• W 2026 roku wygaszane są trzy zakłady górnicze: Bobrek, Wujek i Bielszowice. W przyszłym roku rząd nie planuje kolejnych zamknięć.
  • Blisko 6,8 tys. pracowników skorzystało już z osłon socjalnych. Nie oznacza to jednak, że wszyscy zostali przymusowo zwolnieni.
  • Uprawnieni górnicy mogą otrzymać 170 tys. zł netto odprawy lub skorzystać z wieloletnich płatnych urlopów. Rząd nie wyklucza utrzymania części kopalń dłużej, niż zakłada obecny harmonogram.

Rząd wygasza trzy kopalnie. Które zakłady zostaną zamknięte?

Proces likwidacji obejmuje kopalnię Bobrek w Bytomiu oraz ruchy Wujek w Katowicach i Bielszowice w Rudzie Śląskiej. Potwierdził to wiceminister energii Marian Zmarzły podczas konferencji prasowej w Kościelisku, poświęconej transformacji sektora wydobywczego.

Jak wynika z informacji przekazanych przez PAP, w 2027 roku nie przewidziano zamykania kolejnych zakładów. W dalszej kolejności, zgodnie z harmonogramem umowy społecznej, wygaszane mają być między innymi kopalnie Bolesław Śmiały i Sośnica.

W przypadku Bobrka wydobycie zakończyło się już 30 grudnia 2025 roku. Jak potwierdził Węglokoks Kraj, właśnie tego dnia na powierzchnię wyjechała ostatnia tona węgla. Od początku 2026 roku zakład znajduje się w procesie likwidacji.

W Polskiej Grupie Górniczej restrukturyzacja Wujka została zaplanowana od 1 kwietnia, a Bielszowic od 1 lipca. W drugim przypadku chodzi między innymi o połączenie działalności z ruchem Halemba w ramach kopalni Ruda. Są to ruchy należące do większych struktur górniczych, a nie trzy odrębne przedsiębiorstwa.

Prawie 7 tys. pracowników odchodzi z górnictwa. Czy zostaną bez pracy?

Skala zmian jest znacząca. W komunikacie Ministerstwa Energii z 19 października podano, że w 2026 roku z ustawowych mechanizmów osłonowych skorzystało już blisko 6,8 tys. osób. Nie jest to jednak liczba przymusowo zwolnionych pracowników trzech wygaszanych zakładów. Program obejmuje różne formy wsparcia, w tym odprawy oraz płatne urlopy poprzedzające przejście na emeryturę.

Polska Grupa Górnicza zapewnia, że osoby zainteresowane dalszym zatrudnieniem mogą kontynuować pracę w strukturach przedsiębiorstwa. „Nikt nie straci pracy” – zapowiedziała PGG w komunikacie dotyczącym Wujka i Bielszowic.

Pracownicy Wujka mają uczestniczyć w procesie likwidacji lub zostać przeniesieni do ruchu Murcki-Staszic. W przypadku Bielszowic przewidziano przesunięcia do Halemby i innych jednostek spółki.

Nie oznacza to jednak, że transformacja pozostanie bez wpływu na regionalny rynek pracy. Zmniejszające się zatrudnienie w kopalniach może ograniczać również zapotrzebowanie na usługi przedsiębiorstw współpracujących z górnictwem.

Odprawa 170 tys. zł i pięć lat płatnego urlopu. Takie osłony przewidziano dla górników

Od 1 stycznia 2026 roku obowiązują nowe rozwiązania osłonowe dla pracowników branży. Zgodnie z informacjami Polskiej Grupy Górniczej uprawnieni pracownicy mogą skorzystać z pięcioletniego urlopu górniczego lub czteroletniego urlopu dla pracowników zakładów przeróbki mechanicznej węgla.

W obu przypadkach świadczenie wynosi 80 proc. wynagrodzenia obliczanego jak za urlop wypoczynkowy. Pracownicy korzystający z tego rozwiązania nie muszą w tym okresie wykonywać pracy. Alternatywą jest jednorazowa odprawa wynosząca 170 tys. zł netto. Jej przyznanie zależy od spełnienia ustawowych warunków, w tym dotyczących stażu zatrudnienia.

W samym ruchu Wujek PGG przewidywała możliwość objęcia osłonami około 200 osób w 2026 roku. W związku z reorganizacją Bielszowic i Halemby szacowano natomiast, że z różnych form wsparcia będzie mogło skorzystać około 800 pracowników. Są to wcześniejsze założenia spółki, a nie ostateczne dane o odejściach.

Polska nadal potrzebuje węgla. Rząd ostrzega przed opóźnieniem elektrowni jądrowej

Choć harmonogram wygaszania kopalń pozostaje aktualny, przedstawiciele rządu przyznają, że całkowite odejście od węgla musi być uzależnione od rozwoju alternatywnych źródeł energii.

„Bez tego węgla całkowicie nie potrafimy jeszcze funkcjonować” – powiedział wiceminister energii Marian Zmarzły, cytowany przez PAP.

Zgodnie z obecnymi założeniami pierwszy blok polskiej elektrowni jądrowej ma zostać uruchomiony w 2036 roku. Wiceminister zwrócił jednak uwagę na europejskie doświadczenia z wieloletnimi opóźnieniami podobnych inwestycji.

Jeden ze scenariuszy Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu zakłada, że w 2040 roku Polsce nadal może być potrzebne około 10 mln ton węgla. Dlatego resort dopuszcza przygotowanie rozwiązań umożliwiających dłuższe utrzymanie części zakładów, jeśli wymagać tego będzie bezpieczeństwo dostaw energii.

To istotne również z perspektywy odbiorców prądu i przedsiębiorstw. Zbyt szybkie ograniczenie wydobycia bez zapewnienia odpowiednich źródeł zastępczych mogłoby zwiększyć zależność kraju od importowanych surowców i energii.

Przyszłość górnictwa zależy również od decyzji Komisji Europejskiej

Kolejnym elementem transformacji jest finansowanie wygaszania kopalń. Ministerstwo Energii poinformowało, że 16 października przekazało do UOKiK zaktualizowany wniosek dotyczący pomocy publicznej dla sektora.

Dokument ma trafić do Komisji Europejskiej. Jak wyjaśnia resort energii, postępowanie obejmuje rozwiązania związane z osłonami dla pracowników i likwidacją zakładów. Odrębnie procedowany jest mechanizm dopłat do redukcji zdolności produkcyjnych.

Rząd podtrzymuje kierunek stopniowego odchodzenia od wydobycia węgla energetycznego. Umowa społeczna z 2021 roku przewiduje zakończenie funkcjonowania kopalń objętych jej harmonogramem do 2049 roku.

Czytaj także:

Ruszyła łapanka w Rosji. Nawet 600 tys. osób ma zasilić armię

Trump ostrzega Europę: „Odejdziemy”. Domaga się zamknięcia granic

61 proc. Polaków pracuje mimo choroby. Połowa uznaje odpoczynek za marnowanie czasu