- Rosja ogłosiła zakaz eksportu oleju napędowego, aby zwiększyć podaż paliw na rynku krajowym.
- Wicepremier Aleksandr Nowak przyznał, że sytuacja na stacjach budzi niepokój społeczny, a Rosja ma zacząć import paliw w lipcu.
- Eksport rosyjskiego diesla i gasoilu drogą morską spadł w czerwcu o 39 proc. miesiąc do miesiąca i o 46 proc. rok do roku.
Rosja wprowadza zakaz eksportu diesla
Wicepremier Rosji Aleksandr Nowak ogłosił 8 lipca, że rząd wprowadza zakaz eksportu oleju napędowego. Jak podał Reuters, decyzja ma zwiększyć dostępność paliwa na rynku wewnętrznym po serii ukraińskich ataków dronowych na rosyjskie rafinerie.
Nowak przyznał podczas transmitowanego posiedzenia rządu, któremu przewodniczył Władimir Putin, że sytuacja pozostaje trudna. „Dziś wprowadzono zakaz eksportu oleju napędowego i pozwoli to zwiększyć dostawy na rynek krajowy” – powiedział rosyjski wicepremier. Dodał również, że Rosja zacznie importować paliwo w lipcu.
Zakaz ma obowiązywać do 31 lipca i obejmować także producentów paliwa. Wyjątkiem mają być dostawy realizowane na podstawie wcześniejszych umów międzyrządowych, m.in. z Mongolią. To oznacza, że Moskwa nie tylko ogranicza handel, ale próbuje ręcznie sterować przepływem paliw, aby zmniejszyć napięcia na krajowych stacjach.
Ukraińskie ataki uderzają w rosyjskie rafinerie
Decyzja Kremla jest bezpośrednio powiązana z ukraińską strategią uderzania w rosyjską infrastrukturę energetyczną. Kijów od miesięcy atakuje rafinerie, terminale i obiekty logistyczne, argumentując, że ograniczają one zdolność Rosji do prowadzenia wojny. W rosyjskich regionach pojawiają się natomiast niedobory benzyny i diesla, a kierowcy w części miejsc muszą czekać w długich kolejkach do tankowania.
Według relacji Reutersa Nowak mówił, że obecna sytuacja na stacjach paliw „budzi niepokój społeczeństwa”. To ważne, bo rosyjskie władze zwykle unikają komunikatów, które mogłyby sugerować realne problemy na rynku wewnętrznym.
Putin próbował przedstawić ukraińskie ataki jako próbę destabilizacji rosyjskiej gospodarki i wywołania niepokoju społecznego. Jednocześnie sama decyzja o zakazie eksportu i importowaniu paliwa pokazuje, że Moskwa musi reagować nie tylko propagandowo, ale też administracyjnie i handlowo.
Eksport paliw z Rosji mocno spadł
Skala problemu jest widoczna w danych o eksporcie. Według Reutersa morski eksport rosyjskiego diesla i gasoilu spadł w czerwcu o 39 proc. miesiąc do miesiąca, do około 1,8 mln ton. W ujęciu rocznym był niższy o 46 proc., bo w czerwcu poprzedniego roku wynosił 3,35 mln ton.
Jeszcze mocniej wygląda porównanie dzienne. Z danych Kpler cytowanych przez Reutersa wynika, że od 1 do 8 lipca rosyjski eksport diesla wynosił tylko 187 tys. baryłek dziennie. Dla porównania w całym lipcu 2025 r. było to 535 tys. baryłek dziennie, a w lipcu 2021 r., czyli przed pełnoskalową wojną w Ukrainie, 557 tys. baryłek dziennie.
To pokazuje, że Rosja znalazła się w trudnym położeniu. Z jednej strony potrzebuje eksportu surowców i paliw, aby finansować budżet i wojnę. Z drugiej strony rosnące napięcia na rynku krajowym zmuszają ją do zatrzymywania paliwa w kraju. Zakaz eksportu jest więc próbą ratowania sytuacji wewnętrznej kosztem przychodów z handlu zagranicznego.
Problem Rosji może podbić napięcia na rynku paliw
Rosyjski diesel nadal ma znaczenie dla części odbiorców poza Europą. Reuters wskazuje, że w czerwcu głównymi nabywcami rosyjskich ładunków były Turcja i Brazylia, które razem przyjęły co najmniej połowę dostępnego wolumenu. Wśród innych importerów pojawiały się też Maroko, Egipt i Senegal.
Ograniczenie eksportu z Rosji może więc wymusić szukanie alternatywnych dostaw. To szczególnie ważne w sytuacji, gdy globalny rynek paliw jest wrażliwy na napięcia geopolityczne, zakłócenia logistyczne i sezonowy wzrost popytu. Po ogłoszeniu zakazu europejskie marże diesla wzrosły do rekordowych 60,17 dolara za baryłkę, co pokazuje, że rynek szybko wycenia ryzyko niedoboru.
Dla Polski bezpośredni wpływ rosyjskiej decyzji jest ograniczony, bo po agresji Rosji na Ukrainę Europa mocno przebudowała kierunki dostaw. Znaczenie ma jednak efekt pośredni. Jeżeli ograniczenie rosyjskiego eksportu podbije ceny paliw na rynkach międzynarodowych, presja może pojawić się także w kosztach transportu, logistyki, produkcji i handlu.
Kreml próbuje ratować rynek, ale problem jest głębszy
Zakaz eksportu diesla i zapowiedź importu paliw są rozwiązaniami awaryjnymi. Mogą czasowo poprawić sytuację na stacjach, ale nie usuwają przyczyny problemu: rosyjska infrastruktura paliwowa pozostaje celem ukraińskich ataków, a naprawa rafinerii wymaga czasu, części, technologii i stabilnej logistyki.
Dodatkowym problemem są sankcje i ograniczony dostęp do zachodnich komponentów. Rosja może zwiększać produkcję, przesuwać remonty, skracać przerwy technologiczne i zmuszać firmy do większych dostaw krajowych, ale taki model ma granice. Im częściej państwo interweniuje na rynku paliw, tym bardziej widać, że normalne mechanizmy handlowe przestają wystarczać.
Dla Ukrainy uderzenia w rafinerie mają znaczenie strategiczne. Zmniejszają możliwości logistyczne Rosji, utrudniają zaopatrzenie gospodarki i armii, a jednocześnie przenoszą koszty wojny na rosyjskie społeczeństwo. Dla Kremla to szczególnie niewygodne, bo paliwa są produktem codziennym. Niedobór na stacji jest dla obywatela znacznie bardziej namacalny niż spadek eksportu albo dane o budżecie.
Czytaj także:
Polska armia w powijakach. Tylko dwie dywizje gotowe do walki z Rosją
Nieruchomości drożeją, ale sprzedaż wciąż rośnie. Hossa trwa w najlepsze
Przybyło 100 tys. bezrobotnych. Bezrobocie w Polsce rośnie rok do roku

