
Rynek pracy w Polsce nie załamał się gwałtownie, ale wyraźnie traci impet. Pracownicy coraz dłużej szukają zatrudnienia, rzadziej zmieniają firmy i ostrożniej oceniają swoje szanse na znalezienie dobrej oferty. Najnowsze dane z 61. edycji raportu Monitor Rynku Pracy, przygotowanego przez Randstad i Pollster, pokazują zmianę nastrojów, która może być ważnym sygnałem dla całej gospodarki.
- Średni czas poszukiwania nowej pracy w Polsce wzrósł do 4,5 miesiąca. To najwyższy wynik w historii pomiarów Randstad.
- Najtrudniejszą sytuację mają osoby w wieku 50-64 lata, które szukają zatrudnienia średnio 8,7 miesiąca.
- Rotacja pracowników spada, a Polacy coraz częściej wolą rozwijać się w obecnej firmie niż ryzykować zmianę pracodawcy.
Jak podaje Money.pl, średni czas poszukiwania nowej pracy w Polsce wzrósł do 4,5 miesiąca. To najwyższy wynik w historii badania. W porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 r., gdy wskaźnik wynosił 3,3 miesiąca, czas szukania zatrudnienia wydłużył się o ponad miesiąc.
To oznacza, że rynek pracy przechodzi z etapu dużej pewności pracownika do fazy większej ostrożności. Kandydaci nadal mają oferty, ale proces rekrutacji trwa dłużej, konkurencja jest większa, a pracodawcy dokładniej liczą koszty.
Rynek pracy już nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa
Przez ostatnie lata polski rynek pracy był często opisywany jako wyjątkowo mocny. Niskie bezrobocie, presja płacowa i deficyt kandydatów sprawiały, że wielu pracowników mogło relatywnie łatwo zmieniać firmę. Teraz ten obraz zaczyna się zmieniać.
Według danych przywołanych przez Bankier.pl, wiara w to, że znalezienie jakiejkolwiek pracy w ciągu kolejnych sześciu miesięcy będzie łatwe, spadła z 83 proc. do 77 proc. Jeszcze słabiej wygląda ocena szans na znalezienie pracy tak samo dobrej lub lepszej od obecnej. Wierzy w to 56 proc. badanych, czyli o 4 punkty procentowe mniej niż rok wcześniej.
To nie jest panika, ale wyraźne schłodzenie oczekiwań. Pracownicy zaczynają widzieć, że sama gotowość do zmiany firmy nie wystarcza. Liczy się branża, wiek, kwalifikacje, lokalizacja, forma zatrudnienia i elastyczność wobec warunków pracodawcy.
Najstarsi szukają pracy najdłużej
Najmocniej uderza sytuacja osób w wieku 50-64 lata. Z raportu wynika, że ta grupa szuka zatrudnienia średnio 8,7 miesiąca. To wyraźnie więcej niż przeciętna dla całego rynku i wzrost względem poprzedniej edycji, gdy było to 7,2 miesiąca.
Dla osób po pięćdziesiątce rynek pracy staje się szczególnie wymagający. Problemem nie musi być brak doświadczenia, ale niedopasowanie oczekiwań pracodawców, stereotypy dotyczące wieku, obawy przed kosztami zatrudnienia albo przekonanie, że starszy kandydat będzie mniej elastyczny. W praktyce oznacza to, że doświadczeni pracownicy mogą wypadać z procesu rekrutacji mimo wysokich kompetencji.
Ciekawie wygląda także podział według wykształcenia. Najkrócej pracy szukają osoby z wykształceniem podstawowym, średnio 3,1 miesiąca. Najdłużej osoby z dyplomem uczelni wyższej, średnio 6 miesięcy. Może to sugerować, że w zawodach specjalistycznych i biurowych konkurencja o dobre stanowiska rośnie, a rekrutacje są bardziej selektywne.
Polacy rzadziej zmieniają pracodawcę
Schłodzenie widać także w rotacji. Według raportu Randstad w pierwszym kwartale 2026 r. tylko 15 proc. pracowników zmieniło pracodawcę w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. To o 4 punkty procentowe mniej niż w połowie ubiegłego roku.
Co ciekawe, więcej osób zmieniło stanowisko wewnątrz obecnej firmy niż samą firmę. To ważna zmiana. Pracownicy nie przestają myśleć o rozwoju, ale coraz częściej szukają go tam, gdzie już czują się względnie bezpiecznie. Dla firm oznacza to większe znaczenie awansów wewnętrznych, ścieżek kariery i utrzymywania talentów.
Najczęściej pracodawcę nadal zmieniają najmłodsi. W grupie 18-29 lat wskaźnik rotacji sięga 26 proc. Duży ruch widać też w największych aglomeracjach oraz wśród osób zatrudnionych na umowach czasowych i cywilnoprawnych. Na przeciwnym biegunie są menedżerowie średniego szczebla oraz osoby po 40. roku życia, które znacznie rzadziej decydują się na zmianę firmy.
Bezrobocie niskie, ale sygnały ostrzegawcze rosną
Najnowsze dane GUS nie pokazują załamania. Według Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia rejestrowanego w maju 2026 r. wyniosła 5,9 proc. To nadal niski poziom na tle długiej historii polskiego rynku pracy.
Problem polega na tym, że niskie bezrobocie nie wyklucza pogorszenia jakości rynku. Można mieć względnie mało osób zarejestrowanych jako bezrobotne, a jednocześnie obserwować dłuższe rekrutacje, słabszą rotację, niższy optymizm pracowników i większą ostrożność firm.
Ekonomiści Citi, cytowani przez Bankier.pl, oceniają, że na razie mówimy raczej o normalizacji niż o gwałtownym załamaniu. Kluczowe będą jednak kolejne kwartały. Jeśli aktywność gospodarcza osłabnie, schłodzenie rynku pracy może się pogłębić.
Czytaj także:
Polska motoryzacja hamuje. Zatrudnienie i eksport mocno spadają
Pogoda uderza w gospodarkę. Polska straciła już 20,1 mld euro przez ekstremalne zjawiska
Rynek koncertowy się przegrzał. Firmy tną ceny, by ratować frekwencję