- Kyryło Budanow zapowiedział, że Ukraina nie przyjmie ultimatum i będzie reagować na nieprzyjazne działania.
- Polska ma duży interes gospodarczy w stabilnych relacjach z Kijowem: eksport do Ukrainy w 2025 r. sięgnął niemal 57 mld zł.
- Eskalacja sporu może uderzyć w handel, rolnictwo, transport, firmy planujące udział w odbudowie oraz klimat polityczny wokół pomocy wojskowej.
Ukraina zaostrza ton wobec Polski
Według PAP, szef gabinetu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego ocenił, że napięcia w relacjach z Polską mogą wkrótce osiągnąć punkt kulminacyjny. W tle są spory historyczne, w tym kwestie związane z UPA, Wołyniem i decyzjami Kijowa dotyczącymi upamiętnienia ludzi, którzy podczas II WŚ mordowali Polaków. Najmocniejsze słowa padły jednak w kontekście ewentualnej presji politycznej ze strony Warszawy.
„Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo na tym świecie” – powiedział Budanow. Dodał również, że „nie należy rozmawiać z nami za pomocą ultimatów”. Jednocześnie zapowiedział, że Kijów nie zamierza działać pochopnie, ale „każdy przejaw nieprzyjaznej polityki spotka się z reakcją”.
Dla biznesu najważniejsze jest to, że napięcia polityczne mogą szybko przełożyć się na decyzje administracyjne, graniczne i handlowe. Nawet jeśli nie dojdzie do formalnych sankcji ani ograniczeń, sam wzrost niepewności wystarcza, aby firmy ostrożniej zawierały kontrakty, wolniej inwestowały i mocniej kalkulowały ryzyko współpracy z partnerem po drugiej stronie granicy.
Handel z Ukrainą to dla Polski dziesiątki miliardów złotych
Ukraina jest dziś jednym z ważniejszych rynków zbytu dla polskich firm. Jak wynika z informacji PAP o handlu Polski z Ukrainą, w 2025 r. do Ukrainy wysłano polskie towary za niemal 57 mld zł, co dało temu krajowi siódme miejsce wśród największych rynków zbytu dla Polski. Import z Ukrainy pozostawał poza pierwszą dziesiątką największych dostawców towarów do Polski.
To pokazuje, że potencjalne pogorszenie relacji z Kijowem nie dotyczy tylko rolnictwa. Wrażliwe są także paliwa, logistyka, transport, przemysł maszynowy, sektor zbrojeniowy, ubezpieczenia, banki i firmy obsługujące eksport. Jeżeli klimat polityczny pogorszy się na dłużej, część ukraińskich zamówień może zostać przesunięta do dostawców z innych krajów UE albo opóźniona przez ostrożniejsze procedury po stronie zamawiających.
Z punktu widzenia polskich firm szczególnie ważne jest to, że Ukraina kupuje nie tylko towary pierwszej potrzeby. Po stronie eksportu liczą się paliwa, maszyny, urządzenia, pojazdy, sprzęt transportowy, produkty chemiczne i komponenty potrzebne do funkcjonowania gospodarki w czasie wojny. Każde polityczne ochłodzenie relacji zwiększa więc ryzyko dla całego łańcucha dostaw.
Rolnictwo pozostaje najbardziej zapalnym punktem
Największe ryzyko polityczno-gospodarcze nadal dotyczy rolnictwa. Po pełnoskalowej inwazji Rosji Unia Europejska tymczasowo zniosła cła i kontyngenty na produkty rolne z Ukrainy, aby pomóc Kijowowi w eksporcie, gdy zagrożone były tradycyjne szlaki przez Morze Czarne. Po wygaśnięciu autonomicznych środków handlowych od 6 czerwca 2025 r. nastąpił powrót do zasad importu przewidzianych w układzie stowarzyszeniowym UE-Ukraina, o czym informowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Resort rolnictwa wyjaśniał, że oznaczało to przywrócenie bezcłowych kontyngentów taryfowych na wrażliwe towary rolne przywożone z Ukrainy, a w przypadku części owoców i warzyw także systemu cen wejścia chroniącego przed importem po zbyt niskich cenach. Jednocześnie Polska wielokrotnie podkreślała sprzeciw wobec nadmiernej liberalizacji handlu rolnego, jeśli jej skutki mogłyby zagrozić interesom krajowych rolników.
To właśnie tutaj eskalacja z Ukrainą może najmocniej uderzyć w polską gospodarkę wewnętrzną. Dla rolników liberalizacja importu oznacza ryzyko presji cenowej. Dla przetwórców żywności Ukraina jest jednak także potencjalnym źródłem surowców, których w Polsce może brakować albo które są droższe. Polityczny spór utrudnia więc znalezienie rozwiązania, które jednocześnie chroniłoby gospodarstwa rolne, przemysł spożywczy i stabilność cen dla konsumentów.
Embargo i granica mogą wrócić jako problem dla transportu
Polska nadal utrzymuje jednostronne ograniczenia dotyczące importu wybranych produktów rolnych z Ukrainy. Ministerstwo Rolnictwa przypominało, że w Polsce obowiązuje bezterminowy zakaz importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika oraz niektórych produktów ich przetwórstwa, mimo że nowe uzgodnienia handlowe dotyczą całej Unii Europejskiej. Informacja ta znalazła się w komunikacie resortu o tym, że weszła w życie nowa umowa handlowa UE-Ukraina.
Dla gospodarki oznacza to ryzyko powrotu napięć na granicy. Każdy spór o kontrole, tranzyt, kolejki, zakazy i dokumenty uderza w firmy transportowe oraz eksporterów. Polska pełni rolę ważnego korytarza logistycznego dla Ukrainy, więc napięcia polityczne mogą podnosić koszty obsługi handlu: od czasu przejazdu, przez stawki przewozowe, po ubezpieczenia i ryzyko opóźnień.
Najbardziej narażone są przedsiębiorstwa, które działają na niskich marżach i opierają się na regularnych przewozach przez granicę. Dla nich kilka dni zakłóceń może oznaczać straty, kary umowne i utratę płynności. W skali makro problem byłby szerszy: mniej stabilna granica obniża atrakcyjność Polski jako hubu logistycznego dla Ukrainy i regionu.
Polskie firmy mogą stracić przewagę w odbudowie Ukrainy
Stabilne relacje z Kijowem są ważne z punktu widzenia przyszłej odbudowy Ukrainy. Polska ma naturalne atuty: bliskość geograficzną, zaplecze logistyczne, doświadczenie firm w regionie, znajomość rynku i istniejące kontakty biznesowe. Ale przewaga geograficzna nie wystarczy, jeśli klimat polityczny będzie się pogarszał.
W komunikacie po rozmowach dotyczących rolnictwa resort wskazywał, że Polska wspiera aspiracje Ukrainy do członkostwa w UE, ale integracja ukraińskiego rolnictwa z rynkiem unijnym nie może osłabiać stabilności jednolitego rynku. Ministerstwo deklarowało także dalszy dialog partnerski, bo między obiema stronami pozostaje wiele obaw wymagających wyjaśnienia. Takie stanowisko znalazło się w informacji MRiRW o tym, że Polska i Ukraina wzmacniają dialog w sprawach rolnych.
Ten sam mechanizm dotyczy odbudowy infrastruktury, energetyki, budownictwa, finansów i usług. Polskie firmy mogą być naturalnymi wykonawcami, dostawcami i partnerami dla ukraińskich projektów, ale będą konkurować z przedsiębiorstwami z Niemiec, Francji, Turcji, USA czy krajów skandynawskich. Jeśli relacje polityczne zostaną obciążone długotrwałym konfliktem, część ukraińskich decyzji zakupowych może przesuwać się w stronę partnerów postrzeganych jako mniej konfliktowi.
Pomoc wojskowa też ma wymiar gospodarczy
Napięcia polityczne nakładają się na szerszy spór o skalę pomocy dla Ukrainy. NATO podaje, że sojusznicy i partnerzy finansują m.in. zakupy krytycznego sprzętu obronnego dla Kijowa w ramach inicjatywy PURL. Według informacji Sojuszu, do czerwca 2026 r. państwa zobowiązały się do sfinansowania ponad 6 mld dolarów sprzętu wojskowego pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych dla Ukrainy.
Dla Polski pomoc wojskowa jest kosztem, ale także inwestycją w bezpieczeństwo. Im dłużej Ukraina utrzymuje zdolność obrony, tym mniejsze ryzyko bezpośredniej destabilizacji wschodniej flanki NATO, presji migracyjnej i zakłóceń w regionie. Z drugiej strony polska opinia publiczna coraz mocniej patrzy na koszty pomocy, stan własnych zapasów wojskowych i wpływ wsparcia dla Kijowa na budżet.
Jeżeli relacje polityczne będą się pogarszać, poparcie dla dalszego finansowania Ukrainy może maleć. To miałoby konsekwencje nie tylko wojskowe, ale też gospodarcze: słabsze bezpieczeństwo regionu podnosi premię za ryzyko, wpływa na decyzje inwestorów, koszty ubezpieczeń i ocenę stabilności Polski jako kraju frontowego, ale nadal bezpiecznego dla kapitału.
Czytaj także:
Lider wciąż ma męską twarz? 76 proc. pracowników przyznaje to wprost
Cudzoziemcy wchłaniani przez polski rynek pracy. Ich znaczenie rośnie


