• W 2025 r. podpisano 561,7 tys. aktów notarialnych obejmujących umowy sprzedaży nieruchomości.
  • Liczba aktów sprzedaży wzrosła o 2,9 proc. rok do roku, mimo spadku w przypadku lokali.
  • Ceny nieruchomości wzrosły o 5,7 proc. na rynku pierwotnym i o 4,2 proc. na rynku wtórnym.

GUS: sprzedaż nieruchomości wzrosła, ale nie wszędzie

Według danych GUS wzrost liczby aktów notarialnych dotyczył prawie wszystkich rodzajów nieruchomości. Wyjątkiem były lokale, gdzie odnotowano spadek o 0,6 proc. To ważny szczegół, bo pokazuje, że ożywienie nie musi oznaczać jednoczesnego wzrostu w segmencie mieszkań. Część aktywności mogła przesuwać się w stronę działek, domów lub innych typów nieruchomości.

W skali całego rynku wynik 561,7 tys. aktów sprzedaży jest jednak sygnałem, że mimo wysokich cen, kosztów kredytu i ostrożności kupujących transakcje nadal dochodzą do skutku. Dla sprzedających oznacza to, że popyt nie zniknął. Dla kupujących: że samo czekanie na wyraźną przecenę nie gwarantuje poprawy sytuacji.

Ceny nadal rosną po obu stronach rynku

Z danych GUS wynika, że w 2025 r. ceny nieruchomości wzrosły ogółem o 4,9 proc. rok do roku. Na rynku pierwotnym wzrost wyniósł 5,7 proc., a na rynku wtórnym 4,2 proc. Oznacza to, że nowe mieszkania i domy drożały szybciej niż nieruchomości z drugiej ręki.

Ten obraz potwierdzają także osobne dane GUS dotyczące lokali mieszkalnych. W pierwszym kwartale 2026 r. ceny mieszkań wzrosły o 2,3 proc. względem czwartego kwartału 2025 r. Na rynku pierwotnym wzrost wyniósł 1,9 proc., a na wtórnym 2,6 proc. Rok do roku lokale mieszkalne były droższe o 6,0 proc., w tym o 6,8 proc. na rynku pierwotnym i o 5,2 proc. na rynku wtórnym.

To oznacza, że rynek wszedł w 2026 r. bez wyraźnego przełamania trendu cenowego. Spadki ofertowe w wybranych miastach lub większa skłonność do negocjacji nie zmieniły głównego obrazu: ceny transakcyjne i statystyczne wskaźniki GUS nadal pokazują wzrost.

Co to oznacza dla kupujących

Dla osób szukających mieszkania najważniejszy wniosek jest prosty: większa liczba ofert nie musi automatycznie oznaczać tańszych zakupów. Rynek może być bardziej płynny, sprzedający mogą częściej negocjować, ale dane roczne nadal pokazują wzrost cen.

W praktyce kupujący muszą liczyć nie tylko cenę metra, ale też całkowity koszt wejścia w transakcję: wkład własny, kredyt, podatek, koszty notarialne, wykończenie lub remont. Przy wysokich cenach nawet kilkuprocentowy wzrost rok do roku oznacza realne kwoty liczone w dziesiątkach tysięcy złotych.

Najtrudniej mają gospodarstwa domowe, które kupują pierwsze mieszkanie i finansują dużą część zakupu kredytem. W ich przypadku wzrost cen działa podwójnie: zwiększa wymagany wkład własny i podnosi kwotę finansowania. Jeżeli rata kredytu pozostaje wysoka, zdolność zakupowa rośnie wolniej niż ceny.

Deweloperzy i sprzedający nadal mają argumenty

Dane o wzroście cen są dobrą informacją dla właścicieli nieruchomości i części deweloperów. Pokazują, że mimo większej podaży w wielu lokalizacjach rynek nie wszedł w fazę szerokiej korekty. Sprzedający nadal mogą argumentować, że ceny nominalne rosną, a popyt wciąż istnieje.

Nie oznacza to jednak pełnej swobody podnoszenia stawek. Kupujący są bardziej selektywni, a różnice między lokalizacjami stają się coraz większe. Najlepiej bronią się nieruchomości dobrze położone, z dostępem do transportu, usług i infrastruktury. Słabsze lokale, mieszkania wymagające dużych nakładów lub oferty przewyższające lokalny poziom cen mogą dłużej czekać na nabywcę.

Rynek nieruchomości staje się więc mniej jednorodny. Dane krajowe pokazują wzrost, ale decyzje kupujących zapadają lokalnie: w konkretnym mieście, dzielnicy, standardzie i budżecie.

Czytaj także:

Polska armia w powijakach. Tylko dwie dywizje gotowe do walki z Rosją

Nieruchomości drożeją, ale sprzedaż wciąż rośnie. Hossa trwa w najlepsze

Przybyło 100 tys. bezrobotnych. Bezrobocie w Polsce rośnie rok do roku