• Import płytek ceramicznych spoza UE wzrósł w ciągu pięciu lat o około 40 proc.
  • W tym samym czasie krajowa produkcja płytek spadła o 16 proc., a zatrudnienie w zakładach o 22 proc.
  • Branża wskazuje na wysokie koszty energii i regulacji w UE oraz konkurencję cenową producentów z Indii, Chin, Turcji i Ukrainy.

Import materiałów budowlanych rośnie. Płytki pokazują skalę problemu

Rosnąca konkurencja z krajów spoza Unii Europejskiej jest szczególnie widoczna tam, gdzie produkcja wymaga dużych ilości energii. Jak wynika z danych przedstawionych przez agencję Newseria Biznes, problem dotyczy m.in. płytek ceramicznych, ceramiki sanitarnej, szkła, materiałów bitumicznych i części wyrobów metalowych.

Najlepiej skalę zmian pokazuje rynek płytek. W ciągu ostatnich pięciu lat import z państw spoza UE zwiększył się o około 40 proc. W tym samym okresie polska produkcja zmniejszyła się o 16 proc., a zatrudnienie w krajowych zakładach o 22 proc.

Spada także wykorzystanie polskich fabryk. Według danych Polskiej Unii Ceramicznej przytaczanych w raporcie prof. Marka Bryxa ze Szkoły Głównej Handlowej wykorzystanie krajowych mocy produkcyjnych obniżyło się z 77,5 proc. w 2020 r. do 65 proc. w 2025 r. Tymczasem możliwości polskiego przemysłu ceramicznego sięgają około 130 mln mkw. płytek rocznie.

60 proc. importowanych płytek przyjeżdża już spoza Unii

W 2025 r. polskie zakłady wyprodukowały niespełna 85 mln mkw. płytek ceramicznych. Import wyniósł 28,4 mln mkw., z czego aż 17,1 mln mkw. pochodziło z państw nienależących do Unii Europejskiej.

Oznacza to, że około 60 proc. importowanych do Polski płytek pochodzi już spoza UE. Najważniejszymi kierunkami dostaw są Indie, Ukraina, Chiny i Turcja.

Szczególnie silna jest ekspansja producentów indyjskich. Polska pozostaje jednym z największych producentów płytek w Europie, ale zakłady spoza UE mogą oferować produkty po cenach trudnych do osiągnięcia dla firm ponoszących koszty europejskiej polityki energetycznej i klimatycznej.

– Producenci borykają się z rosnącym importem – mówi w rozmowie z Newserią Szymon Firląg, prezes Związku Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa. Jak wskazuje, przewaga konkurentów z państw trzecich wynika przede wszystkim z niższych kosztów produkcji.

Ceramika sanitarna także traci krajową produkcję

Podobny kierunek zmian widać na rynku ceramicznych wyrobów sanitarnych. W 2021 r. polskie zakłady wyprodukowały 85,5 tys. ton takich produktów. Z kolei w 2025 r. było to już tylko 53 tys. ton, czyli około 38 proc. mniej.

W tym samym czasie zaczął rosnąć import. Między 2023 a 2025 r. zwiększył się z 14,7 tys. do 19,9 tys. ton, a więc o około 35 proc.

Branża zwraca uwagę, że nie chodzi wyłącznie o sam poziom cen. Europejscy producenci ponoszą koszty energii, ograniczania emisji CO2, modernizacji zakładów oraz kolejnych wymogów środowiskowych. Firmy działające poza UE nie zawsze są obciążone porównywalnymi kosztami.

Problem wpisuje się w szerszy obraz polskiego handlu zagranicznego. Według najnowszych danych GUS od stycznia do lipca 2026 r. import do Polski wzrósł o 6,4 proc. rok do roku i osiągnął 979,6 mld zł. Eksport zwiększył się o 6 proc., a deficyt handlowy wyniósł 18,6 mld zł.

Fabryka znika, problem zostaje w całej gminie

Spadek krajowej produkcji może mieć konsekwencje wykraczające poza same zakłady. Duże fabryki materiałów budowlanych są często zlokalizowane w mniejszych miejscowościach, gdzie należą do największych pracodawców, płatników podatków i odbiorców usług lokalnych przedsiębiorców.

Ograniczenie produkcji oznacza więc nie tylko mniej miejsc pracy w jednej firmie. Uderza również w transport, podwykonawców, lokalny handel i dochody samorządów. Przedstawiciele branży ostrzegają, że odbudowa zamkniętych mocy produkcyjnych byłaby znacznie trudniejsza niż ich utrzymanie.

Jednym z instrumentów mających wyrównywać warunki konkurencji jest unijny mechanizm CBAM. Jak wyjaśnia Ministerstwo Klimatu i Środowiska, obejmuje on obecnie m.in. cement, stal, aluminium, nawozy, wodór i energię elektryczną. Mechanizm ma ograniczać przewagę towarów produkowanych poza UE bez ponoszenia porównywalnych kosztów emisji CO2.

Nie obejmuje jednak wszystkich materiałów, które zdaniem krajowych producentów są szczególnie narażone na konkurencję importową. Dlatego branża zabiega o rozszerzenie ochrony i bardziej zdecydowaną politykę handlową UE. Stawką jest nie tylko rentowność pojedynczych fabryk, ale utrzymanie w Europie zdolności do produkcji podstawowych materiałów potrzebnych budownictwu.

Czytaj także:

Realne ceny mieszkań spadają. NBP pokazuje zmianę, której nie widać gołym okiem

Inflacja wciąż rośnie, a będzie gorzej. „To jeszcze nie jest szczyt”

Prawie połowa Polaków chce likwidacji systemu kaucyjnego. Sklepy liczą straty