- Ceny w sklepach wzrosły w lipcu średnio o 1,9 proc. rok do roku. W czerwcu wzrost wynosił 2,7 proc., a w maju 3,4 proc.
- Sama żywność podrożała o 1,2 proc. rok do roku. Był to najniższy wynik w historii badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito.
- Eksperci wskazują, że droższe paliwa i transport mogą ponownie podbić ceny towarów.
Niższa dynamika nie oznacza, że zakupy potaniały. Ceny nadal są wyższe niż przed rokiem, ale rosną zdecydowanie wolniej. W kolejnych miesiącach sytuację mogą pogorszyć droższe paliwa, rosnące koszty transportu i logistyki oraz napięcia na rynkach surowców.
Ceny w sklepach rosną najwolniej od początku badania
Z raportu „Indeks cen w sklepach detalicznych” wynika, że w lipcu ceny żywności, napojów i innych produktów codziennego użytku wzrosły średnio o 1,9 proc. rok do roku. To wyraźne hamowanie, ponieważ jeszcze dwa miesiące wcześniej dynamika przekraczała 3 proc.
Szczególnie istotna jest sytuacja na rynku żywności. Produkty spożywcze kosztowały średnio o 1,2 proc. więcej niż w lipcu 2025 roku. W czerwcu wzrost wynosił 1,9 proc., a w maju 2,4 proc.
Autorzy badania przeanalizowali ceny regularne i promocyjne 100 produktów najczęściej kupowanych przez konsumentów. Zebrano ponad 103 tys. cen z ponad 47,3 tys. placówek należących do 64 sieci handlowych. Analiza objęła dyskonty, supermarkety, hipermarkety, sklepy convenience oraz sieci typu cash and carry. Szczegóły badania opisał Bankier.pl na podstawie materiału PAP.
Wolniejszy wzrost nie oznacza obniżek
Spadek inflacji sklepowej z 3,4 do 1,9 proc. nie oznacza, że przeciętny koszyk zakupowy stał się tańszy. Produkty nadal drożeją, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach.
Różnica ma duże znaczenie dla domowych budżetów. Jeżeli określony zestaw produktów kosztował przed rokiem 1000 zł, wzrost o 1,9 proc. oznaczałby cenę około 1019 zł. Przy dynamice wynoszącej 3,4 proc. byłoby to około 1034 zł. Rzeczywista zmiana wydatków zależy jednak od struktury zakupów konkretnego gospodarstwa oraz korzystania z promocji.
Wyhamowaniu cen żywności sprzyjała sytuacja po stronie producentów. Według ekspertów ceny produkcji sprzedanej przemysłu spożywczego spadały od jesieni 2025 roku, a w maju były o około 4 proc. niższe niż rok wcześniej. Sieci handlowe otrzymały dzięki temu większą przestrzeń do organizowania promocji i ograniczania podwyżek.
Dlaczego GUS pokazuje wzrost inflacji do 3 proc.?
Lipcowe dane sklepowe wyglądają szczególnie korzystnie na tle oficjalnej inflacji. Według szybkiego szacunku GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w lipcu o 3 proc. rok do roku oraz o 0,8 proc. w porównaniu z czerwcem. Miesiąc wcześniej roczna inflacja wynosiła 2,5 proc.
Nie oznacza to, że oba badania sobie przeczą. Indeks UCE Research koncentruje się na najpopularniejszych produktach dostępnych w sklepach. Koszyk GUS jest znacznie szerszy i obejmuje między innymi usługi, energię, transport, mieszkanie oraz inne wydatki ponoszone przez gospodarstwa domowe.
Możliwa jest więc sytuacja, w której ceny podstawowych zakupów spożywczych rosną coraz wolniej, ale jednocześnie przyspieszają ceny usług lub energii, podnosząc ogólny wskaźnik inflacji.
Paliwa mogą zakończyć okres stabilizacji
Eksperci ostrzegają, że lipcowy wynik może okazać się lokalnym minimum. Jednym z najważniejszych zagrożeń są ceny paliw. Ich wzrost zwiększa koszty przewozu produktów, funkcjonowania magazynów, pracy przedstawicieli handlowych oraz dostaw do sklepów.
Droższy transport nie musi zostać natychmiast przeniesiony na klientów. Sieci mogą przez pewien czas ograniczać własne marże lub negocjować warunki z dostawcami. Jeżeli jednak podwyższone koszty utrzymają się dłużej, część z nich prawdopodobnie znajdzie odzwierciedlenie w cenach na półkach.
Znaczenie ma również sytuacja geopolityczna, która wpływa na notowania ropy, gazu, energii i produktów rolnych. Najbardziej narażone na wzrost kosztów są towary wymagające transportu chłodniczego, częstych dostaw albo energochłonnej produkcji.
Więcej pieniędzy w gospodarce może zwiększyć presję cenową
Ekonomiści zwracają także uwagę na szybko rosnącą podaż pieniądza. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że agregat M3 wzrósł w czerwcu o 11,8 proc. rok do roku i osiągnął wartość blisko 2,89 bln zł.
Sam wzrost podaży pieniądza nie oznacza automatycznej i natychmiastowej podwyżki cen. Jeżeli jednak towarzyszy mu rosnąca konsumpcja, wyższe wynagrodzenia oraz mocny popyt, przedsiębiorcy mogą mieć większą możliwość przenoszenia kosztów na klientów.
Najbliższe miesiące pokażą więc, czy lipcowe wyhamowanie było początkiem dłuższej stabilizacji, czy jedynie krótką przerwą. Na razie konsumenci mogą odczuć mniejszą presję przy codziennych zakupach, ale zapowiedź kolejnej fali podwyżek pozostaje realnym scenariuszem, a nie przesądzoną prognozą.
Czytaj także:
Polacy będą pracować nawet 10 lat dłużej. Współtwórca reformy emerytalnej alarmuje
Prawie półtora miliona cudzoziemców w ZUS. Kolumbijczycy zastępują Gruzinów
Polacy inwestują jak nigdy dotąd. Rekordy biją obligacje, fundusze i ETF-y



