• Prof. Marek Góra prognozuje, że za 10-15 lat Polacy mogą pracować nawet o 5-10 lat dłużej niż obecnie.
  • Dłuższa aktywność zawodowa może stać się konieczna z powodu starzenia się społeczeństwa i spadku liczby osób pracujących.
  • Prof. Góra proponuje zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, początkowo na poziomie 63 lat.

Nie oznacza to jednak, że rząd zdecydował o podniesieniu wieku emerytalnego. Obecnie nie ma projektu ustawy w tej sprawie. W Polsce powszechny wiek emerytalny nadal wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Polacy będą pracować nawet 10 lat dłużej?

Prof. Marek Góra w wywiadzie dla Money.pl ocenił, że starzenie się ludności, wydłużanie życia oraz zmniejszająca się liczba osób w wieku produkcyjnym wymuszą dłuższą aktywność zawodową.

Według ekonomisty zmiana może nastąpić w perspektywie 10-15 lat. Nie chodzi przy tym o przesunięcie momentu zakończenia pracy o rok lub dwa, lecz nawet o pięć albo dziesięć lat. Zdaniem Góry ludzie będą pracować dłużej nie tylko dlatego, że zostaną do tego zmuszeni przez sytuację finansową. Poprawa stanu zdrowia i zmiana charakteru wielu zawodów mają także sprawić, że część osób będzie mogła i chciała pozostać aktywna.

Jest to prognoza eksperta, a nie zapowiedź konkretnej reformy. Ustawowy wiek emerytalny wynosi obecnie 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Osiągnięcie tego wieku daje prawo do świadczenia, ale nie nakłada obowiązku zakończenia pracy.

Dlaczego późniejsze przejście na emeryturę podnosi świadczenie?

Obecny system jest oparty na zasadzie zdefiniowanej składki. W uproszczeniu ZUS dzieli zgromadzony i zwaloryzowany kapitał przez przewidywaną liczbę miesięcy dalszego życia. Późniejsze przejście na emeryturę działa więc na wysokość świadczenia jednocześnie na dwa sposoby.

Po pierwsze, pracownik przez kolejny rok wpłaca składki, a zgromadzony kapitał jest dalej waloryzowany. Po drugie, pieniądze zostają podzielone przez mniejszą liczbę miesięcy przewidywanej wypłaty. Z tego powodu dodatkowy rok pracy może zwiększyć emeryturę znacznie bardziej niż wynikałoby wyłącznie z wartości nowych składek.

Problem polega na tym, że osoba kończąca pracę w wieku 60 lub 65 lat może obecnie pobierać świadczenie przez kolejne 20-25 lat. Jeżeli wcześniej miała przerwy w zatrudnieniu, niskie wynagrodzenie albo odprowadzała minimalne składki, jej kapitał musi wystarczyć na bardzo długi okres.

Wiek emerytalny na poziomie 63 lat dla wszystkich?

Prof. Góra opowiada się za zrównaniem minimalnego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Jego zdaniem wspólną granicę można byłoby początkowo wyznaczyć na poziomie 63 lat, z zapowiedzią jej późniejszego stopniowego podnoszenia.

Nie byłby to zresztą pierwszy taki pomysł. W projekcie reformy z 1999 roku Marek Góra i Michał Rutkowski proponowali wspólny wiek emerytalny wynoszący 62 lata. Rozwiązanie nie zostało jednak przyjęte z powodu politycznego sprzeciwu.

Ekonomista uważa, że niższy wiek emerytalny kobiet w praktyce może działać na ich niekorzyść. Krótszy okres odprowadzania składek i dłuższy przewidywany czas pobierania pieniędzy prowadzą do niższych miesięcznych świadczeń.

Góra krytycznie ocenił jednocześnie pomysł uzależniania wieku emerytalnego kobiet od posiadania dzieci. Według niego kwestie rodzicielstwa powinny być wspierane poprzez usługi publiczne, rozwiązania na rynku pracy i odpowiedni podział obowiązków, a nie przez różnicowanie zasad dostępu do emerytury.

Dwa różne progi przejścia na emeryturę

Współtwórca reformy wskazuje na model zbliżony do rozwiązania stosowanego w Szwecji. Pierwszy próg określałby wiek, od którego można rozpocząć wypłatę pieniędzy zgromadzonych w powszechnym systemie. Drugi, wyższy, byłby wymagany do uzyskania dopłaty gwarantującej emeryturę minimalną.

Takie rozwiązanie miałoby zachować elastyczność dla osób, które zgromadziły odpowiedni kapitał, a jednocześnie ograniczyć sytuacje, w których podatnicy dopłacają do świadczenia osoby nadal zdolnej do pracy.

Prof. Góra podkreśla również, że podwyższenie składek nie rozwiązałoby podstawowego problemu. Zmniejszyłoby bieżące dochody pracowników, a przy tym mogłoby dać słabszy efekt niż późniejsze rozpoczęcie pobierania świadczenia.

Przywileje emerytalne i niskie składki na B2B

Ekonomista zwraca uwagę na dodatkowe obciążenia systemu związane z odrębnymi zasadami dla części grup zawodowych. Chodzi między innymi o świadczenia dla służb mundurowych, górników i rolników, do których państwo dopłaca z podatków.

Krytykuje także możliwość odprowadzania relatywnie niskich składek przez dobrze zarabiających samozatrudnionych. Osoby przechodzące z etatu na kontrakt B2B mogą dzięki temu zwiększyć bieżące dochody, ale jednocześnie gromadzą mniejszy kapitał emerytalny. Jeżeli nie stworzą prywatnych oszczędności, w przyszłości mogą wymagać pomocy finansowanej przez pozostałych podatników.

Dłuższa praca wymaga przygotowania

Perspektywa pracy do 70. roku życia nie jest jednakowo realna dla wszystkich. Osoba wykonująca ciężką pracę fizyczną znajduje się w innej sytuacji niż specjalista pracujący przy komputerze. Dlatego samo podnoszenie granicy wieku bez poprawy ochrony zdrowia, dostępu do szkoleń i warunków zatrudniania starszych osób mogłoby zwiększyć liczbę ludzi wypadających z rynku pracy przed uzyskaniem prawa do emerytury.

Zdaniem prof. Góry osoby w wieku 40 lub 50 lat powinny już teraz dbać o kompetencje, zdrowie i możliwość zmiany zawodu. Rynek pracy przyszłości będzie wymagał wielokrotnego aktualizowania kwalifikacji, a model, w którym wiedza zdobyta na początku kariery wystarcza aż do emerytury, przestaje działać.

Prognoza pracy dłuższej nawet o dziesięć lat nie jest więc gotowym planem rządu. Jest ostrzeżeniem, że obecnego modelu aktywności zawodowej nie uda się utrzymać bez konsekwencji dla wysokości świadczeń. Polacy nadal będą mogli przechodzić na emeryturę po osiągnięciu ustawowego wieku, ale coraz więcej osób może odkładać tę decyzję, ponieważ wcześniejsze zakończenie pracy będzie oznaczało bardzo niską miesięczną wypłatę.

Czytaj także:

Producent Marlboro odchodzi od papierosów. „Nie widzimy dla nich przyszłości”

Prywatna służba zdrowia rośnie w siłę. Polacy zapłacili o 8 mld zł więcej niż rok temu

Związkowcy chcą przywrócenia handlu w niedzielę. W zamian oczekują premii