na koncert Toma Jonesa w Operze Leśnej w Sopocie, zaplanowany na 23 lipca, również dostępnych było wiele miejsc, a ceny wahały się od 249 do 549 zł.
Lista wydarzeń publikowana przez Live Nation Polska pokazuje, jak duża jest obecnie podaż koncertów dużych artystów w krótkim okresie. Wśród promowanych wydarzeń znajdują się m.in. OneRepublic, Ricky Martin, Tom Jones, A$AP Rocky czy Niall Horan. Przy tak dużej liczbie imprez widzowie muszą wybierać, a nie kupować bilety na wszystko.
Wysokie ceny kultury są realną barierą
Problem rynku koncertowego wpisuje się w szerszy trend. Z badania IBRiS dla PAP, opisanego przez Onet, wynika, że 48,5 proc. Polaków wydaje na kulturę ponad 200 zł miesięcznie. Jednocześnie blisko 40 proc. badanych nie bierze udziału w wydarzeniach kulturalnych z powodu wysokich cen biletów.
To ważny kontekst, bo koncerty rywalizują dziś nie tylko między sobą, ale też z innymi wydatkami gospodarstw domowych. Przy wysokich kosztach życia fani coraz częściej wybierają jedno lub dwa wydarzenia, zamiast kilku koncertów w sezonie. Dla organizatorów oznacza to, że sama popularność artysty może nie wystarczyć, jeśli cena biletu przekroczy psychologiczną granicę.
Bartosz Sąder w rozmowie z WP Finanse ocenia, że nie jest to jeszcze kryzys rynku, ale koniec okresu, w którym niemal każdy duży koncert sprzedawał się bez większego problemu. Jego zdaniem widz wybiera dziś ostrożniej, zwłaszcza gdy w jednym miesiącu ma do wyboru kilka światowych gwiazd i największych polskich artystów.
Czytaj także:
Upały uderzają w fotowoltaikę. Panele mogą tracić nawet 20 proc. mocy
Mieszkania w Polsce: mamy ich więcej niż USA i Australia. Dlaczego nadal jest drogo?
Abonament RTV za komputer i smartfon. Zapłacimy jak za telewizor