• W pierwszym kwartale 2026 r. do rosyjskiej armii mogło trafić około 71,2 tys. nowych żołnierzy kontraktowych, najmniej od trzech lat.
  • Rosyjskie regiony podnoszą premie za podpisanie kontraktu, ale pozyskanie kolejnych ochotników staje się coraz trudniejsze.
  • Doniesienia o możliwej mobilizacji jesienią nie zostały oficjalnie potwierdzone przez Kreml.

Rosjanie nie dają się już skusić wysokimi premiami

Rosyjski system uzupełniania strat od kilku lat opiera się przede wszystkim na żołnierzach kontraktowych. Władze unikają kolejnej powszechnej mobilizacji, oferując ochotnikom wysokie wynagrodzenia, premie za podpisanie umowy, umorzenie części długów i świadczenia dla rodzin.

Problem polega na tym, że mimo rosnących zachęt liczba nowych kontraktów zaczęła spadać. Z analizy niemieckiego ekonomisty Janisa Klugego, opartej na wydatkach rosyjskiego Ministerstwa Finansów, wynika, że w pierwszym kwartale 2026 r. federalne premie wypłacono około 71,2 tys. rekrutów. Rok wcześniej w tym samym okresie było ich około 89,6 tys.

Na jednorazowe wypłaty przeznaczono 28,5 mld rubli. Ponieważ podstawowa premia federalna wynosi 400 tys. rubli, dane pozwalają oszacować liczbę zawartych kontraktów na dokładnie 71 216. Był to najniższy wynik pierwszego kwartału od trzech lat, o około 20 proc. słabszy niż w 2025 r., jak opisuje Novaya Gazeta Europe.

Kluge szacuje, że na początku roku rosyjska armia pozyskiwała średnio około 800 osób dziennie. W drugim kwartale tempo miało ponownie zbliżyć się do tysiąca kontraktów dziennie, ale nadal wymagało coraz większych nakładów i presji wywieranej na władze regionalne.

Wielkie miasta nie chcą wysyłać ludzi na front

Dienis Kapustin, założyciel walczącego po stronie Ukrainy Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, ocenił, że dotychczasowy model rekrutacji stopniowo się wyczerpuje. W rozmowie cytowanej przez Money.pl wskazał, że głównym źródłem żołnierzy były dotychczas biedniejsze regiony, podczas gdy mieszkańcy Moskwy i Petersburga niechętnie wyjeżdżają na wojnę.

„Jeśli ktoś nie poszedł na wojnę za 2,5 miliona rubli, to za 1,5 miliona tym bardziej nie pójdzie” – stwierdził Kapustin. Jego zdaniem dalsze zwiększanie wypłat może chwilowo poprawić wyniki rekrutacji, ale rosyjski budżet ma coraz mniejsze możliwości finansowania kolejnych podwyżek.

Oceny Kapustina należy traktować jako stanowisko przedstawiciela formacji walczącej z rosyjską armią, a nie oficjalne potwierdzenie planów Kremla. Kierunek zmian potwierdzają jednak dane ekonomiczne. Według Klugego Rosja nadal pozyskuje dziesiątki tysięcy żołnierzy miesięcznie, ale regiony muszą płacić coraz więcej, by realizować narzucone limity.

Ekonomista ocenia, że około 3 do 4 proc. przeciętnego budżetu regionalnego może być już przeznaczane na rekrutację wojskową. W skrajnych przypadkach, takich jak republika Mari El, premie pochłaniają równowartość około 10 proc. regionalnych wydatków, czyli skalę porównywalną z nakładami na ochronę zdrowia lub edukację.

Wojna coraz mocniej obciąża rosyjską gospodarkę

Rosyjski system rekrutacyjny wykorzystuje przede wszystkim osoby znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej. Do podpisywania kontraktów zachęcani są zadłużeni mieszkańcy biedniejszych regionów, więźniowie, podejrzani w sprawach karnych oraz cudzoziemcy liczący na uzyskanie rosyjskiego obywatelstwa.

W niektórych regionach łączna wartość premii i świadczeń przekracza równowartość kilkuletnich dochodów przeciętnego mieszkańca. Agencja Associated Press opisała przypadek Chanty-Mansyjskiego Okręgu Autonomicznego, gdzie pakiet zachęt dla rekruta sięgał około 50 tys. dolarów, ponad dwukrotnie więcej niż przeciętny roczny dochód w tym regionie.

„Rekrutacja jest wyraźnie piętą achillesową rosyjskiej wojny” – ocenił Janis Kluge w rozmowie z Meduzą. Jego zdaniem obecny sposób prowadzenia działań wymaga stałego pozyskiwania dużej liczby ludzi, a dominującą motywacją kandydatów pozostają pieniądze.

Rosja nie stoi jeszcze przed natychmiastowym wyczerpaniem możliwości finansowania wojny. Ekonomistka Alexandra Prokopenko, ekspertka Carnegie Russia Eurasia Center i była pracowniczka rosyjskiego banku centralnego, ocenia, że Kreml może mieć środki na dalsze działania przez kolejny rok lub półtora. Jednocześnie ich pozyskiwanie będzie coraz trudniejsze i bardziej kosztowne dla gospodarki.

Czy Kreml ogłosi kolejną mobilizację?

Kapustin twierdzi, że rosyjskie społeczeństwo żyje w oczekiwaniu na możliwą mobilizację jesienią 2026 r. Na razie nie ma jednak oficjalnej decyzji ani wiarygodnego harmonogramu, który potwierdzałby taki scenariusz. Doniesienia należy więc traktować jako ocenę ryzyka, a nie przesądzony plan.

Kreml pamięta skutki częściowej mobilizacji ogłoszonej we wrześniu 2022 r. Do wojska powołano wówczas około 300 tys. osób, a dziesiątki tysięcy Rosjan próbowały opuścić kraj. Od tego czasu władze preferują kosztowny, ale politycznie bezpieczniejszy model kontraktowy.

Czytaj także:

Koniec z szybką jazdą. Hulajnogi elektryczne z limitem prędkości

Influencerzy zagrożeni wysokimi karami. Mieli naciskać na dzieci ws. zakupów

AMLR zmieni zasady dla polskich firm. Rewolucja rozpocznie się za rok