• Litewskie służby wykryły sygnały możliwych ograniczonych rosyjskich operacji przeciw infrastrukturze krytycznej.
  • Władze wzmacniają ochronę energetyki i transportu, ale nie wskazują miejsca ani terminu zagrożenia.
  • Ostrzeżenia Litwy, Polski i Estonii wpisują się w ocenianą przez ISW rosyjską „fazę zero”.

Sygnały o możliwym ataku Rosji

Prezydent Litwy Gitanas Nausėda potwierdził, że służby otrzymały informacje o możliwych rosyjskich przygotowaniach do działań wymierzonych w infrastrukturę krytyczną. Jak relacjonuje litewski nadawca publiczny LRT, ostrzeżenie nie zawiera konkretnej daty ani miejsca potencjalnej operacji.

„Otrzymaliśmy takie sygnały od naszych służb wywiadowczych” – powiedział Nausėda w rozmowie z agencją BNS. Zaznaczył, że proces planowania po stronie rosyjskiej może nie być jeszcze zakończony, dlatego wywiad może znać kierunek przygotowań, ale nie dokładny cel.

Według informacji opisanych przez Forsal.pl nie chodzi o ofensywę na dużą skalę. Ryzyko ma dotyczyć precyzyjnych operacji kinetycznych lub innych działań, których celem byłoby zakłócenie funkcjonowania strategicznych obiektów.

Energia i transport pod szczególną ochroną

Litwa zwiększyła zabezpieczenia infrastruktury energetycznej i transportowej. Szczególne znaczenie mają obiekty odpowiadające za stabilność systemu elektroenergetycznego, połączenia transgraniczne oraz logistykę.

Jak przypomina Komisja Europejska, 9 lutego 2025 roku Litwa, Łotwa i Estonia zsynchronizowały swoje sieci z systemem Europy kontynentalnej za pośrednictwem Polski. Państwa bałtyckie uniezależniły w ten sposób sterowanie częstotliwością od systemu kontrolowanego wcześniej przez Rosję i Białoruś.

Nawet czasowe wyłączenie ważnego węzła, uszkodzenie linii, cyberatak na operatora lub zakłócenie transportu mogłoby zwiększyć koszty ochrony i wymusić uruchomienie procedur awaryjnych w kilku państwach. Dlatego litewskie ostrzeżenie ma znaczenie także dla Polski.

Rosyjska „faza zero” ma testować NATO

Instytut Studiów nad Wojną ocenia, że rosyjskie prowokacje, operacje pod fałszywą flagą i działania informacyjne mogą być elementem „fazy zero”. Jej celem jest przygotowanie warunków politycznych, psychologicznych i informacyjnych pod przyszłe działania przeciw państwom NATO.

Do obrazu rosnącego napięcia dochodzą ostrzeżenia z Polski i Estonii. Radosław Sikorski informował 14 lipca o podejrzeniach dotyczących możliwej prowokacji z użyciem dronów, które Rosja mogłaby przedstawiać jako ukraińskie. Estońskie władze zwróciły uwagę na rosyjskie ćwiczenia z ostrą amunicją przeprowadzone 9 lipca na granicznym jeziorze Pejpus bez wcześniejszego powiadomienia.

Ograniczona operacja wydaje się szczególnie niebezpieczna ze względu na trudności z szybkim wskazaniem sprawcy. Sabotaż, cyberatak lub incydent z dronem może służyć nie tylko wyrządzeniu szkód, lecz także sprawdzeniu szybkości reakcji i spójności państw Sojuszu.

Co ostrzeżenia oznaczają dla Polski

Polska jest bezpośrednio zainteresowana bezpieczeństwem Litwy ze względu na wspólną granicę, połączenia energetyczne i transportowe oraz rolę korytarza łączącego państwa bałtyckie z resztą NATO. Atak na infrastrukturę w regionie mógłby wpływać na dostawy energii, komunikację i wojskową mobilność.

Litewska ocena zagrożeń na 2026 rok wskazuje, że rosyjskie instytucje interesują się strategicznymi projektami transportowymi, a narzędzia sztucznej inteligencji są wykorzystywane do coraz bardziej złożonych cyberataków przeciw ważnym instytucjom. Odpowiedzią powinny być monitoring sieci, zapasowe kanały łączności, procedury odtwarzania systemów i stała wymiana informacji między sojusznikami.

Ostrzeżenie Nausėdy nie oznacza, że służby znają datę nieuchronnego uderzenia ani że pełnoskalowy atak Rosji na NATO jest przesądzony. Pokazuje jednak, że państwa wschodniej flanki traktują możliwość ograniczonej prowokacji jako realne ryzyko wymagające przygotowań.

Czytaj także:

Najem mieszkań wciąż drożeje. W pięć lat ceny wzrosły nawet o 77 proc.

Szef ukraińskiej poczty oskarża Polskę. W tle paczki z materiałami wybuchowymi

Unia sfinansuje chiński sprzęt dla Ukrainy. Europejski przemysł nie dał rady