- Polska i dziewięć innych państw UE domagają się ponownego rozpatrzenia systemu ETS2.
- Nowe opłaty za emisje mają objąć dostawców paliw wykorzystywanych w transporcie i ogrzewaniu.
- Koalicja chce również bardziej dostępnych bezpłatnych uprawnień do emisji dla europejskiego przemysłu.
Polska i dziewięć państw przeciw ETS2
Wspólne stanowisko podpisały Polska, Włochy, Bułgaria, Cypr, Czechy, Estonia, Grecja, Węgry, Rumunia i Słowacja. Dokument został przekazany Komisji Europejskiej przed zaplanowaną na 17 lipca prezentacją projektu zmian w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji.
Państwa chcą, aby Bruksela wykorzystała przegląd dotychczasowego systemu ETS także do ponownej oceny ETS2. Jak wynika ze wspólnego stanowiska opisanego przez agencję Reuters, sygnatariusze uważają, że w obecnych warunkach gospodarczych i geopolitycznych mieszkańcy Europy nie powinni być obciążani kolejnymi kosztami polityki klimatycznej.
„Europejscy obywatele nie powinni mierzyć się z nowymi podatkami klimatycznymi w obecnych warunkach gospodarczych i geopolitycznych” – napisano w oświadczeniu dziesięciu państw. Koalicja domaga się ujęcia ETS2 bezpośrednio w przeglądzie i jego dokładnego ponownego rozpatrzenia.
Stanowisko może doprowadzić do sporu z państwami, które popierają utrzymanie nowego mechanizmu, w tym z Niemcami i Szwecją. Do zmiany zasad potrzebne będzie jednak przeprowadzenie pełnego procesu legislacyjnego z udziałem państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego.
ETS2 obejmie transport i ogrzewanie
ETS2 jest odrębnym systemem od funkcjonującego obecnie rynku uprawnień, który obejmuje między innymi energetykę, przemysł, lotnictwo i transport morski. Nowy mechanizm ma dotyczyć emisji powstających podczas spalania paliw w budynkach, transporcie drogowym i części mniejszych sektorów przemysłowych.
Obowiązek kupowania uprawnień nie zostanie formalnie nałożony bezpośrednio na kierowców czy właścicieli domów. Zgodnie z wyjaśnieniami Komisji Europejskiej system obejmie przedsiębiorstwa wprowadzające paliwa do obrotu. Firmy będą musiały rozliczać emisje związane ze sprzedawaną benzyną, olejem napędowym, gazem, węglem i innymi paliwami kopalnymi.
Koszt zakupu uprawnień może zostać przeniesiony na odbiorców w cenach paliw i ogrzewania. Skala podwyżek będzie zależała od ceny emisji, rodzaju wykorzystywanego paliwa, podatków oraz polityki cenowej dostawców.
ETS2 miał pierwotnie rozpocząć pełne działanie w 2027 roku. Po negocjacjach termin został przesunięty na 2028 rok. Polski rząd przedstawiał opóźnienie jako sukces, który daje więcej czasu na termomodernizację budynków i zmianę źródeł ogrzewania.
„ETS2 byłby bardzo niekorzystny dla polskich użytkowników” – mówił premier Donald Tusk, komentując wcześniejsze ustalenia dotyczące rewizji systemu. W komunikacie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wskazano, że opłaty mogłyby zwiększyć ceny paliw, gazu i węgla, szczególnie obciążając rodziny o niskich i średnich dochodach.
Unia wprowadziła mechanizm hamujący wzrost cen
Instytucje europejskie próbują ograniczyć ryzyko gwałtownych zmian cen uprawnień. W czerwcu 2026 roku Rada UE i Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie wzmocnienia rezerwy stabilności rynkowej dla ETS2.
Jeżeli cena emisji przekroczy 45 euro za tonę CO2 w cenach z 2020 roku, na rynek będzie mogło trafić 40 mln dodatkowych uprawnień. Wcześniejszy mechanizm zakładał uwolnienie 20 mln jednostek. Celem rozwiązania jest zwiększenie podaży i ograniczenie nadmiernych wzrostów cen. Szczegółowe zasady przedstawiono w komunikacie Rady Unii Europejskiej.
Dla państw tworzących nową koalicję zabezpieczenia cenowe są jednak niewystarczające. Ich stanowisko dotyczy samego sensu uruchamiania systemu w czasie, gdy europejska gospodarka mierzy się z wysokimi kosztami energii, słabym wzrostem przemysłu i konkurencją ze strony Stanów Zjednoczonych oraz Chin.
Firmy chcą więcej bezpłatnych uprawnień
Dziesięć państw domaga się także zmian w dotychczasowym ETS. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie liczby bezpłatnych uprawnień dla branż energochłonnych, które konkurują z producentami działającymi poza Unią Europejską.
Komisja Europejska rozważa dodatkowe wsparcie pod warunkiem, że firmy zobowiążą się do inwestowania w dekarbonizację na terenie UE. Państwa tworzące koalicję chcą, aby bezpłatne uprawnienia były przyznawane na mniej restrykcyjnych zasadach.
Spór dotyczy więc nie tylko rachunków gospodarstw domowych, ale również przyszłości hutnictwa, chemii, cementowni, produkcji nawozów i innych gałęzi przemysłu zużywających duże ilości energii. Przedsiębiorstwa ostrzegają, że wysokie koszty emisji mogą przyspieszyć przenoszenie produkcji poza Europę.
Czytaj także:
Najem mieszkań wciąż drożeje. W pięć lat ceny wzrosły nawet o 77 proc.
Szef ukraińskiej poczty oskarża Polskę. W tle paczki z materiałami wybuchowymi
Unia sfinansuje chiński sprzęt dla Ukrainy. Europejski przemysł nie dał rady


