• W obwodzie królewieckim przeprowadzono test procedur potrzebnych do mobilizacji mieszkańców.
  • Kreml nie podjął ostatecznej decyzji, ale przygotowania mają trwać także w innych regionach Rosji.
  • Wołodymyr Zełenski ocenia, że nowy pobór może objąć nawet 300 tys. osób i nastąpić po wrześniowych wyborach.

Królewiec sprawdza procedury mobilizacyjne

W lipcu rosyjscy oficerowie przylecieli z Petersburga do obwodu królewieckiego, aby nadzorować przygotowania na wypadek mobilizacji miejscowej ludności. Jak wynika z ustaleń zachodnich służb opisanych przez „The Wall Street Journal”, sprawdzano między innymi możliwości zakwaterowania, wyżywienia i uzbrojenia nowych żołnierzy.

Ćwiczenie w rosyjskiej eksklawie, położonej między Polską, Litwą i Morzem Bałtyckim, miało być jednym z wielu przeprowadzanych w całym kraju. Jego celem było sprawdzenie, czy administracja i armia będą w stanie przyjąć dużą liczbę rezerwistów, jeśli władze w Moskwie zdecydują o kolejnym poborze.

Sama obecność oficerów i testowanie procedur nie oznaczają, że rozkaz mobilizacji już zapadł. Pokazują jednak, że rosyjskie władze chcą mieć przygotowaną infrastrukturę oraz plan działania. Królewiec ma w tym przypadku szczególne znaczenie ze względu na swoje położenie i silne nasycenie obiektami wojskowymi.

Mobilizacja w Rosji dopiero po wyborach?

Według źródeł zachodniego wywiadu, na które powołuje się amerykański dziennik, Kreml nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. Ewentualne ogłoszenie nowego poboru jest mało prawdopodobne przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na końcówkę września. Mobilizacja byłaby politycznie ryzykowna i mogłaby zwiększyć niezadowolenie społeczne.

Podobny scenariusz przedstawia strona ukraińska. Wołodymyr Zełenski już 11 sierpnia informował, że ukraiński wywiad wojskowy przedstawił mu raport o rosyjskich przygotowaniach. „Przygotowują ją na jesień, właśnie po imitacji wyborów parlamentarnych”, powiedział prezydent Ukrainy w oficjalnym wystąpieniu opublikowanym przez jego kancelarię.

Zełenski twierdził również, że do końca roku Rosja może szybko powołać kilkaset tysięcy osób, a następnie przeprowadzić kolejny pobór w następnym roku. Są to informacje strony ukraińskiej, których Moskwa nie potwierdziła. Nie przedstawiono też publicznie dokumentów pozwalających niezależnie zweryfikować pełną skalę przygotowań.

Nawet 300 tys. nowych żołnierzy dla Donbasu

Według informacji przekazanych przez Forsal nowa fala poboru mogłaby objąć nawet 300 tys. osób. Decyzja miałaby zależeć przede wszystkim od sytuacji na froncie oraz zdolności rosyjskiej armii do uzupełniania strat poprzez nabór żołnierzy kontraktowych.

Głównym kierunkiem wykorzystania dodatkowych sił miałby pozostać Donbas. Zełenski ocenia, że rosyjskie dowództwo chce do końca roku zająć całe obwody doniecki i ługański. Jego zdaniem realizacja tego planu w zakładanym terminie nie jest możliwa, a działania na tym odcinku generują największe straty rosyjskich wojsk.

Rosja może potrzebować nowych żołnierzy nie tylko do prowadzenia kolejnych szturmów, ale także do zastępowania rannych i zabitych oraz utrzymywania już zajętych terenów. Sam wzrost liczby powołanych nie gwarantuje jednak przełomu. O skuteczności jednostek decydują również poziom wyszkolenia, wyposażenie, logistyka, dowodzenie oraz zdolność działania w warunkach intensywnego wykorzystania dronów.

Nowy pobór byłby kosztowny dla gospodarki

Ostatnią formalną częściową mobilizację Władimir Putin ogłosił 21 września 2022 roku. Od tego czasu Rosja koncentrowała się przede wszystkim na naborze kontraktowym, oferując wysokie premie oraz wynagrodzenia. Nowa fala przymusowego poboru mogłaby ponownie wywołać odpływ części pracowników i pogłębić problemy kadrowe w przemyśle, transporcie oraz usługach.

Skutki odczułby również budżet. Według szacunków przytoczonych przez Forsal powołanie 300 tys. osób mogłoby kosztować ponad 700 mld rubli rocznie. Po uwzględnieniu dodatkowych świadczeń, wyposażenia i innych wydatków całkowity koszt mógłby przekroczyć bilion rubli.

To obciążenie nie ograniczałoby się do żołdu. Armia musiałaby zapewnić nowym jednostkom zakwaterowanie, transport, szkolenie, broń, umundurowanie i opiekę medyczną. Właśnie te elementy miały być sprawdzane podczas ćwiczeń w obwodzie królewieckim.

Co przygotowania w Królewcu oznaczają dla Polski?

Dla Polski i Litwy istotne jest przede wszystkim położenie obwodu królewieckiego. To rosyjska eksklawa granicząca bezpośrednio z dwoma państwami NATO. Testowanie tam procedur mobilizacyjnych będzie więc uważnie obserwowane pod kątem zmian liczebności jednostek, transportów wojskowych i rozbudowy zaplecza logistycznego.

Nie ma jednak podstaw, by sam test traktować jako dowód przygotowań do ataku na państwa Sojuszu. Dostępne informacje dotyczą sprawdzania zdolności do mobilizacji mieszkańców i potencjalnego uzupełniania rosyjskich sił walczących przeciwko Ukrainie.

Najważniejszym sygnałem będzie ewentualne wydanie oficjalnego dekretu, rozpoczęcie masowego wysyłania wezwań oraz zwiększenie transferów budżetowych do regionów. Do czasu takich decyzji przygotowania w Królewcu pozostają poważnym sygnałem ostrzegawczym, ale nie są jeszcze potwierdzeniem rozpoczęcia nowej mobilizacji.

Czytaj także:

PKO BP chce zarządzać majątkiem najbogatszych. Próg wejścia to milion zł

Praca w Polsce tylko z wizą. Zmiany obejmują trzy narodowości

Banki poluzowały kredyty dla singli. Rodziny trzeci miesiąc tracą zdolność kredytową