- Rok szkolny zakończyło około 4,9 mln uczniów, o 700 tys. mniej niż kilkanaście lat temu.
- Do 2034 roku liczba dzieci w wieku 7-14 lat może spaść o 19,5 proc.
- Na Mazowszu w 2026 roku złożono już 30 kolejnych wniosków dotyczących likwidacji szkół.
Demografia wycina polskie szkoły
Miniony rok szkolny ukończyło około 4,9 mln uczniów. To o blisko 700 tys. mniej niż kilkanaście lat temu. Najnowsze informacje, przywołane przez PAP, pokazują, że kurcząca się liczba dzieci przekłada się już nie tylko na mniejsze klasy, ale również na likwidację całych placówek.
Skala problemu będzie rosła. Z prognozy GUS, przywołanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, wynika, że do 2029 roku liczba dzieci w wieku od 7 do 14 lat spadnie o około 5 proc. Do 2034 roku zmniejszy się już o około 19,5 proc., natomiast do 2060 roku spadek może sięgnąć 30 proc. W najbardziej niekorzystnym scenariuszu byłoby to nawet 48,3 proc.
Oznacza to, że obecne likwidacje szkół nie są jednorazowym zjawiskiem. Najmniejsze roczniki najpierw ograniczają liczbę oddziałów w żłobkach i przedszkolach, a następnie przesuwają się do szkół podstawowych i ponadpodstawowych.
Samorządy coraz częściej zamykają placówki
Najwięcej postępowań dotyczących likwidacji szkół odnotowuje się na Mazowszu. W 2023 roku tamtejsze kuratorium wydało 20 pozytywnych opinii, w 2024 roku było ich 15, a w 2025 roku 16. W 2026 roku, mimo że minęła dopiero jego pierwsza połowa, gminy złożyły już 30 kolejnych wniosków.
Od 2023 roku na Mazowszu wpłynęły łącznie 82 wnioski dotyczące zamiaru likwidacji szkół. Tylko jeden otrzymał negatywną opinię, a 44 zamknięte placówki były szkołami podstawowymi. W Małopolsce samorządy złożyły w tym okresie 67 wniosków, z których dziewięć nie uzyskało akceptacji kuratorium.
Proces był widoczny już wcześniej. Jak podał Serwis Samorządowy PAP, w 2025 roku kuratoria w całej Polsce wydały prawie 300 pozytywnych opinii dotyczących likwidacji lub przekształcenia szkół i przedszkoli. W samym województwie lubelskim było ich 76.
„Kryzys tak naprawdę dopiero zmierza do szkół. Ratunku dla wielu małych szkół nie będzie, bo ekonomia będzie decydująca” – ocenił Krzysztof Żuk, prezydent Lublina, cytowany przez Serwis Samorządowy PAP.
Mniej uczniów oznacza rosnące koszty
Dla samorządów utrzymywanie placówki z kilkudziesięcioma uczniami oznacza coraz wyższy koszt przypadający na jedno dziecko. Budynek trzeba ogrzewać i remontować, a nauczycielom oraz pracownikom administracyjnym zapewnić wynagrodzenia niezależnie od tego, czy w klasie uczy się 25, czy siedmioro dzieci.
Likwidacja szkoły również rodzi koszty społeczne. Uczniowie muszą być dowożeni do bardziej oddalonych placówek, wydłuża się ich dzień, a rodzice tracą dostęp do szkoły położonej blisko miejsca zamieszkania. Problem szczególnie mocno dotyka gmin wiejskich i małych miejscowości, w których transport publiczny jest ograniczony.
Szkoły często pełnią także funkcję lokalnych centrów integracji. Odbywają się w nich zebrania mieszkańców, wydarzenia kulturalne, zajęcia sportowe i spotkania organizacji społecznych. Zamknięcie budynku może więc osłabić całą miejscowość, a jego późniejsze wykorzystanie bywa trudne.
Rząd chce ratować małe szkoły przed likwidacją
Odpowiedzią na niż demograficzny w szkołach mają być bardziej elastyczne zasady funkcjonowania najmniejszych placówek. Przygotowane przez MEN przepisy pozwalają pozostawić w lokalnej szkole klasy I-III, a starszych uczniów kierować do większych, lepiej wyposażonych placówek.
Wolne części szkolnych budynków miałyby być wykorzystywane na potrzeby żłobków, zajęć dla seniorów, ochrony zdrowia, kultury lub działalności obywatelskiej. Przed likwidacją szkoły obowiązkowe mają być konsultacje społeczne i przedstawienie mieszkańcom informacji o planowanych zmianach.
Nowe rozwiązania mogą ograniczyć liczbę zamykanych budynków, ale nie zatrzymają spadku liczby uczniów. Według prognozy MEN między rokiem szkolnym 2026/2027 a 2042/2043 z systemu oświaty może ubyć ponad 1,5 mln dzieci i młodzieży. Oznaczałoby to średni spadek o około 110 tys. uczniów rocznie.
Czytaj także:
Sklepy zastąpiły ludzi chatbotami. 59 proc. klientów zrezygnowało przez to z zakupów
Szef AstraZeneki chce, by w Polsce podniesiono składkę zdrowotną. Aż o 44 proc.
Wygrali ze skarbówką 227 spraw. Firma i tak upadła, ponad tysiąc osób straciło pracę



