• Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła w lipcu o 22 proc. w ujęciu rocznym.
  • Średnia kwota wnioskowanego kredytu osiągnęła rekordowe 538,5 tys. zł.
  • Eksperci przewidują stabilizację, rynek dwóch prędkości albo większą liczbę promocji i rabatów.

Ceny mieszkań pod presją rosnącego popytu na kredyty

Zainteresowanie finansowaniem zakupu nieruchomości jest wyraźnie większe niż przed rokiem. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe była w lipcu 2026 roku o 22 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Liczba wnioskodawców wzrosła w tym czasie o 11,6 proc. W porównaniu z czerwcem spadła wprawdzie o 2,1 proc., ale odczyt przypadł na środek sezonu urlopowego.

Średnia kwota wnioskowanego kredytu wyniosła 538,5 tys. zł. Była o 9,3 proc. wyższa niż przed rokiem i o 2 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej. To najwyższy wynik w historii pomiarów BIK.

Dane pokazują jednocześnie więcej zainteresowanych i wyższe oczekiwane finansowanie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie wnioski dotyczą zakupu mieszkania. Jak zaznacza główny analityk Grupy BIK Waldemar Rogowski, część klientów wykorzystuje poprawę warunków do refinansowania kredytów zaciągniętych wcześniej.

Decyzja RPP może rozruszać rynek mieszkań

Stopa referencyjna NBP pozostaje na poziomie 3,75 proc. Kolejna obniżka zwiększyłaby zdolność kredytową części gospodarstw domowych i stopniowo obniżyła koszt nowych hipotek.

Nawet ruch o 25 punktów bazowych może spowodować, że więcej osób spełni wymagania banków. Nie oznacza to automatycznego spadku rat wszystkich kredytów. Skutek zależy między innymi od rodzaju oprocentowania, marży banku oraz terminu aktualizacji stawki zapisanej w umowie.

Dla rynku nieruchomości ważny będzie jednak sam wzrost liczby potencjalnych kupujących. Jeżeli decyzja Rady Polityki Pieniężnej zbiegnie się z jesiennym ożywieniem, sprzedający mogą zyskać mocniejszą pozycję negocjacyjną.

Mieszkania drożeją, ale podaż pozostaje szeroka

Średnia cena ofertowa nowych mieszkań w siedmiu największych miastach przekroczyła w drugim kwartale 16 tys. zł za metr kwadratowy. Według danych Otodom oznacza to wzrost o 7 proc. rok do roku.

Średnia nie pokazuje jednak sytuacji w konkretnym mieście, dzielnicy ani segmencie. Jej wzrost może wynikać również z wprowadzania do sprzedaży droższych inwestycji, a nie tylko z podnoszenia cen lokali dostępnych już wcześniej.

Oferta deweloperów nadal jest szeroka. W Łodzi i Katowicach podaż przewyższa popyt, dzięki czemu kupujący mogą mieć więcej przestrzeni do rozmów o cenie, miejscu parkingowym lub kosztach wykończenia. Inaczej może wyglądać sytuacja atrakcyjnych mieszkań w Warszawie czy Trójmieście.

To właśnie lokalne różnice sprawiają, że nie ma jednej prognozy dla całej Polski. Ceny najbardziej poszukiwanych lokali mogą rosnąć, podczas gdy mieszkania o mniej atrakcyjnym układzie lub położeniu pozostaną długo w ofercie.

Trzy scenariusze dla cen mieszkań jesienią

Pierwszy scenariusz zakłada stabilizację cen przy jednoczesnym wzroście liczby zawieranych transakcji. Niższe stopy poprawiłyby możliwości kredytowe kupujących, ale duża liczba dostępnych mieszkań utrudniałaby deweloperom wprowadzanie gwałtownych podwyżek.

„Szeroka oferta trzyma ceny w ryzach” – ocenia Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji RRJ Group, cytowany przez Forsal.pl. W takim wariancie wzrosty pozostałyby jednocyfrowe i silnie zróżnicowane lokalnie.

Drugi scenariusz to rynek dwóch prędkości. Popyt może koncentrować się na dobrze skomunikowanych, niedużych mieszkaniach, które są dostępne dla osób finansujących zakup kredytem. Jeżeli deweloperzy nie będą szybko uzupełniać tego segmentu, właśnie tam pojawi się największa presja cenowa.

Pozostała część oferty może jednocześnie sprzedawać się znacznie wolniej. Dotyczy to szczególnie dużych, drogich lokali oraz inwestycji położonych z dala od komunikacji i usług.

Trzeci scenariusz zakłada brak kolejnej obniżki stóp. Jeżeli RPP zachowa ostrożność, część kupujących może ponownie odłożyć decyzję. Deweloperzy prawdopodobnie częściej sięgaliby wtedy po rabaty, gwarancje ceny, bezpłatne miejsca parkingowe lub pakiety wykończeniowe.

Czekać na spadek czy kupować mieszkanie?

Obecne dane nie wskazują na gwałtowny spadek cen w całym kraju. Nie gwarantują jednak również nowej powszechnej fali podwyżek. Największe znaczenie ma sytuacja w wybranym mieście i konkretnym segmencie.

Osoba kupująca mieszkanie na własne potrzeby powinna porównywać przede wszystkim cenę transakcyjną, miesięczną ratę, koszty dodatkowe oraz dostępność podobnych lokali. Cena widoczna w ogłoszeniu nie zawsze jest kwotą ostateczną.

Warto również sprawdzić, czy domowy budżet wytrzyma ratę wyższą od tej przedstawionej w aktualnej symulacji. Obniżki stóp nie są pewne, a oprocentowanie kredytów zależy także od marży i warunków konkretnego banku.

Jesienny kierunek rynku wskażą trzy dane: decyzje RPP, kolejne odczyty popytu kredytowego BIK oraz tempo sprzedaży mieszkań deweloperskich. Jeżeli finansowanie będzie coraz łatwiej dostępne, a podaż atrakcyjnych lokali zacznie spadać, presja na ceny może szybko wrócić.

Czytaj także:

Wyciekły dane 19 mln Polaków. Jakiego zadośćuczynienia mogą się spodziewać?

Komisja Europejska upomina Ukrainę. Chodzi o korupcję i praworządność

Polacy zabrali głos ws. zmian w PIT. Tylko co 10 popiera rząd