- Średnia wrześniowa stopa zwrotu WIG20 w latach 1994-2025 wyniosła -2,0 proc., najgorzej spośród wszystkich miesięcy roku.
- Po wzrostowym lipcu i sierpniu WIG20 kończył wrzesień spadkiem w 9 z 11 podobnych przypadków.
- Początek września 2026 nie przyniósł jednak wyraźnej przeceny, a po trzech pierwszych sesjach indeks pozostawał lekko powyżej końca sierpnia.
Wrzesień jest statystycznie najgorszym miesiącem dla WIG20
Jak wynika z analizy Bankier.pl, w latach 1994-2025 średnia stopa zwrotu WIG20 we wrześniu wyniosła -2,0 proc. Był to najsłabszy rezultat spośród wszystkich miesięcy roku. W 18 z 32 analizowanych wrześni indeks kończył miesiąc pod kreską. Częściej spadkowy był jedynie maj, ale to właśnie wrzesień miał najgorszą średnią stopę zwrotu.
Dla porównania, statystycznie najlepszy był kwiecień, który dawał w badanym okresie średnio około 3,5 proc. Kolejny był grudzień – 2,5 proc., a styczeń 2,3 proc. Dane pokazują więc wyraźną sezonowość, choć nie oznaczają, że każdy wrzesień musi kończyć się spadkiem.
Po mocnym lecie statystyka wygląda jeszcze gorzej
Tegoroczny układ jest nietypowy także dlatego, że WIG20 ma za sobą bardzo mocne lato. W lipcu indeks wzrósł o 9,28 proc., a w sierpniu dołożył kolejne 2,6 proc. W sierpniu przekroczył także poziom 4000 pkt i pobił historyczny rekord z 2007 roku. Od początku 2026 roku do końca sierpnia zyskiwał około 26 proc.
Bankier.pl sprawdził, co działo się w przeszłości po sytuacji, gdy zarówno lipiec, jak i sierpień kończyły się wzrostem. W historii WIG20 było 11 takich przypadków. Aż w 9 z nich kolejny miesiąc, czyli wrzesień, przynosił spadek. Tylko dwa razy indeks zdołał utrzymać dodatnią serię: w 2005 i 2013 roku.
„Jesteśmy zatem w statystycznie interesującej sytuacji” – ocenia Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl. Jednocześnie historyczna częstotliwość spadków nie powinna być traktowana jak mechaniczna prognoza. Próba 11 przypadków jest niewielka, a o kierunku rynku decydują również bieżące wyniki spółek, stopy procentowe, dane makroekonomiczne, przepływy kapitału i sytuacja na rynkach zagranicznych.
Początek września 2026 nie potwierdza jeszcze przeceny
Pierwsze sesje miesiąca nie przyniosły jak dotąd wyraźnego załamania. 1 września WIG20 stracił 0,47 proc., ale dzień później wzrósł o 0,40 proc., a 3 września dołożył 0,39 proc. i zakończył sesję na poziomie 4035,53 pkt. W porównaniu z zamknięciem sierpnia oznaczało to niewielki wzrost. Potwierdzają to historyczne notowania WIG20 oraz dane Biura Maklerskiego PKO BP.
To ważne z punktu widzenia inwestorów, bo pokazuje, że sezonowość nie działa automatycznie od pierwszego dnia miesiąca. Historyczny wzorzec może być tłem do oceny ryzyka, ale nie zastępuje analizy bieżącej sytuacji. Szczególnie po tak silnych wzrostach jak w lipcu i sierpniu część uczestników rynku może jednak zdecydować się na realizację zysków, co zwiększa podatność indeksu na korektę w przypadku słabszych danych lub pogorszenia nastrojów za granicą.
Sezonowość to ostrzeżenie, a nie gotowy scenariusz
Wrześniowa słabość giełd nie jest zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla Warszawy. Sezonowość rynków akcji wskazuje, że okres od maja do października historycznie bywał słabszy od miesięcy od listopada do kwietnia. Z tej obserwacji wywodzi się znane giełdowe powiedzenie „sell in May and go away”.
W przypadku GPW tegoroczne statystyki są jednak wyjątkowo wyraziste: wrzesień jest historycznie najsłabszym miesiącem dla WIG20, a po dwóch wzrostowych miesiącach wakacyjnych 9 z 11 analogicznych przypadków kończyło się spadkiem. Z drugiej strony indeks w 2026 roku wielokrotnie łamał wcześniejsze schematy i pozostaje w pobliżu rekordowych poziomów.
Dla inwestorów kluczowe będzie więc nie samo kalendarzowe ryzyko korekty, ale to, czy pojawi się impuls zdolny uruchomić większą realizację zysków. Najbliższe tygodnie pokażą, czy wrześniowa statystyka znów się potwierdzi, czy też WIG20 przełamie jeden z najbardziej znanych sezonowych wzorców na warszawskiej giełdzie.
Czytaj także:
W tych miastach zarabia się najsłabiej. Nawet o połowę mniej niż w Krakowie
Z polskiego rynku pracy zniknie 750 tys. osób. Prawdziwy kryzys dopiero przed nami
Budżetówka zaciska pasa, ale „święte krowy” dostaną większe podwyżki. Są równi i równiejsi?


