• Zaufanie do Mychajła Fedorowa wzrosło w tydzień z 35 do 65 proc.
  • Aż 72 proc. ankietowanych nie poparło odwołania ministra obrony.
  • W hipotetycznych wyborach prezydenckich nadal prowadzi Wołodymyr Zełenski.

Fedorow wyprzedził Zełenskiego w rankingu zaufania

Wyniki badania przeprowadzonego 20 i 21 lipca przez ukraińską Rating Group pokazują, jak duże polityczne konsekwencje może mieć decyzja o odwołaniu popularnego ministra. Jeszcze tydzień wcześniej zaufanie do Mychajła Fedorowa deklarowało 35 proc. respondentów. Obecnie jest to już 65 proc.

Oznacza to wzrost aż o 30 pkt proc. w ciągu kilku dni. Fedorow znalazł się na drugim miejscu w rankingu zaufania, wyprzedzając między innymi szefa administracji prezydenta Kyryła Budanowa, któremu ufa 62 proc. badanych, oraz Wołodymyra Zełenskiego z wynikiem 59 proc.

Liderem zestawienia pozostaje były naczelny dowódca ukraińskiej armii i obecny ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii Wałerij Załużny. Ufa mu 70 proc. ankietowanych. Dalej znaleźli się bokser Ołeksandr Usyk z wynikiem 54 proc., były dowódca armii Ołeksandr Syrski z rezultatem 23 proc. oraz były prezydent Petro Poroszenko, któremu ufa 21 proc. badanych.

Ukraińcy nie zaakceptowali decyzji Zełenskiego

Mychajło Fedorow został odwołany ze stanowiska ministra obrony 16 lipca, po zaledwie sześciu miesiącach urzędowania. Dymisja była częścią szerokiej rekonstrukcji rządu, ale spotkała się z wyjątkowo gwałtowną reakcją społeczną.

Według sondażu 72 proc. Ukraińców nie popiera zwolnienia Fedorowa. Decyzję zaakceptowało tylko 5 proc. respondentów, 17 proc. zadeklarowało obojętność, a 6 proc. nie potrafiło zająć stanowiska.

Po odwołaniu ministra tysiące ludzi wyszły na ulice Kijowa, Lwowa i innych miast. Demonstranci domagali się przywrócenia Fedorowa oraz dymisji naczelnego dowódcy armii Ołeksandra Syrskiego. Były minister oskarżał kierownictwo sił zbrojnych o blokowanie reform, biurokrację i stosowanie przestarzałych, wywodzących się z czasów sowieckich metod zarządzania.

Zełenski tłumaczył, że konflikt między resortem obrony a dowództwem armii uniemożliwiał dalszą współpracę.

„W takiej sytuacji trzeba wybrać jedną albo drugą stronę” – mówił ukraiński prezydent, broniąc swojej decyzji.

Początkowo Zełenski opowiedział się po stronie Syrskiego. Pod wpływem protestów zdecydował się jednak na kolejną zmianę. 21 lipca odwołał naczelnego dowódcę armii, zastępując go generałem Mychajłem Drapatym. Fedorow otrzymał natomiast propozycję powrotu do rządu i objęcia stanowiska związanego z rozwojem technologii państwowych. Nie wiadomo jeszcze, czy ją przyjmie.

Zełenski nadal prowadzi w wyborczym sondażu

Wyniki rankingu zaufania nie oznaczają, że Fedorow stał się faworytem przyszłych wyborów prezydenckich. To dwa różne wskaźniki, a odpowiedzi ankietowanych dotyczące głosowania przedstawiają inną sytuację.

Gdyby pierwsza tura wyborów prezydenckich odbyła się obecnie, na Wołodymyra Zełenskiego zagłosowałoby 22,3 proc. respondentów. Drugie miejsce z wynikiem 14,9 proc. zająłby Wałerij Załużny, a Mychajło Fedorow otrzymałby 13,4 proc. głosów.

Kolejne miejsca zajęliby Kyryło Budanow z wynikiem 7,2 proc., Ołeksandr Usyk z poparciem 5,9 proc. oraz Petro Poroszenko, na którego chciałoby zagłosować 4,6 proc. badanych.

Sondaż pokazuje jednak, że Fedorow w ciągu kilku dni wyrósł na jedną z najważniejszych postaci ukraińskiej sceny politycznej. Odwołanie ze stanowiska, zamiast osłabić jego pozycję, przyniosło mu gwałtowny wzrost rozpoznawalności i społecznego zaufania. Dla Zełenskiego jest to ostrzeżenie, że personalne decyzje podejmowane podczas wojny mogą natychmiast przełożyć się na polityczne notowania.

Badanie przeprowadzono telefonicznie na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych mieszkańców Ukrainy, z wyłączeniem terytoriów okupowanych i obszarów pozbawionych ukraińskiej łączności komórkowej. Maksymalny błąd oszacowania wynosi 3,1 proc. Ankietę zakończono jeszcze przed pojawieniem się informacji o odwołaniu Ołeksandra Syrskiego.

Czytaj także:

Sklepy zastąpiły ludzi chatbotami. 59 proc. klientów zrezygnowało przez to z zakupów

Szef AstraZeneki chce, by w Polsce podniesiono składkę zdrowotną. Aż o 44 proc.

Wygrali ze skarbówką 227 spraw. Firma i tak upadła, ponad tysiąc osób straciło pracę