• Budżet na 2027 rok zakłada 695 mld zł dochodów, 977,6 mld zł wydatków i 282,6 mld zł deficytu.
  • Państwowy dług publiczny może przy pełnym wykorzystaniu limitów osiągnąć około 55,9 proc. PKB.
  • Przekroczenie ustawowego progu 55 proc. PKB uruchomiłoby procedury ostrożnościowe i wymusiło zdecydowaną konsolidację finansów.

Budżet na 2027 rok z deficytem 282,6 mld zł

Rząd przyjął projekt budżetu państwa na przyszły rok pod koniec sierpnia. Według informacji Ministerstwa Finansów dochody mają wynieść 695 mld zł, a wydatki 977,6 mld zł. Deficyt budżetowy został zaplanowany na 282,6 mld zł.

To o blisko 11 mld zł więcej niż limit deficytu zapisany w budżecie na 2026 r., który wynosi 271,7 mld zł. Minister finansów Andrzej Domański podał również, że deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych, liczony według metodologii unijnej, ma w 2027 r. wynieść 7,1 proc. PKB.

Jednocześnie rząd zakłada realny wzrost gospodarczy o 3 proc. i średnioroczną inflację na poziomie 2,8 proc. Wydatki na obronność mają przekroczyć 4,5 proc. PKB, a na ochronę zdrowia państwo chce przeznaczyć o 26,3 mld zł więcej niż w 2026 r.

Dług może przekroczyć ustawowy próg 55 proc. PKB

Największe obawy dotyczą jednak nie samej nominalnej wielkości deficytu, lecz tempa wzrostu zadłużenia. Z wyliczeń opartych na projekcie budżetu wynika, że przy pełnym wykorzystaniu dopuszczonych limitów państwowy dług publiczny mógłby w 2027 r. osiągnąć około 2,46 bln zł, czyli 55,9 proc. PKB.

To istotne, ponieważ 55 proc. PKB jest ustawowym progiem ostrożnościowym, zapisanym w ustawie o finansach publicznych. Nie należy go mylić z konstytucyjnym limitem długu, który wynosi 60 proc. PKB.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w Polsce funkcjonują dwie miary zadłużenia. Państwowy dług publiczny według krajowej metodologii jest niższy od długu sektora general government liczonego według zasad unijnych. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. pierwsza z tych miar wynosiła około 50,6 proc. PKB, podczas gdy unijna przekraczała już 60 proc. PKB.

Rada Fiskalna: potrzebne jest rzeczywiste ograniczenie deficytu

Rada Fiskalna już przed przedstawieniem projektu budżetu zwracała uwagę na pogarszającą się sytuację finansów publicznych. Jej przewodniczący Sławomir Dudek podkreślał, że rząd nie powinien ograniczać się do poprawiania wskaźników wynikających z metod księgowych.

„Projekt budżetu na 2027 r. powinien zakładać rzeczywiste zmniejszenie deficytu sektora finansów publicznych” – oceniał Sławomir Dudek, przewodniczący Rady Fiskalnej.

Rada wcześniej wskazywała również, że w rządowych dokumentach brakuje dostatecznie szczegółowego planu działań na wypadek przekroczenia progu 55 proc. PKB. Zwracała uwagę, że ewentualne działania naprawcze same miałyby wpływ na wzrost gospodarczy i dlatego powinny być uwzględniane w prognozach.

Próg zostaje przekroczony w niemal wszystkich analizowanych wariantach ryzyka, m.in. przy założeniu niewystąpienia tzw. naturalnych oszczędności w oczekiwanej wysokości. W projekcie nie zapewniono odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa” – czytamy w komunikacie Rady Fiskalnej.

Co się stanie po przekroczeniu 55 proc. PKB?

Przekroczenie ustawowego progu nie oznacza automatycznie niewypłacalności państwa. Uruchamia jednak mechanizmy, których celem jest zahamowanie dalszego wzrostu zadłużenia.

Kolejny projekt budżetu musiałby zostać skonstruowany w taki sposób, aby relacja długu do PKB zaczęła spadać. W praktyce oznaczałoby to konieczność ograniczenia wydatków, zwiększenia dochodów podatkowych albo zastosowania obu rozwiązań jednocześnie.

Skala potrzebnego dostosowania mogłaby być duża. Sam planowany deficyt budżetu państwa na 2027 r. przekracza 282 mld zł. Jednocześnie państwo finansuje rekordowe wydatki na obronność, rosnące nakłady na ochronę zdrowia i programy społeczne, z których znaczna część ma charakter trudny do szybkiego ograniczenia. Dlatego szybka konsolidacja mogłaby oznaczać trudny wybór pomiędzy ograniczeniem części wydatków a zwiększeniem wpływów do budżetu.

2027 rok może być kluczowy dla polskich finansów

Sam projekt budżetu nie przesądza jeszcze, że próg 55 proc. zostanie przekroczony. Ostateczny poziom zadłużenia będzie zależał między innymi od wykonania budżetu, tempa wzrostu PKB, inflacji, kosztów obsługi długu oraz potrzeb pożyczkowych państwa.

Ryzyko jest jednak coraz większe. Zbliżenie się krajowej miary długu do ustawowego bezpiecznika ogranicza przestrzeń na kolejne kosztowne programy i wymusza coraz poważniejszą dyskusję o sposobie redukcji deficytu.

Dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw najważniejsze będzie to, w jaki sposób rząd zdecyduje się stabilizować finanse publiczne. W grę mogą wchodzić zarówno zmiany po stronie wydatków, jak i dochodów państwa. Im później rozpocznie się trwała konsolidacja, tym większa może być skala koniecznego dostosowania w kolejnych latach.

Czytaj także:

Ludność Polski ma spaść do 28 mln. W części gmin ubytek przekroczy dwie trzecie

Kawalerki nie są już pewniakiem inwestycyjnym. Zyskują większe lokale

Najwięcej pieniędzy na Ukrainę wciąż płynie z Polski, ale spadek jest widoczny