• W rosyjskiej armii może służyć około 24 tys. cudzoziemców z 44 państw.
  • Potwierdzono śmierć ponad 3,5 tys. zagranicznych żołnierzy walczących po stronie Rosji.
  • Część rekrutów trafiła na front po obietnicach dobrze płatnej pracy lub służby z dala od walk.

Najemnicy Rosji przyjechali z 44 państw

Informację o skali zagranicznego zaciągu przekazał BBC wysoki rangą przedstawiciel NATO podczas lipcowego szczytu Sojuszu w Ankarze. Według niego w szeregach rosyjskich sił zbrojnych walczy obecnie około 24 tys. cudzoziemców z 44 państw, a znaczną część stanowią obywatele krajów afrykańskich. Dane te opisuje materiał PAP poświęcony zagranicznym rekrutom Rosji.

Rosja prowadzi nabór w państwach byłego ZSRR, Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej. Wśród rekrutów znajdują się obywatele Uzbekistanu, Tadżykistanu, Azerbejdżanu, Gruzji, Białorusi, Nepalu, Kuby, Indii, Sri Lanki i Jemenu. Część przyjechała do Rosji dobrowolnie, skuszona wynagrodzeniem wielokrotnie wyższym niż w ojczyźnie.

Pozostali mieli być wprowadzani w błąd. Oferowano im studia, pracę w ochronie, budownictwie lub przy zabezpieczaniu instalacji naftowych. Po przyjeździe otrzymywali dokumenty w języku rosyjskim, którego nie znali, a następnie trafiali do ośrodków szkoleniowych i na front.

Ponad 3,5 tys. cudzoziemców już zginęło

BBC i niezależny rosyjski portal Mediazona prowadzą imienną bazę żołnierzy poległych po stronie Rosji. Z ich ustaleń wynika, że śmierć poniosło ponad 3,5 tys. obywateli innych państw. W tej liczbie znajduje się 1285 osób z ponad 40 krajów oraz 2304 żołnierzy Korei Północnej, których straty oszacowano na podstawie zdjęć satelitarnych i materiałów z nowego pomnika wojskowego w Pjongjangu. Szczegóły zestawienia opublikowała Meduza, powołując się na śledztwo BBC.

Najwięcej potwierdzonych ofiar, poza siłami północnokoreańskimi, pochodziło z Uzbekistanu, Tadżykistanu, Gruzji, Azerbejdżanu, Białorusi i Nepalu. Dziennikarze ustalili jednocześnie nazwiska ponad 233 tys. wojskowych poległych po stronie rosyjskiej. Cudzoziemcy stanowią więc mniej niż 2 proc. udokumentowanych strat, ale ich obecność pokazuje globalną skalę rosyjskiej rekrutacji.

Żołnierzy Korei Północnej nie należy przy tym traktować tak samo jak indywidualnie werbowanych najemników. Są oni członkami regularnych sił zbrojnych wysłanymi do Rosji na podstawie porozumienia między Moskwą a Pjongjangiem. Ich udział potwierdza jednak, że Kreml korzysta z zagranicznych zasobów osobowych nie tylko poprzez prywatnych pośredników, ale także dzięki współpracy z innymi państwami.

Obietnice wysokich zarobków kończą się na froncie

Rosja wykorzystuje przede wszystkim różnice dochodowe. Według ustaleń BBC osoby podpisujące kontrakt w Moskwie mogły otrzymać jednorazową premię sięgającą 30 tys. dolarów oraz miesięczne wynagrodzenie w wysokości około 3,5 tys. dolarów. Dla mieszkańców biedniejszych państw są to kwoty trudne do osiągnięcia w lokalnej gospodarce.

Jednocześnie zagraniczni rekruci często nie znają zasad rosyjskiej służby wojskowej. Od 2022 roku obowiązują przepisy pozwalające automatycznie przedłużać kontrakty do zakończenia mobilizacji. W praktyce podpisanie umowy na rok nie musi więc oznaczać możliwości odejścia z armii po upływie dwunastu miesięcy.

Jednym z rekrutów był Syryjczyk przedstawiony przez BBC jako Omar. Mężczyzna twierdził, że zaoferowano mu cywilną pracę przy ochronie obiektów naftowych. Po dziesięciu dniach szkolenia trafił jednak na linię frontu. „Na sto procent tutaj zginiemy” – mówił w wiadomości głosowej przytoczonej w omówieniu śledztwa BBC dotyczącym werbowania cudzoziemców.

Rosja szuka żołnierzy poza własnymi granicami

Początkowo Moskwa pozyskiwała dodatkowych żołnierzy głównie w rosyjskich więzieniach. Rekrutację prowadziła Grupa Wagnera, a następnie przejęło ją Ministerstwo Obrony. Ponad połowa poległych obywateli Uzbekistanu i Tadżykistanu miała trafić na front właśnie z zakładów karnych.

Z czasem nabór rozszerzono na bardziej odległe państwa. Pomagają w tym pośrednicy działający w mediach społecznościowych, uproszczone procedury uzyskania rosyjskiego obywatelstwa i obietnice wysokich wypłat. Rosja może w ten sposób uzupełniać straty bez ogłaszania kolejnej powszechnej mobilizacji, która niosłaby poważne ryzyko polityczne.

Nie wiadomo, ilu zagranicznych żołnierzy faktycznie służy obecnie w rosyjskiej armii. Szacunek 24 tys. osób nie jest imiennym rejestrem, a potwierdzone zgony obejmują jedynie przypadki udokumentowane w dostępnych źródłach. Rzeczywista skala rekrutacji i strat może być więc większa.

Czytaj także:

AI zabiera pracę? Często to tylko pretekst zwolnienia

7-Eleven jednak nie wejdzie do Żabki. Japończycy zerwali negocjacje

Biura w Warszawie znów się zapełniają. W centrum zaczyna brakować powierzchni