- Ministerstwo Zdrowia proponuje limit wynagrodzenia medyków w wysokości 240 zł brutto za godzinę.
- Anna Gołębicka ostrzega, że najlepsi specjaliści mogą przenieść się do sektora prywatnego.
- Największe problemy mogą mieć szpitale powiatowe, które już dziś konkurują o lekarzy wyższymi stawkami.
Limit zarobków lekarzy może wzmocnić prywatne kliniki
Ministerstwo Zdrowia proponuje, aby maksymalne wynagrodzenie pracownika medycznego w publicznym systemie wynosiło 240 zł brutto za godzinę. Stawka ma być przelicznikiem odpowiadającym pracy na etacie, ale szczegółowe zasady nie zostały jeszcze przedstawione.
Anna Gołębicka zwraca uwagę, że ograniczenie ma dotyczyć placówek korzystających ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Prywatne kliniki nadal będą mogły swobodnie ustalać wynagrodzenia i proponować lekarzom wyższe stawki.
„Dodatkowo sektor prywatny nie będzie musiał stosować takich ograniczeń, więc najlepsi specjaliści mogą po prostu przenieść się tam, gdzie otrzymają lepsze warunki” – powiedziała ekspertka w rozmowie opublikowanej przez PAP.
W praktyce oznaczałoby to, że publiczny szpital nie mógłby przebić oferty prywatnej placówki nawet wtedy, gdy potrzebowałby doświadczonego neurochirurga, anestezjologa lub innego deficytowego specjalisty. Lekarz mógłby ograniczyć liczbę dyżurów w publicznym systemie albo całkowicie przenieść się do sektora komercyjnego.
Publiczne szpitale mogą stracić specjalistów
Według Gołębickiej administracyjne ograniczenie wynagrodzeń nie rozwiąże podstawowych problemów systemu. Może natomiast pogorszyć sytuację placówek, które mają najmniejsze możliwości organizacyjne i finansowe.
„W efekcie publiczne placówki będą słabły, a sektor prywatny zyska przewagę” – oceniła ekspertka. Jej zdaniem przed wprowadzeniem limitów należy odpowiedzieć na pytanie, jakiej sieci szpitali potrzebuje Polska i jakie świadczenia powinny być realizowane na poszczególnych poziomach systemu.
Jednolita stawka nie uwzględnia różnic pomiędzy lekarzami, rodzajami procedur oraz odpowiedzialnością związaną z wykonywaną pracą. Inaczej wygląda dyżur w niewielkiej placówce, a inaczej przeprowadzenie skomplikowanej operacji przez specjalistę z wieloletnim doświadczeniem.
Nie zostało również wyjaśnione, czy identyczne zasady będą dotyczyć umów o pracę i kontraktów. Obie formy zatrudnienia wiążą się z innymi kosztami składek, podatków, ubezpieczenia, urlopów oraz odpowiedzialności zawodowej.
Szpitale powiatowe szczególnie zagrożone
Największym problemem może być sytuacja szpitali powiatowych, które od lat mają trudności ze znalezieniem lekarzy. Takie placówki często zatrudniają specjalistów dojeżdżających na dyżury z większych miast. Wyższa stawka jest jednym z podstawowych sposobów zachęcania ich do pracy.
Podobne zastrzeżenia zgłosiła Naczelna Izba Lekarska. Dr Piotr Pisula, zastępca rzecznika NIL, ostrzegł, że limit może uderzyć przede wszystkim w miejsca mające już dziś problemy kadrowe. Jak podkreślił, są to najczęściej właśnie szpitale powiatowe.
Jeżeli dyrektor placówki nie będzie mógł zaproponować lekarzowi stawki odpowiadającej lokalnej sytuacji, może nie znaleźć nikogo chętnego do obsadzenia dyżuru. Konsekwencją może być ograniczenie działalności oddziału, zmniejszenie liczby przyjmowanych pacjentów albo czasowe zawieszenie świadczeń.
Dla mieszkańców mniejszych miejscowości oznaczałoby to konieczność dojazdu do większych ośrodków. Wzrosłoby także obciążenie szpitali wojewódzkich i klinicznych, do których trafialiby pacjenci niemogący otrzymać pomocy bliżej miejsca zamieszkania.
Ministerstwo chce ograniczyć kominy płacowe
Resort zdrowia argumentuje, że nowe przepisy mają zwiększyć przejrzystość finansowania i ograniczyć skrajnie wysokie kontrakty. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała wprowadzenie maksymalnych poziomów wynagrodzeń indywidualnych oraz limitów wydatków szpitali na pensje finansowane przez NFZ.
„Stawką wyjściową, którą proponujemy, jest kwota do 240 zł brutto za godzinę” – poinformowała minister. Zgodnie z komunikatem Ministerstwa Zdrowia propozycja jest częścią pakietu obejmującego także kontrolę czasu pracy medyków, jawność zasad zatrudniania i ograniczenie umów zawieranych ze spółkami.
Według danych przedstawionych przez resort średni udział kosztów wynagrodzeń w budżetach szpitali finansowanych przez NFZ sięga 81,3 proc. Rekomendacje dotyczące struktury wydatków ma przygotować Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Mają one uwzględniać siedem poziomów szpitali oraz różnice pomiędzy placówkami zabiegowymi, niezabiegowymi i monoprofilowymi.
Regulowanie płac nie zastąpi reformy systemu
Gołębicka ocenia, że dyskusja o pojedynczych wysokich wynagrodzeniach przesłania problemy organizacyjne ochrony zdrowia. Wśród nich wymienia wadliwe wyceny świadczeń, niewłaściwą strukturę szpitali oraz niedostatecznie rozwiniętą opiekę długoterminową.
Samo ograniczenie stawek może obniżyć koszty niektórych placówek, ale nie zwiększy liczby lekarzy ani nie poprawi rozmieszczenia specjalistów w kraju. Bez zmian w sposobie finansowania świadczeń może jedynie przesunąć personel z publicznych szpitali do prywatnych klinik.
Czytaj także:
Najem mieszkań wciąż drożeje. W pięć lat ceny wzrosły nawet o 77 proc.
Szef ukraińskiej poczty oskarża Polskę. W tle paczki z materiałami wybuchowymi
Unia sfinansuje chiński sprzęt dla Ukrainy. Europejski przemysł nie dał rady



