- Polska nie widzi obecnie możliwości zniesienia zakazu importu wybranych produktów rolnych z Ukrainy.
- Embargo obejmuje między innymi pszenicę, kukurydzę, rzepak i słonecznik, ale nie blokuje tranzytu.
- Komisja Europejska uważa jednostronne zakazy za nieuzasadnione i nie wyklucza kroków prawnych.
Embargo na produkty z Ukrainy zostaje
Wiceminister rolnictwa Adam Nowak poinformował podczas spotkania ministrów rolnictwa państw Unii Europejskiej w Brukseli, że polski rząd nie widzi obecnie możliwości wycofania się z jednostronnego zakazu importu.
Jak wyjaśnił, moment na liberalizację handlu byłby szczególnie niekorzystny. Polska znajduje się przed okresem żniw, kiedy na rynek trafiają duże ilości zbóż, a ich ceny zazwyczaj spadają. Część rolników nie dysponuje odpowiednimi magazynami i musi sprzedawać plony bezpośrednio po zbiorach.
„To jest jedyny ratunek dla stabilizacji rynku rolnego w Polsce” – powiedział Adam Nowak, którego wypowiedź przytoczyła Polska Agencja Prasowa. Wiceminister wskazał, że zniesienie ograniczeń mogłoby zaszkodzić polskim rolnikom, krajowemu rynkowi, a w dalszej perspektywie również konsumentom.
Stanowisko rządu oznacza, że spór między Warszawą a Komisją Europejską pozostaje nierozwiązany. Bruksela oczekuje likwidacji krajowych ograniczeń, natomiast Polska uważa je za konieczny instrument ochronny.
Zakaz nie obejmuje całej żywności z Ukrainy
Polskie embargo nie oznacza całkowitego zamknięcia granicy dla produktów spożywczych pochodzących z Ukrainy. Zakaz dotyczy określonej grupy towarów rolnych, w tym przede wszystkim pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika oraz niektórych produktów powstałych z ich przetwórstwa.
Jak przypomina Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ograniczenie ma charakter bezterminowy. Nowa umowa handlowa pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą nie spowodowała automatycznego uchylenia polskich przepisów.
Zakaz nie dotyczy również tranzytu przez terytorium Polski. Towary mogą być przewożone przez kraj do portów albo innych państw, pod warunkiem że nie zostaną wprowadzone na polski rynek. Szczegółowy zakres ograniczeń określa rozporządzenie dotyczące zakazu przywozu produktów rolnych z Ukrainy.
Rozróżnienie między importem a tranzytem ma znaczenie dla ukraińskiego eksportu. Polska pozostaje ważnym szlakiem transportowym, ale jednocześnie chce ograniczać ryzyko pozostawania części przewożonych towarów na krajowym rynku.
Bruksela uważa embargo za nieuzasadnione
Komisja Europejska argumentuje, że od 29 października 2025 r. obowiązują zmodernizowane zasady handlu między Unią a Ukrainą. Nowe porozumienie ogranicza dostęp do rynku dla najbardziej wrażliwych produktów w porównaniu z wcześniejszą pełną liberalizacją i wprowadza mechanizmy pozwalające reagować na zakłócenia.
Zgodnie z komunikatem Komisji Europejskiej umowa przewiduje klauzulę ochronną, stopniowe dostosowywanie ukraińskiej produkcji do norm unijnych oraz limity dotyczące wrażliwych sektorów rolnych.
Wśród produktów objętych szczególną ochroną znajdują się między innymi cukier, drób, jaja, pszenica, kukurydza i miód. Mechanizm zabezpieczający może zostać uruchomiony, gdy zwiększony import powoduje poważne zakłócenia w całej Unii lub w jednym z państw członkowskich.
Zdaniem Komisji dodatkowe krajowe embarga nie są już potrzebne, ponieważ wspólna umowa zapewnia odpowiednie narzędzia ochronne. Bruksela ostrzega również, że jednostronne ograniczenia wprowadzane przez Polskę, Węgry i Słowację mogą prowadzić do fragmentacji jednolitego rynku.
Rzecznik Komisji Olof Gill nie wykluczył uruchomienia wobec Polski procedury o naruszenie prawa unijnego. Na razie Komisja deklaruje jednak, że chce rozwiązać spór poprzez rozmowy z polskim rządem.
Polscy rolnicy konkurują na innych warunkach
Jednym z najważniejszych argumentów strony polskiej są różnice w kosztach i standardach produkcji. Polscy rolnicy muszą przestrzegać unijnych wymogów dotyczących między innymi środków ochrony roślin, ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i identyfikowalności żywności.
Ukraina ma stopniowo dostosowywać swoje regulacje do standardów obowiązujących w UE. Proces ten nie nastąpi jednak natychmiast. Rada Unii Europejskiej wskazuje, że dostęp ukraińskich produktów do rynku ma być powiązany z dostosowaniem zasad dotyczących pestycydów, leków weterynaryjnych i dobrostanu zwierząt.
Polskie władze obawiają się, że szybkie otwarcie rynku zwiększyłoby podaż tańszych produktów w okresie, gdy krajowi producenci próbują sprzedać własne zbiory. Skutkiem mogłyby być niższe ceny skupu, rosnące zapasy i dalsze pogorszenie rentowności gospodarstw.
Ministerstwo podkreśla jednocześnie, że Polska popiera rozwój Ukrainy i utrzymanie wzajemnego handlu. Warszawa chce jednak, aby wsparcie dla ukraińskiej gospodarki nie odbywało się kosztem rolników z państw położonych najbliżej granicy.
Czytaj także:
Koniec z szybką jazdą. Hulajnogi elektryczne z limitem prędkości
Influencerzy zagrożeni wysokimi karami. Mieli naciskać na dzieci ws. zakupów
AMLR zmieni zasady dla polskich firm. Rewolucja rozpocznie się za rok
