- Jeden ze starostów nazwał żądanie 400 zł za godzinę pracy lekarza niemoralnym.
- Ponad 90 proc. z 207 szpitali objętych analizą ZPP zanotowało stratę na działalności podstawowej.
- Rząd proponuje limit 240 zł za godzinę, lecz dyrektorzy obawiają się utraty specjalistów.
400 zł za godzinę pracy lekarza. Samorządowcy krytykują stawki
Podczas spotkania 19 października jeden ze starostów powiedział, cytowany przez „Rzeczpospolitą”: „Żądać 400 zł za godzinę pracy, to jest niemoralne”. Wskazywał, że w budżecie podległego mu szpitala niemal 90 proc. kosztów stanowią wynagrodzenia. To dane jednej placówki, nie średnia dla wszystkich szpitali.
Nie oznacza to, że 400 zł jest typową stawką lekarza. Wynagrodzenia zależą od specjalizacji i rodzaju umowy. Szpitale wskazują jednak, że rosnące koszty pracy coraz trudniej pokryć z kontraktów NFZ.
W Szczycie Szpitali Powiatowych uczestniczyło ponad 400 przedstawicieli lecznic i samorządów. Minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę zastąpił wiceminister Tomasz Maciejewski. Resort zapewnił w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że wcześniej konsultował reformy ze środowiskiem szpitalnym.
32,8 mld zł długu. Szpitale mają coraz mniej pola manewru
Według danych przytoczonych przez „Rzeczpospolitą” zobowiązania samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej na koniec czerwca 2026 r. wyniosły 32,8 mld zł. Z tej kwoty 5,8 mld zł stanowiły zobowiązania wymagalne, czyli takie, których termin płatności już upłynął.
Skalę problemu potwierdza analiza Związku Powiatów Polskich. W grupie 207 szpitali, dla których zbadano wyniki za 2025 r., ponad 90 proc. wykazało stratę na działalności podstawowej. To wynik badanej grupy, nie wszystkich szpitali w Polsce.
Jak wynika z doniesień o sytuacji szpitali powiatowych, szpital w Sanoku, zadłużony na ponad 200 mln zł, mierzy się z protestem pracowników. Lokalne władze ostrzegają przed ryzykiem zamknięcia placówki. Brak płynności finansowej utrudnia opłacanie personelu, leków i dostaw.
Rząd chce ograniczyć stawki lekarzy do 240 zł
Rada Ministrów przyjęła 22 września projekt nowych zasad wynagradzania personelu medycznego. Przewiduje on maksymalną stawkę 240 zł brutto za godzinę świadczeń finansowanych przez NFZ. Miesięczne wynagrodzenie miałoby być ograniczone do ośmiokrotności płacy minimalnej przy jednym etacie i szesnastokrotności przy dwóch etatach.
Projekt ogranicza łączny czas pracy do dwóch etatów, uzależnia dodatkowe zatrudnienie od zgody pracodawców i wprowadza zasadę minimum pół etatu w szpitalu lub poradni przyszpitalnej. Według rządu ma to zwiększyć przejrzystość finansowania i bezpieczeństwo pacjentów.
To nadal projekt ustawy. Rząd przewiduje jej wejście w życie miesiąc po ogłoszeniu oraz do sześciu miesięcy na dostosowanie dotychczasowych umów.
Dlaczego dyrektorzy obawiają się odpływu lekarzy?
Jak informuje „Rzeczpospolita”, przedstawiciele szpitali powiatowych ostrzegają, że sam limit zarobków nie naprawi sposobu finansowania leczenia. W ich ocenie specjaliści dojeżdżający na pojedyncze dyżury z dużych miast mogą zrezygnować z pracy w mniejszych placówkach. Dodatkowym problemem ma być wymóg co najmniej połowy etatu, trudny do spełnienia w części poradni przyjmujących pacjentów tylko przez kilka godzin tygodniowo.
To mogłoby ograniczyć liczbę dyżurów i wydłużyć kolejki. Nie jest to przesądzony skutek reformy, lecz ryzyko wskazywane przez dyrektorów. Z kolei Ministerstwo Zdrowia oczekuje poprawy stabilności zatrudnienia i lepszego wykorzystania środków publicznych.
Osiem postulatów. Co dalej ze szpitalami powiatowymi?
Uczestnicy szczytu przyjęli osiem postulatów do rządu i NFZ. Domagają się m.in. zapewnienia pieniędzy na ustawowe podwyżki, realniejszej wyceny leczenia, regularnej zapłaty za wykonane świadczenia i restrukturyzacji zadłużenia. Podkreślają, że samorządy nie ustalają zasad finansowania, choć pokrywają część deficytów z lokalnych budżetów.
„Nie przyjmiemy na siebie winy za system, którego reguły ustalają rządzący” – powiedział Andrzej Płonka, prezes Związku Powiatów Polskich i starosta bielski, podczas otwarcia spotkania. Samorządowcy domagają się konkretnych decyzji finansowych.
Czytaj także:
Ruszyła łapanka w Rosji. Nawet 600 tys. osób ma zasilić armię
Trump ostrzega Europę: „Odejdziemy”. Domaga się zamknięcia granic
61 proc. Polaków pracuje mimo choroby. Połowa uznaje odpoczynek za marnowanie czasu


