• Z analiz dokumentów planistycznych gmin wynika potencjał zabudowy odpowiadający populacji około 60 mln osób.
  • Według eksperymentalnej symulacji GUS liczba ludności Polski może spaść do 28,4 mln w 2060 roku.
  • W ciągu ostatnich 20 lat liczba mieszkańców zmniejszyła się w 70 proc. polskich gmin, zwiększając koszty utrzymania infrastruktury.

Gminy planują przestrzeń dla 60 mln mieszkańców. Skąd taka liczba?

Podczas Europejskiego Forum Samorządowego Local Trends w Poznaniu przedstawiono analizę dokumentów planistycznych, która wskazuje na znaczne przewymiarowanie terenów przeznaczonych pod rozwój zabudowy mieszkaniowej.

Paulina Nowicka-Karpińska, pełnomocniczka prezydenta Warszawy ds. strategii rozwoju miasta, przeanalizowała przyjmowane przez samorządy plany ogólne. Na podstawie dostępnych dokumentów oraz oszacowania wyników dla pozostałej części kraju wyliczono, że potencjał planowanej zabudowy odpowiada populacji około 60 mln osób.

„Z planów w skali Polski wynika, że będziemy mieć ok. 60 mln mieszkańców” – wskazała Nowicka-Karpińska, cytowana przez Interię Biznes.

Liczba ta nie oznacza, że samorządy faktycznie spodziewają się tak dużego wzrostu populacji. Pokazuje raczej, jak rozległe obszary dopuszczają do zabudowy i jakie możliwości inwestycyjne przewidują w dokumentach.

Problem nadmiernej podaży terenów budowlanych występował już wcześniej. Podczas posiedzenia Sejmu 3 września 2026 roku wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski wskazywał, że obowiązujące plany miejscowe, pokrywające około jednej trzeciej kraju, przewidują możliwość zabudowy mieszkaniowej dla ponad 60 mln osób.

Nie oznacza to obowiązku budowy wszystkich dopuszczonych mieszkań. Pokazuje jednak, że możliwości wynikające z dokumentów planistycznych są wielokrotnie większe od realistycznego zapotrzebowania demograficznego.

GUS prognozuje wyludnianie Polski. W 2060 roku może nas być 28,4 mln

Zgodnie z eksperymentalną symulacją GUS z listopada 2025 roku, przy utrzymaniu bardzo niskiej dzietności liczba ludności Polski w 2060 roku może spaść do 28,4 mln.

To o 2,5 mln osób mniej, niż przewidywał główny scenariusz oficjalnej prognozy demograficznej z 2023 roku, zakładający około 30,9 mln mieszkańców. GUS podkreśla, że nowa symulacja ma charakter eksperymentalny i nie zastępuje oficjalnej prognozy. Powstała w związku z utrzymującą się niską dzietnością, która okazała się niższa od wcześniejszych założeń.

Nawet mniej pesymistyczny scenariusz oznacza jednak istotny spadek populacji. Polska będzie potrzebowała innej struktury usług publicznych, infrastruktury i zagospodarowania przestrzennego niż państwo, którego liczba mieszkańców stale rośnie.

Samorządy muszą więc uwzględniać nie tylko potencjalny napływ nowych mieszkańców, lecz także zmniejszającą się liczbę urodzeń, starzenie się społeczeństwa i migracje pomiędzy regionami.

Już 70 proc. polskich gmin straciło mieszkańców

Problem nie dotyczy wyłącznie przyszłości. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w latach 2004-2024 liczba mieszkańców zmniejszyła się w 70 proc. polskich gmin.

Co więcej, ponad połowa wyludniających się samorządów straciła w tym okresie przeszło 10 proc. populacji. Najsilniejsze spadki występowały na terenach oddalonych od dużych ośrodków gospodarczych.

Wzrost liczby ludności utrzymywał się głównie w strefach podmiejskich największych miast, przyciągających mieszkańców nowymi osiedlami, miejscami pracy i dostępem do usług.

Depopulacja powoduje poważne problemy finansowe. Według PIE w latach 2015-2024 wydatki na administrację w przeliczeniu na mieszkańca wzrosły w najmocniej wyludniających się gminach o 88,6 proc. Dla porównania, w gminach zwiększających populację wzrost wyniósł 48,2 proc.

W 2024 roku w niemal co czwartej gminie łączne koszty edukacji, administracji i pomocy społecznej przekraczały wszystkie dochody własne samorządu.

Nowe osiedla i drogi mogą stać się kosztownym obciążeniem

Rozbudowa infrastruktury przy malejącej populacji wiąże się z ryzykiem ponoszenia wysokich kosztów utrzymania obiektów, które nie będą w pełni wykorzystywane.

Nowe osiedla wymagają dróg, kanalizacji, sieci wodociągowych, oświetlenia oraz połączeń komunikacyjnych. Jeśli zabudowa pozostanie rozproszona, koszty przypadające na jednego mieszkańca mogą być znacznie wyższe niż w zwartej miejscowości.

Podobne problemy występują w edukacji. Gmina może utrzymywać budynek szkolny i zatrudniać personel, nawet gdy liczba uczniów w poszczególnych klasach spada do kilku osób.

Podczas forum Local Trends burmistrz Kleczewa Mariusz Musiałowski zwracał uwagę na coraz większe trudności w utrzymywaniu lokalnych placówek oświatowych. W jego gminie niektóre klasy liczą zaledwie dwoje uczniów. Dla samorządów oznacza to konieczność podejmowania trudnych decyzji o łączeniu placówek, współdzieleniu usług lub ograniczaniu niektórych inwestycji.

Czytaj także:

Niespodziewanie wysoki wynik OFE. Do ZUS trafią dodatkowe pieniądze

„Jakim prawem ktoś zabiera konsumentom pieniądze?”. Trwa spór o system kaucyjny

Optymistyczna prognoza dla Polski. MFW podnosi szacunki