- Niemal 5 tys. pracowników w 78 firmach i instytucjach testuje skrócony czas pracy bez obniżenia wynagrodzenia.
- W drugim półroczu 2026 r. czas pracy objętych pilotażem został ograniczony o 20 proc., część organizacji testuje czterodniowy tydzień.
- Ministerstwo podaje, że firmy nie odnotowały dotąd negatywnych zmian w funkcjonowaniu, ale pełne wyniki pilotażu poznamy dopiero w 2027 r.
Skrócony czas pracy testuje 78 pracodawców
Program „Skrócony czas pracy – to się dzieje!” rozpoczął zasadniczą fazę 1 stycznia 2026 roku. Z niemal 2 tys. przedsiębiorstw i instytucji, które zgłosiły się do naboru, wybrano 78 podmiotów, w tym 38 firm prywatnych oraz 40 instytucji i spółek publicznych. Łącznie projekty obejmują prawie 5 tys. pracowników. Program na swojej stronie szczegółowo opisuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
Zasada jest prosta: pracownik ma spędzać w pracy mniej czasu, ale jego wynagrodzenie nie może zostać obniżone. W pierwszym półroczu czas pracy objęty pilotażem skracano o co najmniej 10 proc. W okresie od lipca do grudnia redukcja wynosi co najmniej 20 proc.
Nie oznacza to, że wszystkie firmy przeszły automatycznie na czterodniowy tydzień pracy. Uczestnicy mogli dobrać model do specyfiki działalności. Większość stopniowo ogranicza liczbę godzin w tygodniu, część testuje cztery dni pracy, a inni pracodawcy przyznają dodatkowe dni wolne.
Pierwsze efekty: firmy działają normalnie, pensje zostały bez zmian
Pod koniec października Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło pierwsze doświadczenia uczestników programu. Z komunikatu wynika, że projekty są prowadzone zgodnie z harmonogramem.
Co najważniejsze, uczestniczące organizacje nie zgłosiły dotychczas negatywnych zmian w funkcjonowaniu, zachowały stabilną sytuację finansową i nie mają problemów z terminowością. W najnowszym podsumowaniu resortu pracy wskazano jednak również na „obiektywne wyzwania związane z organizacją czasu pracy w nowej formule”.
To istotne, ponieważ jednym z głównych argumentów przeciwników skracania tygodnia pracy jest ryzyko spadku produktywności, opóźnień i wzrostu kosztów. Na obecnym etapie pilotażu resort nie informuje o takim zjawisku.
Nie oznacza to jednak jeszcze, że krótszy tydzień pracy można uznać za sukces w całej gospodarce. Ministerstwo nie opublikowało szczegółowych wskaźników produktywności dla poszczególnych przedsiębiorstw ani pełnego porównania wyników przed i po skróceniu czasu pracy.
Cztery dni pracy nie są jedynym rozwiązaniem
Pilotaż ma odpowiedzieć także na pytanie, jaki sposób skracania czasu pracy najlepiej sprawdza się w różnych branżach. Zupełnie inne możliwości ma firma świadcząca usługi biurowe, inne urząd, a jeszcze inne przedsiębiorstwo prowadzące działalność wymagającą ciągłej obsługi klientów.
„Nie ma jednego słusznego modelu skracania czasu pracy. Rozwiązania muszą być szyte na miarę i dostosowane do konkretnych branż” – mówiła ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, przedstawiając założenia programu.
Pracodawcy uczestniczący w pilotażu muszą utrzymać wynagrodzenia objętych nim osób na poziomie co najmniej takim jak przed rozpoczęciem programu. Nie mogą również pogorszyć warunków pracy i płacy, a zatrudnienie musi być utrzymywane na poziomie przynajmniej 90 proc. stanu wskazanego we wniosku.
Państwo finansuje część kosztów eksperymentu. Maksymalna wartość wsparcia dla jednego projektu wynosi 1 mln zł, ale nie więcej niż 20 tys. zł na jednego pracownika. Średnie dofinansowanie przekroczyło pół miliona zł na uczestniczący podmiot.
Ostateczny test dopiero przed nami
Najważniejsza część pilotażu nadal trwa. Do końca 2026 roku firmy mają pracować według modeli zakładających redukcję czasu pracy o co najmniej 20 proc. To właśnie ten etap powinien lepiej pokazać, czy możliwe jest utrzymanie produktywności przy znacznie krótszym czasie pracy.
Ministerstwo zbiera ankiety zarówno od pracodawców, jak i pracowników. Analizowany ma być m.in. wpływ zmian na efektywność, dobrostan zatrudnionych i funkcjonowanie organizacji.
Etap podsumowania zakończy się najpóźniej 15 maja 2027 roku. Dopiero wtedy uczestnicy mają przekazać sprawozdania końcowe, które pozwolą ocenić rezultaty całorocznego testu.
Pierwsze obserwacje pokazują więc, że krótsza praca nie doprowadziła dotąd do problemów, których część przedsiębiorców się obawiała. Najtrudniejszym sprawdzianem będzie jednak utrzymanie wyników przez dłuższy czas przy 20-procentowym ograniczeniu godzin. Od rezultatów może zależeć dalsza dyskusja nad tym, czy rozwiązania testowane przez 78 pracodawców mogą zostać wykorzystane szerzej na polskim rynku pracy.
Czytaj także:
54 proc. Polaków zrobi coś nieuczciwego na polecenie szefa. Ze strachu przed utratą pracy
Rosja straciła 2,5 tys. żołnierzy w jeden dzień. Ukraina mówi o rekordzie
Spór wokół Trybunału Konstytucyjnego osłabił złotego. Poziom niewidziany od 3 lat



