• Przemysław Gacek z Grupy Pracuj ocenia, że firmy coraz częściej rekrutują po to, by zastąpić odchodzących pracowników.
  • Według GUS liczba wolnych miejsc pracy była na koniec I kwartału 2026 roku nieznacznie niższa niż rok wcześniej.
  • W pierwszej połowie roku na Pracuj.pl pojawiło się 387 tys. ofert, więc rynek nie stanął, ale firmy ostrożniej zwiększają zatrudnienie.

Firmy rekrutują, ale często tylko na zwalniane miejsca

Diagnozę polskiego rynku pracy Przemysław Gacek przedstawił w programie „Biznes Klasa”. Jak mówił, przedsiębiorstwa nadal prowadzą rekrutacje, jednak ich charakter zmienił się w porównaniu z okresem szybkiego rozwoju gospodarczego.

„Rekrutują, ale wydaje mi się, że w większości raczej to jest wymiana osób, które gdzieś odchodzą” – powiedział współtwórca Grupy Pracuj.

Według niego od około trzech lat na rynku można mówić o stagnacji. Nie oznacza ona masowych zwolnień czy załamania zatrudnienia. Firmy po prostu znacznie ostrożniej decydują się na powiększanie zespołów.

Jednym z powodów ma być mniejsza liczba dużych projektów inwestycyjnych, które wcześniej tworzyły setki lub tysiące nowych miejsc pracy.

Część usług przeniosła się z Polski do Azji

Gacek wskazuje szczególnie na sektor centrów usług wspólnych. Przez lata Polska była jednym z najważniejszych europejskich miejsc lokalizacji centrów finansowych, księgowych, IT i obsługi biznesowej międzynarodowych korporacji.

Rosnące wynagrodzenia zmieniły jednak część kalkulacji kosztowych. Według współtwórcy Grupy Pracuj część funkcji, które jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu trafiały do Polski, jest obecnie lokowana w Azji.

Nie oznacza to odpływu całego sektora. Polska nadal pozostaje ważnym miejscem dla zaawansowanych usług biznesowych, ale przewaga wynikająca z relatywnie niskich kosztów pracy jest mniejsza niż wcześniej.

Firmy coraz częściej muszą więc konkurować jakością pracowników, kompetencjami i produktywnością, a nie wyłącznie wysokością wynagrodzeń.

Dane GUS potwierdzają ostrożność firm

Oficjalne dane nie pokazują całkowitego zamrożenia rynku pracy, ale potwierdzają, że liczba nowych stanowisk nie rośnie szybko.

Na koniec I kwartału 2026 roku w Polsce było 100,2 tys. wolnych miejsc pracy. Było to o 16,7 proc. więcej niż kwartał wcześniej, ale jednocześnie o 0,8 tys. mniej niż rok wcześniej. GUS wskazał również, że w I kwartale powstało mniej nowych miejsc pracy niż w analogicznym okresie 2025 roku.

W lipcu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było natomiast o 0,8 proc. niższe rok do roku.

Jednocześnie bezrobocie pozostaje stosunkowo niskie. Według BAEL w II kwartale stopa bezrobocia wynosiła 3,2 proc. Powstaje więc sytuacja, w której firmy nie prowadzą masowych redukcji, ale jednocześnie ostrożniej tworzą dodatkowe etaty.

387 tys. ofert pracy w pół roku

O stagnacji nie można jednak mówić jako o całkowitym zatrzymaniu rekrutacji. W serwisie Pracuj.pl pojawiło się 387 tys. ofert pracy. Z usług portalu korzystało rekordowe około 62 tys. aktywnych klientów, a liczba aplikacji kandydatów zwiększyła się o 4,3 proc. rok do roku.

Pokazuje to, że pracownicy nadal zmieniają firmy, a przedsiębiorstwa szukają kandydatów. Różnica dotyczy przede wszystkim skali ekspansji.

Firma, która zastępuje jednego odchodzącego pracownika drugim, generuje ofertę pracy, ale liczba zatrudnionych w gospodarce się od tego nie zwiększa.

Rynek pracy czeka na nowe inwestycje

Dalsza sytuacja będzie więc zależała w dużym stopniu od inwestycji przedsiębiorstw. Jeśli powstaną nowe fabryki, centra usług, magazyny czy projekty technologiczne, firmy będą potrzebowały dodatkowych pracowników. Bez takiego impulsu duża część rekrutacji może nadal polegać przede wszystkim na uzupełnianiu wakatów.

Obecna sytuacja jest nietypowa, ponieważ z jednej strony Polska nadal ma relatywnie niskie bezrobocie, a firmy publikują setki tysięcy ofert. Z drugiej strony dane o zatrudnieniu i nowych miejscach pracy pokazują znacznie mniejszą dynamikę niż w okresach szybkiego rozwoju rynku. To właśnie tę sytuację Przemysław Gacek określa mianem trwającej od około trzech lat stagnacji.

Czytaj także:

ZUS ma 660 mln zł po zmarłych. Po pieniądze sięga tylko co piąty spadkobierca

Polacy ruszyli po mieszkania. Sprzedaż wystrzeliła o 50 proc.

Tajne majątki wiceministrów. Wykorzystują lukę w przepisach