• Na części lokalnych składów ceny węgla wynoszą obecnie około 2,2-2,3 tys. zł za tonę, podczas gdy jeszcze w sierpniu było to około 1,5-1,6 tys. zł.
  • Sprzedawcy nie gromadzą dużych zapasów, dlatego przy gwałtownym wzroście popytu podczas mrozów mogą pojawić się kilkutygodniowe braki niektórych sortymentów.
  • Bezpośrednio u krajowych producentów węgiel może być wyraźnie tańszy, dlatego ceny 2,3 tys. zł nie są stawką obowiązującą na całym rynku.

Nie oznacza to jednak, że całej Polsce grozi fizyczny brak opału. Ryzyko dotyczy przede wszystkim lokalnych składów, które ograniczają zapasy i zamawiają nowe dostawy dopiero po sprzedaży wcześniejszych partii. Dużo zależy więc od przebiegu zimy i szybkości uzupełniania zapasów.

Ceny węgla dochodzą do 2,3 tys. zł za tonę

Na początku listopada sytuację na lokalnych składach opisał Money.pl. Według sprzedawców tona opału kosztuje obecnie około 2,2-2,3 tys. zł. Jeszcze w sierpniu ceny wynosiły około 1,5-1,6 tys. zł, a we wrześniu wzrosły do około 1,9 tys. zł.

W praktyce oznacza to, że gospodarstwo potrzebujące na zimę 3 ton opału może wydać przy cenie 2,3 tys. zł nawet 6,9 tys. zł. Przy 5 tonach rachunek rośnie do 11,5 tys. zł, nie licząc ewentualnego transportu.

Sprzedawcy wskazują, że obniżki u importerów są obecnie niewielkie i sięgają około 30-50 zł na tonie. Jednocześnie część składów posiada zapasy kupione wcześniej po wysokich cenach i nie chce sprzedawać ich ze stratą.

Przy mrozach mogą pojawić się braki

Ciepła jesień ograniczyła dotychczas popyt. To jednak może szybko się zmienić, jeśli temperatury mocno spadną.

Piotr Osiński, właściciel składu opału w Olsztynie, ostrzegał w rozmowie przytoczonej przez Money.pl: „Jeśli przyjdą mrozy, składy wyprzedadzą zapasy i może być znowu sytuacja taka, że węgla przez dwa, trzy tygodnie nie będzie”.

Podobne ryzyko sygnalizowała wcześniej Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla. Najbardziej narażone na okresowe problemy mają być grube sortymenty, przede wszystkim kostka i orzech. Nie chodzi przy tym o niedobór w skali całego sezonu, ale możliwość wystąpienia lokalnych braków przez kilka tygodni, zwłaszcza przy gwałtownym wzroście zapotrzebowania.

Znaczenie ma sposób działania składów. Przy wysokich cenach przedsiębiorcy nie chcą zamrażać dużych kwot w zapasach. Opał jest więc często zamawiany na bieżąco, gdy wcześniejsza partia jest już bliska wyprzedania. W normalnych warunkach model ten ogranicza ryzyko strat, ale podczas fali mrozów może utrudnić szybkie uzupełnienie magazynów.

Węgiel u producenta jest znacznie tańszy

Cena 2,3 tys. zł za tonę nie oznacza, że tyle trzeba zapłacić za węgiel w całej Polsce. Duże znaczenie mają miejsce zakupu, rodzaj opału, jego pochodzenie oraz koszt transportu.

Polska Grupa Górnicza podawała w sierpniu, że ceny węgla luzem w jej sklepie zaczynały się od 1150 zł za tonę orzecha, 1200 zł za kostkę oraz 1250 zł za groszek. Do tego mogą jednak dochodzić koszty odbioru i transportu.

W innym porównaniu PGG wyliczała, że po doliczeniu średniego kosztu obsługi przez Kwalifikowanego Dostawcę Węgla cena groszku Karlik lub Pieklorz wynosiła około 1447 zł za tonę, a orzecha około 1426-1476 zł. Przykładowe ceny na lokalnych składach były już wtedy wyższe.

Dla konsumenta oznacza to, że przed zakupem szczególnie opłaca się porównać pełny koszt, a nie tylko cenę samego surowca. Węgiel tańszy o kilkaset złotych w kopalni może przestać być tak atrakcyjny po doliczeniu transportu na drugi koniec kraju.

Polacy kupują więcej węgla opałowego

Mimo stopniowego odchodzenia części gospodarstw od ogrzewania węglem popyt w tym roku pozostaje wysoki. Według danych Polskiej Grupy Górniczej już do 14 października sprzedaż węgla opałowego z kopalń PGG była o 29 proc. wyższa niż w całym 2025 r. Firma sprzedała dodatkowo blisko 350 tys. ton.

Przy założeniu zużycia 5 ton na gospodarstwo taka ilość wystarczyłaby do ogrzania niemal 70 tys. domów przez sezon.

Jednocześnie mniejszy popyt niż przed laty sprawia, że lokalne składy ostrożniej podchodzą do zatowarowania. Część gospodarstw przeszła na gaz, pompy ciepła lub inne źródła ogrzewania, więc właściciele punktów sprzedaży nie chcą pozostawać na wiosnę z drogim niesprzedanym opałem.

Najważniejsza będzie pogoda

Największą niewiadomą pozostaje przebieg zimy. Przy łagodnych temperaturach obecne zapasy i bieżące dostawy mogą wystarczyć bez większych problemów. Jeżeli jednak pojawi się kilkutygodniowa fala silnych mrozów, popyt może wzrosnąć gwałtownie.

Wtedy problemy mogą dotyczyć przede wszystkim konkretnych rodzajów węgla i wybranych regionów, a nie całego kraju. Dla gospodarstw ogrzewających domy węglem oznacza to, że odkładanie zakupu do momentu nadejścia największych mrozów może wiązać się zarówno z wyższą ceną, jak i ograniczonym wyborem opału.

Czytaj także:

Opłata za kofeinę i taurynę wzrośnie dziesięciokrotnie. Podrożeją nie tylko energetyki

„Koniec wojny w Ukrainie jest blisko”. Porozumienie ma objąć całą Europę

8 mld zł więcej za SAFE. Warunki pożyczki uległy zmianie