- Ponad 40 proc. badanych obawia się wzrostu bezrobocia w Polsce w ciągu najbliższego roku.
- GUS podał, że stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec kwietnia 2026 r. wyniosła 6,0 proc.
- Inflacja w maju spadła do 3,1 proc. rok do roku, a ceny były o 0,3 proc. niższe niż w kwietniu.
Bezrobocie wraca jako główna obawa konsumentów
Według Interii, która opisuje najnowsze dane o nastrojach konsumenckich, Polacy nie widzą już tak powszechnego wzrostu cen jak wcześniej i lepiej oceniają własną sytuację finansową. Największa obawa przesunęła się jednak w stronę rynku pracy. Ponad 40 proc. badanych wskazuje, że boi się wzrostu bezrobocia w Polsce w ciągu najbliższego roku.
To ważna zmiana w percepcji gospodarstw domowych. Przez ostatnie lata głównym problemem był wzrost cen, szczególnie żywności, energii, usług i kosztów utrzymania mieszkania. Teraz presja inflacyjna słabnie, ale w jej miejsce pojawia się niepokój o stabilność zatrudnienia. Dla konsumenta utrata pracy lub ryzyko zwolnienia ma często większe znaczenie niż sama dynamika cen, bo bezpośrednio wpływa na możliwość spłaty kredytu, opłacenia najmu i planowania większych wydatków.
Z punktu widzenia gospodarki to sygnał ostrzegawczy. Konsumpcja prywatna jest jednym z głównych filarów wzrostu gospodarczego. Nawet jeśli realne dochody rosną, a inflacja spada, obawa przed utratą pracy może ograniczać skłonność do zakupów, inwestycji mieszkaniowych i zaciągania zobowiązań.
Dane GUS: stopa bezrobocia wyniosła 6,0 proc.
Twarde dane z rynku pracy pokazują bardziej złożony obraz niż same nastroje konsumentów. Według GUS stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec kwietnia 2026 r. wyniosła 6,0 proc. To mniej niż w marcu, gdy wskaźnik sięgał 6,1 proc., ale więcej niż rok wcześniej, kiedy w kwietniu 2025 r. stopa bezrobocia wynosiła 5,2 proc.
Krajowa Izba Gospodarcza, komentując bezrobocie rejestrowane w kwietniu 2026 r., wskazała, że liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 934,3 tys. osób. Była o 15,5 tys. niższa niż na koniec marca, ale o 131,6 tys. wyższa niż przed rokiem. To oznacza, że sezonowa poprawa po zimie nie usuwa problemu rocznego pogorszenia.
W praktyce mamy więc dwa równoległe zjawiska. Po pierwsze, wiosną bezrobocie zwykle spada, bo rośnie popyt na pracę sezonową, budownictwo, turystykę i część usług. Po drugie, porównanie z ubiegłym rokiem pokazuje, że rynek pracy nie jest już tak mocny jak wcześniej. Dla gospodarstw domowych ważniejszy może być właśnie ten drugi sygnał, bo pokazuje kierunek zmian, a nie tylko typowy efekt sezonowy.
Inflacja słabnie, ale nie rozwiązuje problemu niepewności
Obawy przed bezrobociem rosną w momencie, gdy dane inflacyjne są wyraźnie łagodniejsze niż w najtrudniejszym okresie wzrostu cen. Według szybkiego szacunku GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2026 r. były o 3,1 proc. wyższe niż rok wcześniej, a w porównaniu z kwietniem spadły o 0,3 proc.
Dla konsumentów to realna ulga psychologiczna. Wolniejszy wzrost cen oznacza większą przewidywalność codziennych wydatków i mniejszą presję na domowe budżety. Nie znaczy jednak, że problem kosztów życia zniknął. Ceny pozostają wyższe niż kilka lat temu, a część usług nadal drożeje szybciej niż towary. Dlatego poprawa nastrojów może być krucha, jeśli gospodarstwa domowe zaczną obawiać się pogorszenia sytuacji na rynku pracy.
Właśnie dlatego bezrobocie może stać się jednym z najważniejszych wskaźników dla oceny kondycji konsumenta w drugiej połowie 2026 r. Przy niskiej inflacji i stabilnych płacach gospodarstwa domowe mogą utrzymywać wydatki. Przy rosnącej niepewności zatrudnienia część konsumentów może jednak odkładać większe zakupy, ograniczać wydatki uznaniowe i zwiększać oszczędności ostrożnościowe.
Co oznacza to dla firm i gospodarki
Dla przedsiębiorstw rosnące obawy o bezrobocie są sygnałem, że nastroje konsumentów nie zależą już wyłącznie od cen. Firmy działające w handlu, usługach, turystyce, gastronomii i sprzedaży dóbr trwałych powinny uważnie obserwować, czy lepsze dane o inflacji przekładają się na realny popyt.
Jeśli rynek pracy pozostanie stabilny, niższa inflacja może wspierać konsumpcję. W takim scenariuszu gospodarstwa domowe będą mniej ostrożne, a firmy mogą korzystać z większej przewidywalności kosztów i popytu. Jeżeli jednak wzrost liczby bezrobotnych okaże się trwalszy, spadek inflacji nie wystarczy do utrzymania dobrych nastrojów.
Dla polityki gospodarczej oznacza to konieczność przesunięcia uwagi. W ostatnich latach najważniejszym tematem była walka z inflacją. Teraz coraz większe znaczenie może mieć jakość miejsc pracy, aktywizacja zawodowa, inwestycje prywatne i zdolność firm do tworzenia nowych etatów. Rynek pracy wciąż jest daleki od kryzysu znanego z poprzednich dekad, ale dane z 2026 r. pokazują, że okres rekordowo niskiego bezrobocia może być trudniejszy do utrzymania.
Czytaj także:
Praca hybrydowa to za mało. Kandydaci wolą w pełni zdalną
Drugi próg podatkowy znacznie w górę? „Skorzysta 2,5 mln Polaków”
FED utrzymał stopy procentowe w USA. Słowa nowego prezesa zmroziły inwestorów

