- Liczba głosów miałaby zależeć od wysokości zapłaconego podatku dochodowego.
- Osoby płacące co najmniej 500 tys. dolarów kanadyjskich podatku otrzymałyby pięć głosów.
- Tobi Lütke poparł pomysł i osobno zaproponował pozbawienie praw wyborczych emerytów.
Prawa wyborcze zależne od podatku
Kontrowersyjna dyskusja rozpoczęła się w mediach społecznościowych. Eric Thor, były menedżer jednego z największych kanadyjskich banków – TD Bank – zaproponował system, w którym prawa wyborcze byłyby uzależnione od wysokości płaconego podatku dochodowego.
Osoby, które nie zapłaciły podatku, nie otrzymywałyby żadnego głosu. Podatnikom odprowadzającym do 100 tys. dolarów kanadyjskich przysługiwałby jeden głos, a liczba głosów rosłaby wraz z obciążeniem podatkowym. Najbogatsi, płacący co najmniej 500 tys. dolarów kanadyjskich rocznie, mogliby zagłosować pięć razy.
Tobi Lütke odpowiedział na tę propozycję krótko:
„Dobry system” – napisał szef Shopify.
To istotne doprecyzowanie: miliarder nie był autorem całego podatkowego systemu wyborczego, ale jednoznacznie go poparł. W praktyce rozwiązanie oznaczałoby, że wpływ obywatela na władzę zależałby od jego dochodów i kwoty przekazywanej fiskusowi.
Miliarder chce odebrać głos także emerytom
Lütke przedstawił również własny postulat. Jego zdaniem osoby korzystające z zagwarantowanej emerytury stają się zależne od państwa, dlatego nie powinny decydować w wyborach. Porównał je do niepełnoletnich pozostających na utrzymaniu rodziców.
Prezes Shopify stwierdził, że emeryci powinni pozostawić podejmowanie decyzji ludziom, którzy – w jego ocenie – mają większy interes w przyszłości. Pomysł wywołał szczególne oburzenie, ponieważ świadczenia emerytalne nie są zwykłym prezentem od państwa. Są finansowane ze składek oraz podatków odprowadzanych przez pracowników przez wiele lat.
Kanadyjskie i amerykańskie media zwracają uwagę, że przyjęcie podobnych zasad odebrałoby prawa wyborcze nie tylko osobom ubogim. Głosu mogliby zostać pozbawieni również emeryci, studenci, rodzice korzystający z ulg podatkowych, opiekunowie osób zależnych oraz pracownicy o niższych dochodach, których podatek został wyzerowany przez legalne odliczenia.
Pomysł wywołał burzę w Kanadzie
Propozycję uznano za sprzeczną z podstawowymi zasadami demokracji. Krytycy wskazują, że najbogatsi już teraz mają znacznie większe możliwości wpływania na politykę poprzez finansowanie kampanii, lobbing, dostęp do decydentów i kontrolowanie dużych firm.
John Beebe, dyrektor Democratic Engagement Exchange na Toronto Metropolitan University, ocenił, że sama sugestia odbierania prawa głosu ze względu na dochody lub podatki pogłębia cynizm i jest destrukcyjna dla demokracji. Jego zdaniem wypowiedź pokazuje również oderwanie części najbogatszych przedsiębiorców od codziennych problemów zwykłych obywateli.
Krytycy przypomnieli też, że Shopify intensywnie angażuje się w działalność lobbystyczną. Lütke jest związany z organizacją Build Canada, skupiającą wpływowych przedstawicieli sektora technologicznego i zabiegającą o zmiany w polityce państwa. Miliarder wcześniej wyrażał również sympatię wobec Elona Muska i części poglądów Donalda Trumpa.
Takie prawa wyborcze byłyby niezgodne z konstytucją
Dyskusja dotyczy na razie wpisów w mediach społecznościowych. Nie jest to projekt ustawy ani oficjalna propozycja którejkolwiek z głównych kanadyjskich partii. Wprowadzenie takiego systemu napotkałoby ponadto fundamentalną przeszkodę prawną.
Artykuł 3 Kanadyjskiej Karty Praw i Swobód stanowi, że każdy obywatel Kanady ma prawo głosować w wyborach do Izby Gmin oraz parlamentów prowincji. Prawo to ma gwarantować obywatelom możliwość odgrywania rzeczywistej roli w procesie wyborczym.
Kanadyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że odebranie praw wyborczych określonym grupom obywateli stanowi bezpośrednie ograniczenie konstytucyjnej gwarancji. Co więcej, artykułu 3 nie można czasowo wyłączyć za pomocą tzw. klauzuli derogacyjnej, pozwalającej władzom zawieszać część innych praw zapisanych w Karcie.
System dający bogatym kilka głosów naruszałby również zasadę względnej równości siły głosu. Chociaż kanadyjskie prawo dopuszcza pewne różnice wynikające na przykład z geografii okręgów wyborczych, nie pozwala zwiększać politycznego znaczenia obywatela ze względu na jego majątek.
Powrót do cenzusu majątkowego
Prawa wyborcze uzależnione od posiadanego majątku lub wysokości podatków nie są nowym pomysłem. Podobne rozwiązania funkcjonowały w XIX wieku, gdy możliwość głosowania przysługiwała przede wszystkim zamożnym mężczyznom.
Jednym z przykładów był pruski trójklasowy system wyborczy. Obywateli dzielono według wysokości płaconych podatków, a najbogatsza grupa uzyskiwała nieproporcjonalnie duży wpływ na wybór przedstawicieli. System obowiązywał do 1918 roku i służył utrzymaniu politycznej przewagi elit.
Współczesna demokracja opiera się na odwrotnej zasadzie: jeden obywatel ma jeden głos niezależnie od dochodów, podatków, zawodu czy posiadanego majątku. Propozycja poparta przez szefa Shopify oznaczałaby formalne przyznanie najbogatszym większej władzy politycznej niż pozostałym obywatelom.
Czytaj także:
Alarm na rynku pracy. Niepokojący wzrost wskaźnika prognozującego bezrobocie
Rekordowa liczba upadłości konsumenckich w Polsce. Wzrost o 25 proc.
10 tys. nadmiarowych zgonów rocznie. To koszt niedofinansowania służby zdrowia



