• Około 30 placówek reprezentowanych przez jedną kancelarię otrzymało już od pacjentów przedsądowe wezwania do zapłaty.
  • Żądane kwoty wynoszą od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, ale samo wezwanie nie przesądza o prawie do odszkodowania.
  • Do 17 września UODO otrzymał ponad 50 skarg i sygnałów od obywateli, a administratorzy danych złożyli ponad 2 tys. zgłoszeń naruszenia.

Pacjenci żądają pieniędzy po wycieku MyDr

Nowy etap sprawy opisuje Menedżer Zdrowia, powołując się na ustalenia „Dziennika Gazety Prawnej”. Centrum Doradcze Prawa Medycznego reprezentuje 52 placówki korzystające z MyDr, a około 30 z nich otrzymało już pisma od pacjentów domagających się wypłaty pieniędzy.

Roszczenia zaczęły trafiać do placówek po rozpoczęciu informowania pacjentów o incydencie. Adwokat Maciej Gibiński z CDPM wskazuje, że kancelaria regularnie otrzymuje kolejne wezwania.

Nie ma dnia, aby kancelaria nie otrzymała pism kierowanych przez pacjentów – mówi prawnik cytowany przez serwis.

Według podanych informacji żądane kwoty wahają się od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Część osób zamiast bezpośredniej wypłaty domaga się przekazania danych polisy ubezpieczeniowej placówki, aby skierować roszczenie do ubezpieczyciela.

Samo wysłanie wezwania nie oznacza jednak, że pacjent automatycznie otrzyma wskazaną kwotę. Ewentualna odpowiedzialność placówki, istnienie szkody lub krzywdy oraz wysokość świadczenia zależą od okoliczności konkretnej sprawy i mogą ostatecznie podlegać ocenie sądu.

Ponad 2 tys. zgłoszeń po incydencie

Skala formalnych zgłoszeń naruszenia jest znacznie większa niż liczba indywidualnych skarg pacjentów. Według danych przywołanych przez Menedżera Zdrowia do 17 września do UODO wpłynęło ponad 50 skarg i sygnałów od obywateli związanych z wyciekiem. Jednocześnie administratorzy danych przekazali ponad 2 tys. zgłoszeń dotyczących naruszenia.

Nie należy utożsamiać tych dwóch kategorii. Placówki medyczne są administratorami danych swoich pacjentów, natomiast MyDr działa wobec nich jako podmiot przetwarzający. UODO przypomina, że to administrator musi ocenić ryzyko dla praw i wolności osób fizycznych i zdecydować, czy incydent wymaga zawiadomienia urzędu oraz samych pacjentów.

Urząd wskazuje również, że gdy osoba otrzyma informację o wycieku swoich danych, powinna rozważyć m.in. zastrzeżenie numeru PESEL i zachować zwiększoną ostrożność wobec podejrzanych wiadomości, telefonów i prób wyłudzenia informacji. Szczegółowe zalecenia UODO publikuje w poradniku dotyczącym incydentu MyDr.

UODO kontroluje MyDr i kolejne podmioty medyczne

Po ujawnieniu incydentu prezes UODO rozpoczął kontrolę w spółce MyDr. Jak wynika z komunikatu urzędu, kontrolerzy sprawdzają zastosowane środki techniczne i organizacyjne, analizę ryzyka oraz to, czy zabezpieczenia były regularnie testowane pod kątem zmieniających się zagrożeń.

UODO informował początkowo, że pełna skala incydentu nie jest znana, natomiast według doniesień medialnych mogła dotyczyć około 12 tys. podmiotów leczniczych korzystających z usług MyDr.

We wrześniu urząd zdecydował się rozszerzyć działania. W komunikacie z 16 września zapowiedziano kontrole kolejnych podmiotów z sektora ochrony zdrowia, obejmujące sposób zabezpieczania szczególnie wrażliwych danych dotyczących zdrowia pacjentów.

Co powinien zrobić pacjent po wycieku danych?

UODO zaleca przede wszystkim zachowanie ostrożności przy kontaktach telefonicznych i internetowych. Przejęte informacje mogą być wykorzystane do bardziej wiarygodnych prób phishingu, podszywania się pod instytucje lub wyłudzania kolejnych danych.

Jednym z podstawowych zabezpieczeń może być zastrzeżenie numeru PESEL, np. za pomocą aplikacji mObywatel lub w urzędzie gminy. Urząd zaleca również dokładne analizowanie SMS-ów i wiadomości e-mail oraz nieprzekazywanie dodatkowych danych osobom, których tożsamości nie można zweryfikować.

Rosnąca liczba przedsądowych wezwań oznacza, że skutki incydentu przestają ograniczać się do kwestii technicznych i obowiązków związanych z RODO. Dla placówek medycznych kolejnym problemem mogą być koszty obsługi roszczeń, spory z ubezpieczycielami oraz potencjalne postępowania sądowe.

Czytaj także:

Rynek nieruchomości dochodzi do ściany? Ceny stanęły, podaż rośnie

ZUS bierze pod lupę umowy o dzieło. System wyszukuje podejrzane przypadki

Trzy miliardy zł dla byłych funkcjonariuszy. To pokłosie ustawy dezubekizacyjnej