• Ekonomiści są równo podzieleni w sprawie wprowadzenia progresywnej składki zdrowotnej.
  • Wyższa stawka miałaby obejmować osoby osiągające największe dochody.
  • W 2025 roku wpływy NFZ ze składki były o około 40 mld zł niższe od wydatków.
  • W bazowym scenariuszu luka finansowa systemu może wzrosnąć do 171 mld zł w 2040 roku i 434 mld zł w 2060 roku.

Im wyższy dochód, tym wyższa stawka

Obecnie pracownicy zatrudnieni na etacie i osoby wykonujące umowy zlecenia płacą składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. podstawy wymiaru. Osoba lepiej zarabiająca przekazuje więc do systemu wyższą kwotę, ale procentowo obciążenie pozostaje takie samo.

Progresywna składka zdrowotna działałaby inaczej. Wraz ze wzrostem dochodu rosłaby nie tylko kwota, ale również stawka składki. Osoby o najniższych wynagrodzeniach mogłyby płacić mniej niż obecnie, natomiast najlepiej zarabiający oddawaliby na NFZ większą część swoich dochodów.

Nie wiadomo jednak, gdzie miałyby znaleźć się progi ani jak wysokie byłyby poszczególne stawki. W debacie nie przedstawiono jednolitego projektu, który pozwalałby obliczyć, od jakiego wynagrodzenia podatnik zacząłby płacić więcej.

Jak opisuje „Rzeczpospolita”, uczestnicy Panelu Ekonomistów byli w tej sprawie równo podzieleni. Tyle samo ekspertów poparło rozwiązanie, co opowiedziało się przeciwko niemu.

W NFZ brakuje dziesiątek miliardów złotych

Powodem powrotu dyskusji o składce jest rosnąca różnica między wpływami NFZ a kosztami leczenia. W 2025 roku Fundusz otrzymał ze składek nieco ponad 170 mld zł, podczas gdy wydatki były o około 40 mld zł wyższe. Brakujące środki musiały zostać uzupełnione między innymi transferami z budżetu państwa.

Plan finansowy NFZ na 2026 rok zakładał około 184,3 mld zł wpływów ze składek. Jednocześnie zaplanowano około 26 mld zł dotacji budżetowej. Szczegółowe dokumenty finansowe publikuje Narodowy Fundusz Zdrowia.

Problem nie jest więc wyłącznie księgowy. Pieniądze przekazywane do NFZ z budżetu pochodzą z pozostałych podatków albo zwiększają potrzeby pożyczkowe państwa. Nawet bez formalnej podwyżki składki koszty ochrony zdrowia są ostatecznie ponoszone przez podatników.

Luka może wzrosnąć do 434 mld zł

Jeszcze bardziej niepokojące są prognozy długoterminowe. Z raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH oraz Federacji Przedsiębiorców Polskich wynika, że w bazowym scenariuszu luka finansowa może wynieść około 68 mld zł już w 2027 roku.

Do 2040 roku niedobór miałby wzrosnąć do 171 mld zł, a w 2060 roku do 434 mld zł w cenach stałych. Byłoby to około 7,1 proc. prognozowanego PKB.

Nawet wariant zakładający wolniejszy wzrost kosztów nie rozwiązuje problemu. W tym scenariuszu luka sięgnęłaby 112 mld zł w 2040 roku i 315 mld zł w 2060 roku.

Jedną z głównych przyczyn jest demografia. W Polsce będzie coraz mniej osób aktywnych zawodowo i płacących składki, a jednocześnie wzrośnie liczba seniorów wymagających częstszego i droższego leczenia. Według autorów raportu w ciągu 35 lat liczba osób pracujących może zmniejszyć się o 25-40 proc.

Zwolennicy: osoby o niskich dochodach powinny płacić mniej

Zwolennicy progresywnej składki wskazują, że pozwoliłaby ona pozyskać dodatkowe środki bez zwiększania obciążeń osób zarabiających najmniej. Reforma mogłaby nawet obniżyć składkę dla części pracowników, przenosząc większą część kosztów na osoby o wysokich dochodach.

Takie rozwiązanie wpisywałoby się w zasadę solidarności społecznej. Dostęp do publicznej opieki zdrowotnej nie zależy od wysokości wpłaconej składki, dlatego osoby o większych możliwościach finansowych miałyby w większym stopniu uczestniczyć w utrzymaniu systemu.

Progresja mogłaby również ograniczyć konieczność corocznego ratowania NFZ dotacjami. Finansowanie byłoby bardziej przewidywalne i bezpośrednio powiązane ze wzrostem dochodów społeczeństwa.

Przeciwnicy ostrzegają przed kolejnym podatkiem od pracy

Krytycy odpowiadają, że składka zdrowotna już dziś działa w praktyce podobnie do podatku dochodowego. Jej podwyższenie zwiększyłoby klin podatkowy, czyli różnicę między kosztem zatrudnienia ponoszonym przez firmę a wynagrodzeniem otrzymywanym przez pracownika.

Najlepiej zarabiający mogliby częściej przechodzić na działalność gospodarczą, zmieniać formę opodatkowania albo przenosić część dochodów do spółek. Bez ujednolicenia zasad dla różnych źródeł dochodu progresja mogłaby więc zachęcać do optymalizacji zamiast zapewniać NFZ stabilne wpływy.

Ekonomiści zwracają również uwagę, że samo zwiększenie przychodów nie rozwiąże problemu szybko rosnących kosztów. Potrzebne są zmiany organizacyjne, lepsza koordynacja leczenia, ograniczenie niepotrzebnych hospitalizacji i kontrola wydatków.

Składka to tylko jeden z możliwych sposobów

Autorzy raportu o luce finansowej rekomendują szersze rozwiązania. Wśród nich znalazło się finansowanie ochrony zdrowia również z dochodów niezwiązanych z pracą, zwiększenie opłat od produktów szkodliwych dla zdrowia oraz przegląd grup zwolnionych lub uprzywilejowanych składkowo.

Inny pomysł zakłada połączenie części ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych, co miałoby poszerzyć bazę składkową. Federacja Przedsiębiorców Polskich szacowała, że integracja ubezpieczenia chorobowego z finansowaniem NFZ mogłaby przynieść systemowi około 6 mld zł rocznie. Organizacja przedstawiła założenia takiego planu ratunkowego dla ochrony zdrowia.

Na razie progresywna składka zdrowotna pozostaje elementem debaty ekonomistów. Nie ma rządowego projektu ani ustalonych progów dochodowych. Rosnąca luka NFZ sprawia jednak, że decyzji o sposobie finansowania systemu nie będzie można odkładać bez końca. Jeżeli wydatki nadal będą rosły szybciej od wpływów, podatnicy zapłacą więcej w jednej z trzech form: poprzez wyższą składkę, większe podatki albo prywatne wydatki na leczenie.

Czytaj także:

Producent Marlboro odchodzi od papierosów. „Nie widzimy dla nich przyszłości”

Prywatna służba zdrowia rośnie w siłę. Polacy zapłacili o 8 mld zł więcej niż rok temu

Związkowcy chcą przywrócenia handlu w niedzielę. W zamian oczekują premii