- Eksport ropy z państw Zatoki, z wyłączeniem Iranu, wrócił we wrześniu do około 16,5 mln baryłek dziennie.
- Aż 40 proc. eksportowanego surowca omija obecnie cieśninę Ormuz, przed wojną było to 17 proc.
- Mimo odbudowy eksportu ropa Brent nadal kosztuje ponad 100 dolarów za baryłkę, wobec około 72 dolarów przed wojną.
Eksport ropy wrócił do poziomu sprzed wojny
Według najnowszej analizy firmy Kpler od 1 do 28 września państwa Zatoki, z wyłączeniem Iranu, eksportowały co najmniej 16,5 mln baryłek ropy i kondensatu dziennie. To poziom odpowiadający średniej sprzed wojny i aż o 10,5 mln baryłek dziennie wyższy od marcowej średniej.
Jeszcze krótko po rozpoczęciu konfliktu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W ciągu dziesięciu dni od zamknięcia Ormuz siedmiodniowa średnia eksportu ropy z regionu, bez Iranu, spadła o 72 proc., do zaledwie 4,5 mln baryłek dziennie. Od tego czasu państwa Zatoki stopniowo przebudowały cały system eksportowy. kpler.com
Kpler podsumowuje tę zmianę krótkim zdaniem: wolumen eksportu wrócił, ale trasy transportowe już nie.
40 proc. ropy omija cieśninę Ormuz
Przed wojną około 83 proc. ropy eksportowanej z analizowanej części regionu przechodziło przez Ormuz. Obecnie układ jest znacznie bardziej zróżnicowany.
We wrześniu około 60 proc. eksportu, czyli 9,9 mln baryłek dziennie, nadal fizycznie przepływało przez cieśninę. Kolejne 23 proc. ładowano już poza nią, przede wszystkim w Fujairah nad Zatoką Omańską, a 17 proc. opuszczało region przez Morze Czerwone. Łącznie daje to 40 proc. eksportu omijającego Ormuz.
Skala zmiany jest szczególnie istotna, ponieważ Ormuz był przed konfliktem jednym z najważniejszych punktów światowego rynku energii. Jak wynika z danych amerykańskiej Energy Information Administration, w pierwszej połowie 2025 r. przez cieśninę przepływało średnio 20,9 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie. Odpowiadało to około 20 proc. światowej konsumpcji płynnych paliw.
Po wybuchu wojny przepływ drastycznie się zmniejszył. Według późniejszych danych EIA w II kwartale 2026 r. przez Ormuz przechodziło średnio już tylko 4,9 mln baryłek dziennie, wobec 21,6 mln w IV kwartale 2025 r.
Arabia Saudyjska i ZEA znalazły alternatywne drogi
Kluczową rolę w odbudowaniu eksportu odegrały istniejące rurociągi. Arabia Saudyjska zaczęła w większym stopniu korzystać z rurociągu East-West, transportującego ropę ze wschodniej części kraju do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym.
Według Kpler przed wojną przez saudyjskie terminale nad Morzem Czerwonym wysyłano około 750 tys. baryłek dziennie. W czerwcu wolumen wzrósł aż do 4,3 mln baryłek dziennie.
Zjednoczone Emiraty Arabskie wykorzystują natomiast rurociąg łączący złoża w Abu Zabi z portem Fujairah położonym już poza cieśniną Ormuz. Wolumen załadunków w tym miejscu wzrósł z około 1,1 mln do 2,7 mln baryłek dziennie.
Nie wszyscy producenci mają jednak taką możliwość. Kuwejt, Katar oraz większość irackiej produkcji nadal pozostają znacznie bardziej zależne od przeprawy przez Ormuz.
Tankowce przeładowują ropę na otwartym morzu
Równocześnie powstał system transportu wykorzystujący specjalną flotę wahadłową. Tankowce przechodzą przez cieśninę, a następnie przekazują ładunek innym jednostkom w rejonie Fujairah lub Soharu.
W sierpniu ponad 70 proc. ropy przechodzącej przez Ormuz było następnie przeładowywane na morzu. Według Kpler większość wykorzystywanych do tego jednostek to ogromne tankowce VLCC, które wykonują pełny cykl przewozowy średnio co około 16 dni.
Śledzenie takich transportów jest utrudnione. Część statków przechodzi przez cieśninę z wyłączonym systemem AIS, ropa zmienia tankowiec na otwartym morzu, a kierunki saudyjskiego eksportu zmieniają się pomiędzy Zatoką Perską i Morzem Czerwonym. Kpler wykorzystuje więc oprócz danych o ruchu statków także zdjęcia satelitarne, informacje portowe, zanurzenie jednostek i dane rynkowe.
Eksport wrócił, ale ropa nadal kosztuje ponad 100 dolarów
Odbudowa przepływów nie oznacza, że sytuacja na rynku ropy wróciła do normy. W poniedziałek grudniowe kontrakty na Brent kosztowały około 102 dolarów za baryłkę. Przed wojną cena wynosiła około 72 dolarów.
Rynek nadal uwzględnia ryzyko kolejnych ataków na statki, terminale, rurociągi i inną infrastrukturę energetyczną. W swoim najnowszym komunikacie OPEC zwrócił uwagę na znaczenie ochrony międzynarodowych szlaków transportowych oraz zagrożenia związane z atakami na infrastrukturę energetyczną.
Jednocześnie siedem państw OPEC+, w tym Arabia Saudyjska, Rosja, Irak i Kuwejt, zdecydowało 4 października o utrzymaniu dotychczasowych poziomów produkcji także w listopadzie. Kolejna decyzja dotycząca podaży ma zapaść 1 listopada.
Najważniejsza zmiana dotyczy więc nie samego poziomu eksportu, lecz odporności całego systemu. Państwa Zatoki w ciągu kilku miesięcy zbudowały model, w którym zamknięcie lub ograniczenie przepustowości Ormuz nie zatrzymuje już tak dużej części eksportu jak na początku konfliktu. Nie eliminuje to jednak ryzyka dla cen ropy, bo alternatywne trasy pracują intensywnie, a ataki na infrastrukturę nadal mogą szybko zmienić sytuację.
Czytaj także:
Polska straci potężny zastrzyk pieniędzy z UE. Kończy się KPO, saldo drastycznie spadnie
AI zmyśla wady polskich produktów i poleca zagraniczne zamienniki
Imigranci odpowiadają za 1/4 najmu w Polsce. Wybierają największe miasta



