- Projekt Ministerstwa Zdrowia przewiduje 10 705 miejsc na kierunku lekarskim w roku akademickim 2026/2027.
- Limity dla przyszłych lekarzy ma otrzymać 39 uczelni, a dla studentów stomatologii przygotowano 1505 miejsc.
- Resort ocenia, że liczby studentów nie trzeba już zwiększać, ponieważ w kolejnych latach może zostać osiągnięte zabezpieczenie kadrowe.
Studia medyczne dla 10 705 kandydatów
Projekt rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia przewiduje łącznie 10 705 miejsc na kierunku lekarskim. Limity mają otrzymać 39 uczelnie posiadające uprawnienia do prowadzenia takich studiów.
Na kierunku lekarsko-dentystycznym przygotowano natomiast 1505 miejsc. Liczby obejmują różne formy kształcenia, w tym studia stacjonarne i niestacjonarne w języku polskim oraz programy prowadzone w językach obcych.
Dane wynikają z projektu regulacji dotyczącej naboru na rok akademicki 2026/2027, opisanego przez Puls Medycyny. Dopóki rozporządzenie nie zostanie ostatecznie podpisane i ogłoszone, liczby mogą jeszcze zostać zmienione.
W poprzednim roku akademickim limit na kierunku lekarskim wynosił 10 504 osoby. Projekt zakłada więc wzrost o 201 miejsc, czyli o około 1,9 proc. Nabór nadal będzie niemal dwukrotnie większy niż kilkanaście lat temu.
Ministerstwo nie chce dalej zwiększać limitów
Wzrost liczby miejsc na medycynie był przez lata odpowiedzią na niedobór lekarzy, starzenie się personelu oraz długie kolejki do świadczeń. W ostatniej dekadzie prawo do prowadzenia kierunku uzyskało wiele nowych uczelni, w tym szkoły, które wcześniej nie specjalizowały się w kształceniu medycznym.
Ministerstwo Zdrowia zaczyna jednak zmieniać podejście. Resort ocenia, że dalsze zwiększanie liczby studentów może nie być już potrzebne.
„Nie ma potrzeby dalszego zwiększania limitu przyjęć na studia lekarskie. Zależy nam na racjonalnym wydatkowaniu środków publicznych i na tym, by odpowiednio wykształceni lekarze mieli w przyszłości realne możliwości zatrudnienia i rozwoju zawodowego” – powiedziała wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, cytowana przez serwis edukacja.rp.pl.
Według analiz resortu potrzeby kadrowe lekarzy mogą zostać w pełni zaspokojone w ciągu około pięciu lat. Nie oznacza to jednak automatycznego końca kolejek ani łatwego dostępu do wszystkich specjalistów.
Lekarze są nierównomiernie rozmieszczeni
Jednym z największych problemów pozostają różnice między regionami. Liczba lekarzy w przeliczeniu na mieszkańca w województwie mazowieckim jest ponad dwukrotnie wyższa niż w województwach opolskim, lubuskim oraz warmińsko-mazurskim.
Dysproporcje występują również wewnątrz poszczególnych regionów. Kadra koncentruje się w dużych miastach, ośrodkach akademickich i szpitalach klinicznych. Mniejsze miejscowości nadal mają problemy z pozyskaniem lekarzy rodzinnych, psychiatrów, pediatrów, anestezjologów i innych specjalistów.
Ministerstwo proponuje zmiany w zasadach przyznawania miejsc rezydenckich. Wojewoda miałby przypisywać je konkretnym placówkom, a kandydaci wybieraliby preferowane miejsce spośród dostępnych podmiotów. Rozwiązanie ma kierować część młodych lekarzy do regionów, w których niedobory są największe.
Samo zwiększanie liczby absolwentów nie gwarantuje, że podejmą oni pracę tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Znaczenie mają wynagrodzenia, warunki zatrudnienia, dostęp do mieszkań, możliwości rozwoju zawodowego i jakość zaplecza szpitalnego.
Izba lekarska ostrzega przed nadmiarem absolwentów
Wątpliwości wobec wysokich limitów zgłasza Naczelna Rada Lekarska. Jej przedstawiciele wskazują, że przy ustalaniu liczby miejsc należy brać pod uwagę nie tylko możliwości dydaktyczne uczelni, ale również przyszłe zapotrzebowanie rynku pracy.
Według ekspertyzy przygotowanej dla Naczelnej Izby Lekarskiej obecna polityka może doprowadzić do sytuacji, w której już w 2032 r. liczba lekarzy przekroczy prognozowany popyt na świadczenia.
Samorząd lekarski podkreśla, że kolejki nie zawsze wynikają z braku kadry. Problemem są również nieefektywna organizacja systemu, ograniczone finansowanie świadczeń i obowiązki administracyjne. Lekarze mają poświęcać znaczną część czasu na dokumentację zamiast na kontakt z pacjentami, wynika ze stanowiska Naczelnej Rady Lekarskiej dotyczącego limitów przyjęć.
Izba zwraca także uwagę na większe niedobory wśród innych zawodów medycznych. System potrzebuje nie tylko lekarzy, ale również pielęgniarek, diagnostów laboratoryjnych, fizjoterapeutów, ratowników i techników.
Czytaj także:
26 tys. zł netto bez studiów. Ci fachowcy biją na głowę absolwentów uczelni
Polacy toną w długach. W siedmiu województwach zaległości przewyższają pensje
System kaucyjny ma objąć „małpki” i kartony. Resort szykuje rozszerzenie



