• Jamie Dimon nie kupiłby obecnie całego indeksu S&P 500 ani długoterminowych obligacji skarbowych USA.
  • Jego zdaniem rynki nie doceniają skutków rosnącego zadłużenia, konfliktów zbrojnych i napięć między USA a Chinami.
  • Szef JPMorgan nie neguje potencjału AI, ale uważa, że inwestycje mogą zwracać się znacznie wolniej, niż oczekuje rynek.

Nie zdecydowałby się również na zakup długoterminowego długu amerykańskiego. Dimon uważa, że inwestorzy nie otrzymują wystarczającej rekompensaty za ryzyko związane z inflacją, deficytem budżetowym i narastającym zadłużeniem USA.

„Uważam, że to ryzyko jest prawdopodobnie znacznie większe, niż wydaje się większości ludzi” – powiedział Dimon w rozmowie przytoczonej przez serwis Bankier.pl.

Długoterminowe obligacje bez dużego potencjału

Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych USA znajdowała się w pobliżu 4,6 proc. Zdaniem Dimona nawet gdyby inflacja spadła do celu Rezerwy Federalnej wynoszącego 2 proc., uzasadniony poziom rentowności tych papierów wynosiłby około 4-4,5 proc.

Rentowność obligacji porusza się w przeciwnym kierunku do ich ceny. Jeżeli pozostanie wysoka albo jeszcze wzrośnie, posiadacze wcześniej wyemitowanych papierów mogą nie uzyskać oczekiwanego wzrostu wartości.

Zapytany wprost, czy kupiłby obecnie długoterminowe obligacje amerykańskie, Dimon odpowiedział: „Osobiście nie”.

Bankier zwrócił także uwagę na możliwość powrotu tak zwanych bond vigilantes. Są to inwestorzy, którzy żądają wyższej rentowności za finansowanie państwa, gdy uznają jego politykę budżetową za zbyt ryzykowną. W praktyce oznaczałoby to wzrost kosztów obsługi długu USA.

Akcje są drogie, ale nie wszystkie spółki

Dimon nie powiedział, że żadna akcja nie jest obecnie warta zakupu. Zastrzegł, że analizuje spółki indywidualnie i może znaleźć pojedyncze okazje. Nie kupiłby jednak całego indeksu S&P 500 przy bieżących wycenach.

Różnica jest istotna. Ostrzeżenie nie oznacza automatycznej prognozy krachu ani wezwania do całkowitego wycofania pieniędzy z giełdy. Dimon wskazuje raczej, że ceny wielu aktywów pozostawiają niewielki margines bezpieczeństwa, gdyby sytuacja gospodarcza lub geopolityczna uległa pogorszeniu.

Wśród największych zagrożeń wymienił wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami oraz gwałtownie rosnące wydatki na obronność. Wszystko to odbywa się przy wysokich deficytach budżetowych.

„To możliwe, że rynek wycenia pewne scenariusze, ale nie jest w stanie wycenić tego, co faktycznie się wydarzy” – ocenił szef JPMorgan.

Dimon studzi euforię wokół AI

Osobną część ostrzeżenia poświęcił sztucznej inteligencji. Dimon uważa, że AI przyniesie gospodarce i przedsiębiorstwom realne korzyści, ale rynek może oczekiwać ich zbyt szybko.

Obecne miliardowe inwestycje porównał do początków internetu. Technologia ostatecznie zmieniła świat, lecz wiele firm uznawanych za pierwszych zwycięzców straciło swoją pozycję. Yahoo i Netscape zostały z czasem zastąpione przez przedsiębiorstwa, które rozwinęły się później.

„Czy AI przyniesie zyski w taki sposób i w takim harmonogramie, jakiego oczekujecie? Zdecydowanie nie” – stwierdził Dimon.

Ostrzeżenie nie jest rekomendacją sprzedaży

Słowa prezesa JPMorgan należy traktować jako ocenę ryzyka, a nie jednoznaczną rekomendację inwestycyjną. Dimon wielokrotnie ostrzegał przed zagrożeniami dla rynków, podczas gdy indeksy kontynuowały wzrosty.

Inwestor nie wie, czy przewartościowany rynek skoryguje się za tydzień, za rok, czy przez długi czas będzie rósł mimo wysokich wskaźników. Próba idealnego wyznaczenia szczytu często kończy się zbyt wczesną sprzedażą albo zbyt późnym powrotem na giełdę.

Wypowiedź szefa JPMorgan przypomina jednak, że dobre wyniki spółek i wzrosty indeksów nie eliminują ryzyka. Im wyższe są wyceny, tym bardziej dotkliwa może być reakcja rynku na ponowny wzrost inflacji, stóp procentowych lub napięć geopolitycznych.

Czytaj także:

Sklepy zastąpiły ludzi chatbotami. 59 proc. klientów zrezygnowało przez to z zakupów

Szef AstraZeneki chce, by w Polsce podniesiono składkę zdrowotną. Aż o 44 proc.

Wygrali ze skarbówką 227 spraw. Firma i tak upadła, ponad tysiąc osób straciło pracę