Czterodniowy tydzień pracy w pilotażu. Co dokładnie testuje ministerstwo?

Jak informuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, trwa drugi etap programu „Skrócony czas pracy – to się dzieje!”. W praktyce oznacza to testowanie krótszego czasu pracy w środowisku pracy, bez obniżania pensji i bez pogarszania warunków zatrudnienia.

Program nie ogranicza się wyłącznie do klasycznego modelu czterech dni pracy i trzech dni wolnego. Resort dopuszcza różne rozwiązania: skrócenie dziennego wymiaru pracy, ograniczenie liczby dni pracy w tygodniu albo przyznanie dodatkowych dni wolnych. To ważne, bo inne potrzeby ma urząd, inne firma produkcyjna, a jeszcze inne podmiot usługowy lub organizacja pozarządowa.

Według MRPiPS w naborze do pilotażu wystartowało 1994 przedsiębiorstw i instytucji. Ostatecznie różne formy skróconego czasu pracy testuje 80 podmiotów, w tym 40 firm prywatnych oraz 40 instytucji i spółek publicznych. Program obejmuje łącznie niemal 5 tys. pracowników. Resort określa go jako jeden z największych pilotaży skróconego czasu pracy na świecie.

Dofinansowanie i warunki udziału. Firmy mogły dostać do 1 mln zł

Jednym z kluczowych elementów programu jest wsparcie finansowe dla pracodawców. Zgodnie z informacjami MRPiPS, uczestnicy pilotażu mogli liczyć maksymalnie na 1 mln zł dofinansowania, ale nie więcej niż 20 tys. zł w przeliczeniu na jednego pracownika. Średnia kwota wsparcia wyniosła ponad pół miliona zł.

Warunki udziału były szczegółowe. Pracodawca musiał prowadzić działalność przez co najmniej 12 miesięcy przed złożeniem wniosku, zatrudniać co najmniej 75 proc. pracowników na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania albo spółdzielczej umowy o pracę oraz objąć projektem minimum 50 proc. załogi. Dodatkowo musiał utrzymać zatrudnienie na poziomie nie niższym niż 90 proc. stanu początkowego.

To oznacza, że pilotaż nie jest prostym eksperymentem polegającym na skróceniu tygodnia pracy w zamian za publiczne pieniądze. Firmy i instytucje muszą mierzyć efekty, przekazywać ankiety, składać sprawozdania i wykazać, że krótszy czas pracy nie odbywa się kosztem pracowników. Lista projektów zakwalifikowanych do dofinansowania pokazuje, że w programie są zarówno małe podmioty, jak i większe jednostki publiczne, spółki oraz samorządy.

Mniej godzin, ta sama pensja. To najważniejsza zasada programu

Najważniejszym założeniem pilotażu jest skrócenie czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowego wynagrodzenia. Od stycznia do czerwca 2026 roku pracodawcy mają skracać czas pracy o 10 proc., a w drugiej połowie roku o 20 proc. Warunki zatrudnienia pracowników objętych projektem nie mogą się pogorszyć.

W praktyce oznacza to test odpowiedzi na pytanie, czy organizacja pracy może być bardziej efektywna bez wydłużania czasu spędzanego w firmie. To szczególnie istotne w Polsce, gdzie standardowy czas pracy nadal opiera się na normie 8 godzin dziennie i przeciętnie 40 godzin tygodniowo w pięciodniowym tygodniu pracy. Taką normę opisuje MRPiPS w informacji o ustalaniu i rozliczaniu czasu pracy.

Podczas ogłaszania przygotowań do pilotażu minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła, że „to będzie pierwszy pilotaż skróconego czasu pracy w tej części Europy, pierwszy w naszym regionie, pierwszy na tak szeroką skalę pilotaż w Polsce”. Jak podkreślała, w programie mieli uczestniczyć różni pracodawcy, aby każdy mógł sprawdzić, jaki model sprawdza się w jego organizacji. Wypowiedź tę przywołuje komunikat MRPiPS o starcie prac nad pilotażem.

Dlaczego czterodniowy tydzień pracy wraca w debacie?

Debata o krótszym tygodniu pracy przyspieszyła wraz z rozwojem automatyzacji, pracy zdalnej i narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Zwolennicy zmian argumentują, że część zadań można wykonywać szybciej, a oszczędzony czas powinien przynajmniej częściowo trafić do pracowników. Przeciwnicy wskazują na ryzyko wzrostu kosztów, trudności organizacyjne i problemy branż, w których praca wymaga stałej obsady.

Polska nie jest wyjątkiem. Według danych Eurostatu w 2024 roku osoby pracujące w Unii Europejskiej spędzały w pracy średnio 36 godzin tygodniowo, a Polska należała do państw z jednym z dłuższych tygodni pracy. To ważny kontekst, bo dyskusja o czterodniowym tygodniu pracy nie dotyczy tylko wygody pracowników, lecz także konkurencyjności gospodarki, zdrowia pracujących i jakości zarządzania.

Doświadczenia zagraniczne pokazują, że skrócony czas pracy może działać, ale nie w każdym modelu i nie bez przygotowania. W brytyjskim pilotażu organizowanym przez 4 Day Week Global uczestniczyło 61 firm i około 2900 pracowników. Po zakończeniu testu zdecydowana większość firm deklarowała kontynuację krótszego tygodnia pracy, a uczestnicy raportowali m.in. mniejsze wypalenie i niższy poziom stresu. Wyniki opisuje 4 Day Week Global, choć trzeba pamiętać, że doświadczeń z innych krajów nie da się automatycznie przenieść na polski rynek.

Co dalej z pilotażem skróconego czasu pracy?

Etap testowy potrwa do 31 grudnia 2026 roku. Później przyjdzie czas na podsumowanie danych, ankiet i sprawozdań. Zgodnie z harmonogramem MRPiPS trzeci etap pilotażu ma zakończyć się najpóźniej 15 maja 2027 roku. Do tego czasu realizatorzy projektów mają przekazać resortowi sprawozdania końcowe oraz ankiety pracodawców i pracowników.

Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy czterodniowy tydzień pracy lub inne modele skróconego czasu pracy mają szansę na szersze zastosowanie. Kluczowe będą nie tylko opinie pracowników, ale też dane o efektywności, absencji, rotacji, kosztach i jakości obsługi klientów lub obywateli.

Czytaj także:

Handel MŚP pod kreską. Alarmujące dane z sektora

Deklasacja w nowym rankingu Forbesa. Oto najbogatsi ludzie 2026 roku

Stopa bezrobocia nieznacznie w dół. Są powody do optymizmu?