- Od 2004 roku liczba mieszkańców zmniejszyła się w około 70 proc. polskich gmin.
- Z powiatów hrubieszowskiego, bartoszyckiego i krasnostawskiego wyjechało od 36 do prawie 40 proc. młodych ludzi.
- Wyludnianie uderza w finanse samorządów, bo dochody maleją szybciej niż koszty utrzymania szkół, administracji czy pomocy społecznej.
70 proc. polskich gmin się wyludnia
Skala zmian wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego dotyczącej finansowych skutków depopulacji. PIE wskazywał już wcześniej, że w ciągu ostatnich dwóch dekad liczba mieszkańców zmniejszała się w blisko 70 proc. gmin oraz aż w 91 proc. miast na prawach powiatu. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego prognozy GUS wskazują, że do 2040 roku ten trend będzie się dalej pogłębiał.
Najnowsze opracowanie PIE „Znikająca Polska lokalna. Finansowe skutki depopulacji gmin” pokazuje, że problem nie ogranicza się już do pojedynczych miejscowości na wschodzie kraju. Wyludnianie stało się trwałym zjawiskiem obejmującym znaczną część Polski, podczas gdy wzrost liczby mieszkańców koncentruje się przede wszystkim w dużych aglomeracjach i otaczających je gminach.
Największe miasta przyciągają mieszkańców dostępem do pracy, edukacji i usług. Korzystają również miejscowości położone bezpośrednio wokół metropolii, do których przeprowadzają się osoby szukające tańszych mieszkań lub domów, ale nadal chcące mieć łatwy dostęp do dużego rynku pracy.
W niektórych powiatach wyjechało prawie 40 proc. młodych
Najbardziej niepokojąco wyglądają dane dotyczące młodych mieszkańców. Prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, określa jako demograficznie „przegrane” te powiaty, z których w ciągu dwóch dekad wyjechał co najmniej co trzeci młody człowiek.
Największy odpływ odnotowano w powiecie hrubieszowskim, który stracił prawie 40 proc. młodych mieszkańców. W powiecie bartoszyckim było to około 37 proc., natomiast w krasnostawskim około 36 proc.
„Duże, atrakcyjne ośrodki przyciągając młodych ludzi do siebie przyczyniają się do pogłębiania procesów depopulacyjnych w terenie” – mówił wcześniej prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego. W rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP zwracał uwagę, że szczególnie mocno tracą obszary peryferyjne, oddalone od największych miast.
Odpływ młodych uruchamia mechanizm, który trudno później odwrócić. Wyjeżdżają przede wszystkim osoby w wieku edukacyjnym i produkcyjnym, czyli grupa, która w kolejnych latach mogłaby zakładać rodziny, pracować i płacić lokalne podatki. Ich brak dodatkowo przyspiesza starzenie się pozostałej populacji.
Wyludnianie działa na samorządy jak „ukryty podatek”
Depopulacja nie oznacza jednak, że wydatki gminy spadają proporcjonalnie do liczby mieszkańców. To właśnie jeden z najważniejszych wniosków analizy PIE.
Autorka raportu Agata Mróz określiła wyludnianie jako „ukryty podatek”. Spadek liczby mieszkańców stopniowo ogranicza bowiem możliwości tworzenia własnych dochodów przez samorządy, ale jednocześnie wiele kosztów pozostaje na podobnym poziomie.
Gmina nadal musi utrzymywać urząd, drogi, szkoły, transport publiczny czy infrastrukturę wodociągową, nawet jeśli korzysta z nich coraz mniej osób. W efekcie koszty przypadające na jednego mieszkańca rosną.
Analiza dotycząca lat 2015-2024 pokazuje skalę tego zjawiska. W gminach najmocniej tracących mieszkańców jednostkowe wydatki na administrację wzrosły o 84 proc., na oświatę o 19 proc., a na pomoc społeczną o 99 proc. mocniej niż w jednostkach znajdujących się po drugiej stronie demograficznego podziału.
W co czwartej gminie koszty podstawowych usług publicznych, obejmujących administrację, edukację i pomoc społeczną, przekroczyły już wartość wszystkich dochodów własnych samorządu.
Mniej mieszkańców oznacza mniej pieniędzy
Problem polega na tym, że wyludniający się samorząd traci przede wszystkim osoby aktywne zawodowo. Mniejsza liczba pracujących mieszkańców oznacza słabszą bazę podatkową, mniejsze wpływy z lokalnej gospodarki i niższy potencjał rozwojowy.
Jednocześnie struktura ludności przesuwa się w stronę starszych grup wiekowych, co może zwiększać zapotrzebowanie na usługi społeczne. Powstaje więc efekt nożyc: dochody rozwijają się wolniej, podczas gdy jednostkowy koszt zapewnienia mieszkańcom podstawowych usług rośnie.
Część negatywnych skutków może ograniczać obowiązująca od 2025 roku reforma finansowania samorządów. Analiza PIE pokazuje, że największe wzrosty dochodów uzyskały właśnie gminy, dla których GUS przewiduje największy spadek liczby ludności. Mediana dynamiki dochodów w tej grupie była o 3,5 pkt proc. wyższa niż w gminach, gdzie populacja ma rosnąć.
Nie rozwiązuje to jednak podstawowego problemu, czyli trwałego odpływu mieszkańców.
Polska demograficznie dzieli się na dwa światy
Na jednym biegunie znajdują się największe miasta oraz ich obszary metropolitalne. Przyciągają studentów, pracowników i rodziny, które coraz częściej wybierają podmiejskie miejscowości ze względu na ceny nieruchomości i możliwość dojazdu do centrum aglomeracji.
Na drugim znajdują się powiaty oddalone od silnych rynków pracy. Tam odpływ młodych oznacza nie tylko spadek populacji, ale również mniejszą liczbę nowych firm, słabszy popyt na nieruchomości i usługi oraz coraz większe problemy z finansowaniem infrastruktury.
Zmiana tego trendu będzie szczególnie trudna, ponieważ migracja młodych dodatkowo osłabia przyszły potencjał demograficzny tych obszarów. Przy obecnych prognozach coraz większa część Polski lokalnej będzie więc musiała dostosować infrastrukturę, sieć szkół, transport i usługi publiczne do społeczeństwa jednocześnie mniej licznego i starszego.
Czytaj także:
Realne ceny mieszkań spadają. NBP pokazuje zmianę, której nie widać gołym okiem
Inflacja wciąż rośnie, a będzie gorzej. „To jeszcze nie jest szczyt”
Prawie połowa Polaków chce likwidacji systemu kaucyjnego. Sklepy liczą straty



