- 4 listopada kończy się kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego, po jego odejściu zarząd będzie miał mniej członków niż wymaga ustawa.
- Na kontrasygnatę premiera czekają nominacje czterech kandydatów przedstawionych przez prezydenta Karola Nawrockiego.
- Część prawników i polityków ostrzega, że uchwały zarządu w niepełnym składzie mogą być kwestionowane, choć nie oznacza to automatycznego paraliżu RPP.
W środę NBP może spaść poniżej ustawowego minimum
Spór sprowadza się obecnie do jednej konkretnej daty. 4 listopada kończy się sześcioletnia kadencja Adama Lipińskiego, obecnego wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego.
Zgodnie z ustawą o Narodowym Banku Polskim w skład zarządu wchodzi prezes NBP jako przewodniczący oraz od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Po odejściu Lipińskiego, jeżeli nie dojdzie do żadnej nowej nominacji, poza Adamem Glapińskim pozostanie pięciu członków zarządu. To mniej, niż przewiduje art. 17 ustawy.
Problem opisuje również TVN24 Biznes. Stawką nie jest wyłącznie obsadzenie jednego stanowiska. Powstaje pytanie, czy organ działający w składzie mniejszym od ustawowego minimum może skutecznie podejmować wszystkie przypisane mu decyzje.
Podobne obawy wyrażał wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski. „Szykuje nam się paraliż Narodowego Banku Polskiego” – mówił w TVN24, argumentując, że problem może dotyczyć zdolności zarządu do podejmowania wiążących decyzji.
Cztery nazwiska czekają na podpis premiera
Kandydatów do uzupełnienia zarządu nie brakuje. Prezydent Karol Nawrocki ponownie przekazał premierowi do kontrasygnaty postanowienia dotyczące powołania czterech osób: Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego. Informowała o tym Kancelaria Prezydenta.
Członków zarządu NBP powołuje prezydent na wniosek prezesa banku centralnego. W przeciwieństwie jednak do części innych prezydenckich kompetencji nominacja do zarządu NBP wymaga kontrasygnaty premiera.
Wnioski w tej sprawie były już wcześniej przesyłane do Donalda Tuska. W maju wróciły bez podpisu. W październiku procedurę rozpoczęto ponownie. Na dwa dni przed upływem kadencji Lipińskiego rozstrzygnięcia nadal nie ma.
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański powiedział 2 listopada, że chciałby, aby kwestia składu zarządu została uporządkowana. „Ja bym wolał, aby kwestia zarządu NBP została uregulowana. To nie są moje decyzje. To jest decyzja premiera, z którym będę o tym rozmawiał” – powiedział Domański w RMF FM, cytowany przez Bankier.pl.
Co oznaczałby „paraliż” NBP?
Sformułowanie o paraliżu nie oznacza, że 5 listopada bank centralny przestałby funkcjonować, banknoty straciłyby ważność albo nie można byłoby ustalać stóp procentowych. Problem jest bardziej złożony i dotyczy przede wszystkim statusu decyzji podejmowanych przez zarząd działający poniżej ustawowej liczby członków.
Zakres kompetencji tego organu jest szeroki. Zarząd realizuje uchwały Rady Polityki Pieniężnej, odpowiada za zadania dotyczące polityki kursowej, nadzoruje operacje otwartego rynku, analizuje stabilność systemu finansowego i funkcjonowanie sektora bankowego. Uchwala również plan finansowy NBP, sprawozdania oraz zasady organizacji banku.
Część prawników wskazuje, że w przypadku niepełnego składu może powstać przestrzeń do kwestionowania uchwał zarządu. Dr hab. Iwona Gębusia oceniała w rozmowie z XYZ, że organ menedżerski może zostać uznany za „gremium kadłubowe”.
Nie ma jednak jednej bezspornej interpretacji wskazującej, że wszystkie działania NBP automatycznie stałyby się nieważne. Niepewność prawna może być sama w sobie problemem, zwłaszcza dla instytucji, której wiarygodność ma znaczenie dla rynku finansowego, banków oraz złotego.
RPP nadal może podejmować decyzje o stopach
Trzeba jednocześnie odróżnić zarząd NBP od Rady Polityki Pieniężnej. To RPP odpowiada za ustalanie poziomu stóp procentowych. Samo zejście zarządu poniżej ustawowej liczebności nie oznacza więc automatycznie, że Rada przestaje istnieć lub nie może głosować nad stopami.
Właśnie 3 i 4 listopada odbędzie się posiedzenie RPP. Rynek nie oczekuje obecnie zmiany stóp, a stopa referencyjna NBP wynosi 3,75 proc. W tym samym czasie bank opublikuje nową projekcję inflacji i PKB.
Problem zaczyna się tam, gdzie decyzje RPP wymagają dalszych działań i obsługi ze strony struktur banku centralnego. Dlatego nawet bez bezpośredniego zatrzymania polityki pieniężnej długotrwały spór o legalność działania zarządu mógłby zwiększyć niepewność wokół całej instytucji.
Najpierw TK, teraz NBP. Kolejny spór dopiero nadchodzi
Porównanie obecnej sytuacji z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego ma przede wszystkim charakter polityczny. Oba spory mają inne podstawy prawne i nie można traktować ich jako identycznych.
Takie zestawienie pojawia się jednak w wypowiedziach przedstawicieli Kancelarii Prezydenta. Paweł Szefernaker przekonywał 16 października, że również w przypadku NBP dochodzi do konfliktu dotyczącego niezależności konstytucyjnego organu państwa. To stanowisko strony prezydenckiej, któremu obóz rządzący przeciwstawia własną interpretację praw i obowiązków premiera przy udzielaniu kontrasygnaty.
Na tym konflikt wokół banku centralnego może się nie skończyć. W drugiej połowie listopada Sejm ma zająć się wnioskiem dotyczącym postawienia Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Również wokół tej procedury trwa spór prawny dotyczący wymaganej większości oraz ewentualnych konsekwencji dla prezesa NBP.
Najbliższym testem jest jednak 4 listopada. Jeżeli do końca kadencji Adama Lipińskiego nie pojawi się przynajmniej jedna skuteczna nominacja, od następnego dnia zarząd Narodowego Banku Polskiego będzie działał w składzie mniejszym niż przewiduje ustawa.
Czytaj także:
54 proc. Polaków zrobi coś nieuczciwego na polecenie szefa. Ze strachu przed utratą pracy
Rosja straciła 2,5 tys. żołnierzy w jeden dzień. Ukraina mówi o rekordzie
Spór wokół Trybunału Konstytucyjnego osłabił złotego. Poziom niewidziany od 3 lat



