- Polska utrzymuje interwencyjne zapasy ropy i paliw odpowiadające co najmniej 90 dniom średniego importu netto.
- O odporności gospodarki zdecydowałyby również dostawy energii, łączność, płatności i możliwość transportowania paliw oraz żywności.
- Kolej i banki mają procedury awaryjne, ale w poważnym kryzysie działałyby prawdopodobnie z ograniczoną wydajnością.
Pierwsze 30 dni wojny: Polska ma zapasy paliw na kryzys
Punktem wyjścia do oceny bezpieczeństwa jest system zapasów interwencyjnych. Jak informuje Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych, mają one odpowiadać co najmniej 90 dniom średniego dziennego importu netto ropy naftowej z poprzedniego roku. Rezerwy składają się z zapasów obowiązkowych utrzymywanych przez producentów i handlowców oraz zapasów agencyjnych kontrolowanych przez RARS.
Nie oznacza to jednak, że w razie wojny każdy kierowca mógłby przez trzy miesiące tankować bez ograniczeń. Wskaźnik odnosi się do całego systemu, obejmującego ropę, gotowe paliwa i półprodukty. Część surowca trzeba dopiero przerobić, a następnie przewieźć do baz i stacji. W kryzysie pierwszeństwo mogłyby otrzymać wojsko, służby ratownicze, transport żywności, energetyka i infrastruktura krytyczna.
Dlatego analiza scenariusza pierwszych 30 dni konfliktu nie może ograniczać się do pytania, ile paliwa znajduje się w magazynach. Równie ważne jest to, czy działają terminale, rurociągi, rafinerie, drogi, kolej oraz systemy sterujące dystrybucją.
Bez prądu i łączności rezerwy mogą nie wystarczyć
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zalicza do infrastruktury krytycznej między innymi systemy zaopatrzenia w energię i paliwa, łączność, sieci teleinformatyczne, transport, finanse, ochronę zdrowia oraz dostawy wody i żywności. Narodowy Program Ochrony Infrastruktury Krytycznej zakłada zapobieganie zakłóceniom, reagowanie na awarie oraz możliwie szybkie odtwarzanie najważniejszych usług.
Problemem jest wzajemna zależność poszczególnych systemów. Stacja paliw potrzebuje energii i łączności, bankomat dostępu do sieci, a magazyn żywności sprawnego transportu. Awaria w jednym sektorze może więc uruchomić serię zakłóceń w innych branżach.
Agnieszka Okońska, wiceprezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, zwracała uwagę, że z punktu widzenia mieszkańców kluczowe są codzienne usługi, takie jak płatności, energia i woda. Jak wynika z debaty ekspertów o ochronie infrastruktury krytycznej, brak tych usług mógłby szybko wywołać niepokój społeczny.
Banki i płatności muszą działać mimo ataków
Pełnoskalowy konflikt oznaczałby wzrost liczby cyberataków, prób wywołania paniki i operacji dezinformacyjnych. Celem mogłyby być nie tylko instytucje państwowe, ale również banki, operatorzy płatności i dostawcy usług cyfrowych.
Instytucje finansowe działają na podstawie unijnego rozporządzenia DORA. Zgodnie z wyjaśnieniami Komisji Nadzoru Finansowego banki i inne podmioty finansowe muszą posiadać plany ciągłości działania, procedury reagowania na incydenty oraz sposoby przywracania systemów i danych.
Nie daje to gwarancji, że wszystkie usługi działałyby bez przerw. Brak energii lub transmisji danych mógłby czasowo wyłączyć terminale, bankomaty i bankowość internetową. System finansowy może pozostać stabilny, a jednocześnie część klientów może mieć utrudniony dostęp do pieniędzy.
Kolej może działać awaryjnie, ale z mniejszą wydajnością
Kolej miałaby kluczowe znaczenie dla transportu wojska, paliw, sprzętu, żywności oraz ewakuacji ludności. Cyberatak na system sterowania ruchem nie musi oznaczać całkowitego zatrzymania przewozów, ponieważ część procedur można realizować ręcznie.
„Nawet przy cyberataku paraliżującym ruch pociągów, paraliż ten jest krótkotrwały” – mówił podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego Krzysztof Drozdowski, członek zarządu PKP Polskich Linii Kolejowych. Wyjaśnił, że kolej może korzystać między innymi z telefonicznego zapowiadania pociągów. Ruch zostałby jednak ograniczony, a pierwszeństwo otrzymałyby transporty wojskowe i ewakuacyjne.
Pierwszy miesiąc wojny byłby zatem walką o utrzymanie podstawowych funkcji państwa. Rezerwy paliwowe zapewniają istotny bufor, ale o wyniku zdecydowałyby logistyka, energia, cyberbezpieczeństwo i sprawność instytucji. „Najlepiej się uodparniać na takie sytuacje” – podkreśla prof. Krzysztof Jajuga, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Odporność trzeba jednak budować przed kryzysem, ponieważ po jego rozpoczęciu pozostaje już przede wszystkim zarządzanie ograniczonymi zasobami.
Czytaj także:
Polacy masowo donoszą do skarbówki. 70 proc. skarg ma podłoże prywatne
Tylko co piąty Polak nie boi się bezrobocia. Stabilny etat staje się luksusem
O 1/5 więcej wypadków przy pracy. Ponad 17 tys. poszkodowanych



