• Łączne zadłużenie polskich szpitali przekroczyło pod koniec marca 2026 roku 37 mld zł.
  • Ponad 5 mld zł stanowią zobowiązania wymagalne, których termin płatności już upłynął.
  • Każda niezapłacona faktura może generować dodatkowo od 40 do 100 euro rekompensaty za koszty windykacji.

Polskie szpitale z długiem przekraczającym 37 mld zł

Z danych z końca pierwszego kwartału 2026 roku, opisanych przez Money.pl, wynika, że łączne zobowiązania szpitali przekroczyły 37 mld zł. Szczególnie niebezpieczna jest struktura tego długu. Ponad 5 mld zł przypada na zobowiązania wymagalne, czyli faktury i inne należności, których termin zapłaty już minął.

Nie każde zobowiązanie oznacza, że placówka jest niewypłacalna. Szpitale, podobnie jak przedsiębiorstwa, korzystają z kredytów, leasingu i odroczonych terminów płatności. Gwałtowny wzrost zaległości wymagalnych świadczy jednak o problemach z bieżącą płynnością.

Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia, że zobowiązania wymagalne obejmują należności, których termin płatności już upłynął. Dane są zbierane kwartalnie i dotyczą samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, w tym szpitali, poradni i przychodni.

Oznacza to, że coraz więcej placówek nie ma wystarczających środków, aby na czas zapłacić dostawcom leków, sprzętu, materiałów medycznych, energii oraz usług.

Każda zaległa faktura powiększa zadłużenie

Problemy polskich szpitali pogłębia mechanizm rekompensat za koszty odzyskiwania należności. Zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych wierzyciel może domagać się stałej kwoty od każdej faktury, która nie została opłacona w terminie.

Wysokość rekompensaty zależy od wartości zaległości. Przy fakturze do 5 tys. zł wynosi 40 euro, od 5 do 50 tys. zł jest to 70 euro, a przy należności przekraczającej 50 tys. zł – 100 euro. Do tego mogą dochodzić odsetki oraz rzeczywiste koszty windykacji.

Dla szpitala mającego setki albo tysiące niezapłaconych dokumentów dodatkowe opłaty mogą tworzyć znaczące obciążenie. Nawet gdy placówka ureguluje podstawową kwotę faktury, nadal pozostają koszty powstałe wskutek opóźnienia.

„Z takich długów się nie wychodzi” – ocenił jeden z dyrektorów szpitala cytowany przez media.

Mechanizm, który miał chronić przedsiębiorców przed nierzetelnymi kontrahentami, w przypadku publicznych placówek może więc przyspieszać spiralę zadłużenia. Dostawcy również nie mogą bezterminowo finansować szpitali, ponieważ muszą wypłacać wynagrodzenia, płacić podatki i regulować własne faktury.

Rosną wynagrodzenia, ceny energii i koszty leczenia

Jedną z głównych pozycji w budżetach szpitali są wynagrodzenia personelu. W części placówek wydatki na pensje pochłaniają zdecydowaną większość przychodów z kontraktów zawieranych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Szpitalom pozostaje wówczas niewiele pieniędzy na leki, energię, remonty, sprzęt i obsługę zadłużenia.

Problem nie sprowadza się jednak wyłącznie do wysokości zarobków lekarzy. Rosną także wynagrodzenia pielęgniarek, ratowników, diagnostów i pozostałych pracowników, a jednocześnie zwiększają się ceny materiałów medycznych, usług zewnętrznych oraz utrzymania budynków.

Najnowsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli wykazała, że tylko połowa z dziesięciu skontrolowanych szpitali klinicznych zachowała stabilność finansową przez cały analizowany okres. Niska rentowność części placówek wynikała między innymi ze wzrostu kosztów wynagrodzeń, usług obcych, materiałów i energii.

Ograniczenie stawek lekarzy mogłoby zmniejszyć część wydatków, ale nie rozwiąże problemu niedoszacowanych świadczeń, zadłużenia historycznego, nieefektywnej organizacji leczenia oraz rosnących kosztów bieżących.

Długi szpitali mogą uderzyć w pacjentów

Narastające zadłużenie nie jest wyłącznie problemem księgowym. Brak płynności może utrudniać zakup sprzętu, przeprowadzanie remontów i terminowe zaopatrywanie oddziałów. Dostawcy mogą skracać terminy płatności, żądać przedpłat albo doliczać ryzyko opóźnień do swoich cen.

W najbardziej zadłużonych placówkach konieczne może być ograniczanie inwestycji, zamykanie nierentownych oddziałów lub łączenie zakresów leczenia z innymi szpitalami. To z kolei może oznaczać dłuższy dojazd do placówki oraz wzrost kolejek do części świadczeń.

Czytaj także:

Galopująca inflacja w Rosji. Widać ją nawet w oficjalnych danych

Demografia wycina polskie szkoły. Uczniów jest o 700 tys. mniej

Porsche może zwolnić nawet 5 tys. osób. Sprzedaż się załamała