Zwolnienia w Polsce coraz częściej nie mają formy głośnych redukcji grupowych, ale punktowych cięć rozproszonych po firmach i branżach. W pierwszych czterech miesiącach roku w urzędach pracy zarejestrowało się prawie 163 tys. osób zwolnionych z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy, czyli o 11 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie administracja rządowa wysyła inny sygnał: w wybranych ministerstwach przybywa etatów, a średnie pensje w części resortów przekraczają 10 tys. zł brutto.

Rynek pracy w Polsce wchodzi w trzeci kwartał 2026 roku z mieszanymi sygnałami. Z jednej strony co trzecia firma planuje zwiększenie zatrudnienia, z drugiej niemal co piąta przewiduje redukcję etatów. Najnowszy Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pokazuje więc nie załamanie, lecz bardziej selektywny i ostrożny rynek, na którym firmy zatrudniają głównie tam, gdzie widzą rozwój, nowe kompetencje albo konieczność technologicznej zmiany.

Czterodniowy tydzień pracy nie jest już tylko postulatem z debaty o rynku pracy, ale elementem dużego pilotażu prowadzonego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W 2026 roku 80 firm, instytucji i podmiotów publicznych testuje różne modele skróconego czasu pracy z zachowaniem wynagrodzenia. Wyniki programu mogą przesądzić o tym, czy krótszy tydzień pracy stanie się realnym kierunkiem zmian w polskim prawie pracy.

Rada Ministrów przyjęła propozycję wysokości minimalnego wynagrodzenia na 2027 rok. Od 1 stycznia płaca minimalna miałaby wzrosnąć do 4950 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa do 32,30 zł. To dopiero punkt wyjścia do rozmów w Radzie Dialogu Społecznego, ale już teraz widać wyraźny spór między rządem, pracodawcami i związkami zawodowymi.