• Amerykański fundusz inwestujący w długoterminowe obligacje skarbowe stracił 49,2 proc. wartości od szczytu z marca 2020 roku.
  • Rentowność 10-letnich obligacji USA osiągnęła 5,366 proc., najwyższy poziom od 2002 roku.
  • Przecena dotyczy przede wszystkim obligacji o długim terminie wykupu i nie oznacza podobnych strat na polskich detalicznych obligacjach oszczędnościowych.

Obligacje skarbowe z historyczną przeceną. Nawet 49,2 proc. straty

Jedną z najbardziej dotkliwych strat odnotowali inwestorzy, którzy na początku pandemii COVID-19 zdecydowali się ulokować oszczędności w długoterminowych obligacjach skarbowych Stanów Zjednoczonych.

Jak zwraca uwagę Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl, popularny fundusz iShares 20+ Year Treasury Bond ETF (TLT), posiadający w portfelu amerykańskie obligacje o terminie zapadalności przekraczającym 20 lat, stracił od szczytu z marca 2020 roku 49,2 proc. swojej wartości rynkowej.

Oznacza to, że wartość jednostek funduszu zakupionych za 10 tys. dolarów w okolicach historycznego maksimum spadłaby do około 5080 dolarów. Należy jednak zaznaczyć, że porównanie samych cen nie uwzględnia wypłacanych w międzyczasie odsetek. Rzeczywista stopa zwrotu inwestora, który otrzymywał dystrybucje z funduszu, byłaby zatem wyższa.

Skalę problemu pokazują również notowania samych obligacji. W środę, 7 października, rentowność 10-letnich papierów skarbowych USA wzrosła do 5,366 proc., osiągając najwyższy poziom od 2002 roku. Rentowność obligacji 30-letnich sięgnęła natomiast około 5,73 proc.

Podobne tendencje występują również w Europie. Rentowności niemieckich obligacji 10-letnich są najwyższe od 2009 roku, a obligacji 30-letnich od 2008 roku. W Wielkiej Brytanii, Francji i Japonii koszty długoterminowego finansowania państwa również wzrosły do poziomów nienotowanych od wielu lat.

Dlaczego bezpieczne obligacje przynoszą tak duże straty?

Przyczyną przeceny jest mechanizm działania rynku długu. Gdy rentowność nowych obligacji rośnie, starsze papiery oferujące niższe oprocentowanie stają się mniej atrakcyjne. Ich ceny rynkowe muszą więc spaść, aby inwestorzy byli skłonni je kupować.

Najbardziej narażone na takie zmiany są obligacje długoterminowe. Im dłuższy okres pozostały do wykupu i większa wrażliwość instrumentu na zmiany stóp procentowych, tym silniejsza może być reakcja jego ceny.

Amerykański urząd nadzoru rynku finansowego FINRA wyjaśnia ten mechanizm za pomocą wskaźnika duration, który mierzy wrażliwość cen obligacji na zmiany rentowności.

W przypadku funduszu TLT dane zarządzającego nim BlackRock wskazywały we wrześniu na duration wynoszące około 15 lat. Oznacza to, że wzrost rentowności o jeden punkt procentowy może, w przybliżeniu, obniżyć wartość portfela o 15 proc., jeśli pozostałe warunki nie ulegną zmianie.

To właśnie ta zależność doprowadziła do tak dużej przeceny w ostatnich latach. W 2020 roku inwestorzy kupowali obligacje przy wyjątkowo niskich rentownościach, zakładając, że zapewnią ochronę kapitału. Późniejszy wzrost inflacji i stóp procentowych radykalnie zmienił warunki rynkowe.

Rosnący dług państwowy niepokoi inwestorów

Problem nie ogranicza się do decyzji banków centralnych. Coraz większe znaczenie mają również rosnące zadłużenie państw, deficyty budżetowe oraz obawy o utrzymywanie się wysokiej inflacji.

Rządy największych gospodarek potrzebują coraz więcej pieniędzy na finansowanie wydatków publicznych, w tym obronności, infrastruktury i obsługi istniejącego zadłużenia. W rezultacie zwiększa się podaż obligacji skarbowych, a inwestorzy wymagają wyższego oprocentowania w zamian za wieloletnie zamrożenie kapitału.

W analizie Bankier.pl Krzysztof Kolany zwraca uwagę, że obecna wyprzedaż może być elementem znacznie dłuższego trendu wzrostu rentowności obligacji. Jego zdaniem inwestorzy zaczynają uwzględniać ryzyko utrzymywania się wysokich deficytów i inflacji przez kolejne lata.

Analityk stawia jednocześnie pytanie, „czy sama nienawiść do tej klasy aktywów to wystarczający motyw do… zakupów?”.

Wyższe rentowności sprawiają bowiem, że nowo emitowane obligacje mogą wyglądać atrakcyjniej niż kilka lat temu. Amerykański dług oferujący oprocentowanie przekraczające 5 proc. przyciąga część inwestorów poszukujących regularnego dochodu.

Nie oznacza to jednak końca ryzyka. Jeżeli inflacja pozostanie podwyższona, a rządy nadal będą zwiększały zadłużenie, rentowności mogą wzrosnąć jeszcze bardziej, powodując kolejne spadki cen wcześniej wyemitowanych papierów.

Czy polskie obligacje skarbowe też mogą stracić połowę wartości?

Sytuacja amerykańskich funduszy obligacyjnych nie powinna być bezpośrednio utożsamiana z oszczędnościami Polaków ulokowanymi w detalicznych obligacjach Skarbu Państwa.

Obligacje oszczędnościowe sprzedawane przez Ministerstwo Finansów mają określone warunki oprocentowania i wykupu. Nie są notowane na giełdzie w taki sposób jak obligacje hurtowe, których ceny zmieniają się pod wpływem bieżących warunków rynkowych.

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Finansów posiadacze obligacji detalicznych mogą również skorzystać z przedterminowego wykupu, na zasadach określonych dla danej emisji. W niektórych przypadkach wiąże się to z opłatą pomniejszającą należne odsetki.

To istotna różnica w porównaniu z funduszem ETF, który stale utrzymuje ekspozycję na obligacje długoterminowe i nie gwarantuje inwestorowi odzyskania określonej kwoty w konkretnym terminie.

Ryzyko wzrostu rentowności dotyczy natomiast również polskich obligacji hurtowych, które są przedmiotem obrotu na rynku wtórnym. W ich przypadku inwestor zamierzający sprzedać papiery przed terminem wykupu może ponieść stratę wynikającą ze spadku ceny.

Historia ostatnich sześciu lat pokazuje więc, że bezpieczeństwo kredytowe emitenta nie jest równoznaczne ze stabilnością wartości inwestycji. Nawet obligacje państw o wysokiej wiarygodności finansowej mogą przynosić dotkliwe straty, jeśli inwestor kupi je po niekorzystnej cenie i będzie zmuszony sprzedać przed terminem wykupu.

Czytaj także:

Emerytury dla artystów wzrosną? Kontrowersyjny projekt coraz bliżej realizacji

Polskie paliwo jednym z najtańszych w UE. Sąsiedzi masowo tankują na naszych stacjach

Ukraina stawia warunki UE. Nie dołączy do Unii, jeśli ta nie zniesie limitów