- W połowie 2026 roku w Polsce działało prawie 138,8 tys. firm świadczących usługi związane z urodą.
- W ciągu sześciu miesięcy przybyło 6 tys. przedsiębiorstw, w tym 3,7 tys. firm zajmujących się manicure i pedicure.
- Aż 55 proc. firm z branży jest w słabej lub bardzo złej kondycji finansowej.
W Polsce działa już 138,8 tys. salonów urody
Na koniec pierwszego półrocza 2026 roku na polskim rynku funkcjonowało prawie 138,8 tys. firm świadczących usługi związane z urodą. W ciągu sześciu miesięcy ich liczba wzrosła o 6 tys., czyli o 4,5 proc.
Dane Dun & Bradstreet, opisane przez „Rzeczpospolitą”, pokazują wyraźne przyspieszenie. W latach 2024–2025 liczba podobnych działalności zwiększała się zaledwie o 0,3 proc.
Największą część nowych przedsiębiorstw stanowiły firmy zajmujące się manicure i pedicure. W pierwszym półroczu przybyło ich 3,7 tys. Liczba salonów fryzjerskich zwiększyła się natomiast o 1,8 tys.
Za wzrost odpowiadają głównie jednoosobowe działalności gospodarcze. Uruchomienie niewielkiego salonu lub świadczenie usług w wynajętym stanowisku wymaga mniejszego kapitału niż rozpoczęcie działalności w wielu innych branżach. Obniża to próg wejścia, ale jednocześnie zwiększa konkurencję.
Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet, podkreśla: „Liczba salonów systematycznie rośnie począwszy od 2012 r.”. Zdaniem eksperta jest to jeden z efektów rosnącego zapotrzebowania na usługi związane z wyglądem i pielęgnacją.
Manicure i salony fryzjerskie napędzają rynek
Usługi beauty stopniowo przestają być postrzegane jako luksus dostępny tylko dla najlepiej zarabiających. Regularne wizyty u fryzjera, barbera, kosmetyczki lub stylistki paznokci stały się częścią miesięcznych wydatków wielu gospodarstw domowych.
Wzrostowi rynku sprzyja bogacenie się społeczeństwa, rozwój turystyki oraz rosnąca liczba hoteli i obiektów SPA. Coraz większe zainteresowanie zabiegami pielęgnacyjnymi widać również wśród mężczyzn, szczególnie w przypadku usług barberskich.
Znaczącą rolę w rozwoju branży odgrywają przedsiębiorcy zagraniczni. W usługach manicure i pedicure dużą aktywność wykazują osoby pochodzące z krajów azjatyckich. W branży fryzjerskiej i barberskiej przybywa natomiast firm prowadzonych przez obywateli Ukrainy.
Rosnący popyt umożliwił przedsiębiorcom podnoszenie cen. Według przytoczonych przez „Rzeczpospolitą” szacunków branżowych usługi fryzjerskie i kosmetyczne podrożały w 2025 roku średnio o około 6,8 proc.
Mimo podwyżek w popularnych salonach na wolny termin trzeba czekać nawet dwa lub trzy tygodnie. Nie oznacza to jednak, że każda nowa firma może liczyć na sukces.
Ponad połowa firm beauty ma problemy finansowe
Dun & Bradstreet ocenia, że nieco ponad 45 proc. przedsiębiorstw działających na rynku beauty znajduje się w dobrej lub bardzo dobrej kondycji finansowej. Pozostałe 55 proc. jest w kondycji słabej albo bardzo złej.
Co czwarta firma została zakwalifikowana do najgorszej kategorii. Pokazuje to, że szybko rosnąca liczba salonów nie zawsze idzie w parze z ich rentownością.
Przedsiębiorcy ponoszą coraz wyższe koszty najmu lokali, energii, kosmetyków, urządzeń i wynagrodzeń. Jednocześnie nowi konkurenci mogą działać w mieszkaniach, wynajętych gabinetach albo na stanowiskach udostępnianych przez większe salony, dzięki czemu ograniczają część kosztów stałych.
Problemem jest również brak odpowiednio przygotowanych pracowników. W wielu zawodach pojawiają się osoby po krótkich kursach komercyjnych, które nie zawsze zapewniają umiejętności wymagane przez klientów. Dotyczy to szczególnie fryzjerów, kosmetyczek, barberów i manicurzystek.
Przedpłaty mają chronić salony przed stratami
Branża coraz chętniej korzysta z systemów rezerwacyjnych i płatności internetowych. Ma to ograniczać liczbę klientów, którzy umawiają wizytę, ale nie pojawiają się w salonie.
Według danych Booksy ponad 87 proc. transakcji realizowanych przez Booksy Pay odbywa się jeszcze przed wizytą. Firma szacuje, że wcześniejsze opłacenie usługi może zmniejszyć liczbę odwołań i nieobecności nawet o 90 proc.
Średnia wartość pojedynczej transakcji wynosi 128 zł. Co piąty klient korzystający z systemu zostawia napiwek, którego przeciętna wysokość odpowiada około 8 proc. wartości wizyty. Najpopularniejszą metodą płatności pozostaje BLIK.
Cyfrowe płatności mają szczególne znaczenie dla niewielkich salonów. Każdy niewykorzystany termin oznacza nie tylko utratę przychodu, ale również brak możliwości przyjęcia innego klienta.
Technologie nie rozwiązują jednak problemu rosnących kosztów i coraz większej liczby konkurentów. Rynek będzie się prawdopodobnie nadal rozwijał, ale część nowych działalności może nie przetrwać pierwszych lat. Dane finansowe pokazują, że rekordowa liczba salonów urody nie oznacza automatycznie rekordowych zysków ich właścicieli.
Czytaj także:
W tych miastach zarabia się najsłabiej. Nawet o połowę mniej niż w Krakowie
Z polskiego rynku pracy zniknie 750 tys. osób. Prawdziwy kryzys dopiero przed nami
Budżetówka zaciska pasa, ale „święte krowy” dostaną większe podwyżki. Są równi i równiejsi?



