- Personel obsługujący bramki może otrzymywać 3,5 euro za każdy wykryty ponadwymiarowy bagaż.
- Ryanair zrezygnował z miesięcznego limitu premii, dlatego wysokość dodatku zależy od liczby zakwestionowanych toreb.
- Pasażerka lecąca z Krakowa zapłaciła 260 zł, ponieważ szelki jej plecaka wystawały poza lotniskową miarkę.
Premie w Ryanair rosną wraz z liczbą wykrytych bagaży
Według informacji opisanych przez WP Finanse personel obsługujący boarding otrzymuje 3,5 euro premii za każdą sztukę bagażu przekraczającą wymiary dopuszczone przez przewoźnika. Wcześniej stawka wynosiła 2,5 euro, a jeszcze wcześniej 1,5 euro.
Zmieniła się nie tylko wysokość dodatku. Ryanair zrezygnował również z miesięcznego limitu wynoszącego wcześniej 80 euro. Obecnie im więcej ponadwymiarowych plecaków i walizek wykryje personel, tym większą premię może otrzymać.
Taka konstrukcja powoduje, że pracownik ma bezpośredni finansowy interes w kontrolowaniu nawet tych bagaży, które tylko nieznacznie przekraczają dozwolone wymiary. Wątpliwości pasażerów budzi zwłaszcza sytuacja, w której o naliczeniu opłaty decydują wystające kółka, uchwyty, kieszenie lub paski.
Szef Ryanaira Michael O’Leary broni systemu. Jak cytował go „The Guardian”, odnosząc się do wcześniejszego zwiększenia premii: „Nie zamierzam za to przepraszać”. Przewoźnik argumentuje, że pasażerowie powinni przestrzegać zasad, a zachęty dla personelu poprawiają skuteczność kontroli.
Zapłaciła 260 zł przez wystające szelki plecaka
Kontrowersje wokół premii powróciły po przypadku pasażerki lecącej z Krakowa na Sardynię. Przed wejściem na pokład jej plecak został umieszczony w metalowej miarce. Z relacji kobiety wynika, że mieścił się w stelażu, ale szelki minimalnie wystawały poza jego obrys.
Obsługa uznała bagaż za niezgodny z wymaganiami i naliczyła dodatkową opłatę w wysokości 260 zł. Pasażerka zapłaciła, aby nie stracić lotu, a następnie trzykrotnie składała reklamację. Jak twierdzi, odpowiedzi przewoźnika wyglądały na automatyczne. Ryanair nie zgodził się na zwrot pieniędzy.
Sprawa pokazuje praktyczne konsekwencje systemu premiowego. Pracownik wykrywający zakwestionowany plecak otrzymuje kilka euro, podczas gdy pasażer ponosi opłatę wielokrotnie wyższą. Przy tanim bilecie dopłata za bagaż może być nawet większa niż koszt samego przelotu.
Ryanair wskazuje w oficjalnych zasadach przewozu bagażu, że podstawowa taryfa obejmuje jedną małą torbę o wymiarach do 40 x 30 x 20 cm. Musi ona zmieścić się pod siedzeniem znajdującym się przed pasażerem.
Za duży bagaż może kosztować nawet 75 euro
Bagaż, który nie mieści się w lotniskowej miarce, może zostać odrzucony przy bramce albo umieszczony w luku. Zgodnie z tabelą opłat Ryanair kara za ponadwymiarową torbę może wynieść od 70 do 75 euro lub funtów, w zależności od lotu. To równowartość nawet około 370 zł.
Pasażerowie wykupujący opcję Priority mogą dodatkowo zabrać walizkę o wadze do 10 kg i wymiarach 55 x 40 x 20 cm. Sam zakup pierwszeństwa nie zwiększa jednak rozmiaru małego plecaka, który nadal musi mieścić się pod siedzeniem.
Ryanair argumentuje, że ograniczenia są konieczne, ponieważ w kabinie nie ma wystarczającej przestrzeni na duże walizki wszystkich podróżnych. Przewoźnik przekonuje również, że zdecydowana większość klientów przestrzega regulaminu, a liczba osób próbujących wnieść za duży bagaż spada.
System premii pokazuje jednak, że kontrola bagażu nie jest wyłącznie kwestią organizacji przestrzeni. Wykrywanie ponadwymiarowych toreb zostało powiązane z wynagrodzeniem personelu, co może sprzyjać rygorystycznemu interpretowaniu zasad w przypadkach granicznych.
Reklamacja może nie wystarczyć
Pasażerka z Krakowa próbowała skierować sprawę do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Według jej relacji biuro Rzecznika Praw Pasażerów poinformowało jednak, że nie zajmuje się sporami dotyczącymi dodatkowych opłat za bagaż.
UOKiK otrzymuje skargi dotyczące praktyk tanich linii, ale nie rozstrzyga indywidualnych sporów o zwrot kilkuset złotych. Pasażer może zwrócić się do przewoźnika, skorzystać z postępowania polubownego lub wystąpić do sądu.
Krzysztof Bogusz, prawnik specjalizujący się między innymi w odszkodowaniach lotniczych, zwrócił uwagę, że część przewoźników prowadzi politykę faktycznego nierozpatrywania reklamacji. Jak ocenił w wypowiedzi przytoczonej przez WP Finanse, „pod względem ekonomicznym droga sądowa jest nieopłacalna”, ponieważ koszty sporu mogą przewyższyć wartość pobranej opłaty.
W praktyce pasażer znajdujący się przy bramce ma niewielkie pole manewru. Odmowa zapłaty może oznaczać pozostawienie bagażu lub utratę lotu. Dopiero później można próbować odzyskać pieniądze, ale wymaga to zachowania zdjęć, potwierdzenia płatności, wymiarów plecaka oraz korespondencji z przewoźnikiem.
Finansowa motywacja zaostrza kontrole
Przypadek z Krakowa nie przesądza, czy opłata została pobrana nieprawidłowo. Pokazuje jednak problem wynikający z połączenia kontroli regulaminu z bezpośrednią premią dla osoby wykrywającej naruszenie.
Ryanair nie ukrywa, że zachęty mają zwiększać skuteczność personelu. Podniesienie stawki do 3,5 euro oraz zniesienie maksymalnego miesięcznego dodatku oznacza, że kontrole mogą stać się jeszcze bardziej skrupulatne.
Czytaj także:
Limit zarobków lekarzy. Ekspert: to zaszkodzi szpitalom publicznym
Katastrofa na ukraińskim rynku pracy. Rekordowe 71 proc. firm ma problem



