• W pierwszym półroczu 2026 r. liczba mieszkańców spadła w 15 z 18 miast wojewódzkich. Wzrost zanotowały tylko Warszawa, Kraków i Rzeszów.
  • BGK prognozuje, że do 2060 r. Bydgoszcz może stracić 32,3 proc. mieszkańców, Łódź 29 proc., a Poznań 22,3 proc.
  • Mniej mieszkańców nie oznacza proporcjonalnie niższych kosztów. Drogi, szkoły, transport czy sieci techniczne nadal trzeba utrzymywać, przez co wydatki na jednego mieszkańca rosną.

Polskie miasta się wyludniają. Łódź traci ponad 17 osób dziennie

Dobrym przykładem skali zmian jest Łódź. W pierwszej połowie 2026 r. liczba mieszkańców miasta zmniejszyła się o 3137 osób i na koniec czerwca wynosiła 636 753. Oznacza to ubytek średnio ponad 17 mieszkańców każdego dnia, wynika z danych przywołanych przez Money.pl.

Łódź nie jest wyjątkiem. W tym samym okresie populacja spadła w 15 z 18 stolic województw. Więcej mieszkańców miały jedynie Warszawa, Kraków i Rzeszów, głównie dzięki dodatniemu saldu migracji. Wszystkie miasta wojewódzkie notowały natomiast ujemny przyrost naturalny.

Problem wpisuje się w szerszy trend. Według najnowszych danych GUS pod koniec września 2026 r. Polska liczyła około 37,2 mln mieszkańców, o 165 tys. mniej niż rok wcześniej. Od stycznia do września urodziło się około 176 tys. dzieci, podczas gdy liczba zgonów wyniosła około 305 tys.

Bydgoszcz może stracić jedną trzecią mieszkańców

Prognozy pokazują, że obecne zmiany nie są chwilowym wahaniem. Z raportu Banku Gospodarstwa Krajowego wynika, że do 2060 r. liczba mieszkańców Polski może zmniejszyć się z 37,3 mln do 30,9 mln, czyli o ponad 17 proc.

Spadki będą widoczne również w dużych miastach. Bydgoszcz może do 2060 r. stracić 32,3 proc. ludności, Łódź 29 proc., a Poznań 22,3 proc. Łącznie te trzy miasta mogą skurczyć się o ponad pół miliona mieszkańców.

Nie oznacza to jednak, że ludzie zawsze wyprowadzają się daleko. Część demograficznego odpływu dużych miast to suburbanizacja. BGK szacuje, że liczba mieszkańców samego Poznania może spaść o prawie 120 tys., podczas gdy gminy otaczające miasto mają zyskać niemal 113 tys. osób. Wrocław może stracić 7,4 proc. ludności, ale w samorządach położonych wokół niego populacja może wzrosnąć aż o 32,6 proc.

Problem nie dotyczy więc wyłącznie prowincji. Coraz częściej polega na przesuwaniu się ludności z centrów dużych miast do ich stref podmiejskich, podczas gdy infrastruktura pozostaje po obu stronach administracyjnych granic.

Mieszkańców ubywa, ale drogi i szkoły zostają

Dla samorządów depopulacja staje się problemem finansowym, ponieważ duża część kosztów nie zmniejsza się automatycznie razem z liczbą ludności. Droga wymaga remontu niezależnie od tego, czy korzysta z niej 10 tys., czy 8 tys. osób. Podobnie wygląda sytuacja z siecią wodociągową, kanalizacją, szkołami, oświetleniem czy transportem publicznym.

„Procesy demograficzne mają charakter długookresowy i kumulatywny” – podkreśla Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK, w komunikacie dotyczącym raportu o finansach samorządów.

Według BGK aż 95,4 proc. gmin może do 2060 r. zanotować spadek liczby pracujących, a w skali kraju ubytek ma wynieść około 30 proc. Jednocześnie w 95,6 proc. gmin pogorszyć może się sytuacja związana z dochodami z PIT. To szczególnie istotne, ponieważ mieszkańców w wieku produkcyjnym będzie ubywać szybciej niż całej populacji.

W najmniejszych samorządach nieelastyczne wydatki bieżące w przeliczeniu na mieszkańca mogą do 2060 r. wzrosnąć średnio aż o 88,1 proc.

Bełchatów pokazuje finansową pułapkę

Skutki tego mechanizmu widać już dziś w Bełchatowie. Od 2015 do 2026 r. miasto straciło 8947 mieszkańców, czyli około 15 proc. populacji. Jednocześnie bieżące wydatki samorządu wzrosły ze 155,56 mln zł do 359,46 mln zł zapisanych w budżecie na 2026 r., informuje Money.pl.

Jeszcze wyraźniej problem widać po przeliczeniu wydatków na mieszkańca. Wzrosły one z około 2608 zł do 7089 zł, czyli o około 172 proc. Miasto nadal musi utrzymywać szkoły, przedszkola, transport publiczny i infrastrukturę. Dodatkowym wyzwaniem będzie przyszłość systemu ciepłowniczego po planowanym wyłączeniu elektrowni Bełchatów.

Ograniczanie kosztów również nie zawsze rozwiązuje problem. Zamknięcie szkoły czy ograniczenie transportu może obniżyć wydatki, ale jednocześnie zmniejszyć atrakcyjność miejscowości i przyspieszyć odpływ kolejnych mieszkańców.

Depopulacja może sama się napędzać

Polski Instytut Ekonomiczny wskazuje, że w latach 2004-2024 liczba mieszkańców spadła już w 70 proc. polskich gmin. W ponad połowie wyludniających się jednostek ubytek przekroczył 10 proc.

Powstaje ryzyko mechanizmu, w którym coraz mniejsza liczba mieszkańców utrzymuje tę samą infrastrukturę. Samorząd ogranicza więc usługi lub podnosi opłaty, jakość życia spada, a część osób decyduje się na wyprowadzkę. To jeszcze bardziej zmniejsza bazę podatkową.

Najnowsze prognozy pokazują, że wyzwaniem nie będzie już samo pytanie, jak zatrzymać mieszkańców. Coraz ważniejsze staje się dostosowanie miast do mniejszej i starszej populacji. Dla wielu samorządów oznacza to konieczność wyboru, które inwestycje nadal rozbudowywać, a które przekształcać, zanim koszty ich utrzymania zaczną rosnąć szybciej niż możliwości lokalnych budżetów.

Czytaj także:

54 proc. Polaków zrobi coś nieuczciwego na polecenie szefa. Ze strachu przed utratą pracy

Rosja straciła 2,5 tys. żołnierzy w jeden dzień. Ukraina mówi o rekordzie

Spór wokół Trybunału Konstytucyjnego osłabił złotego. Poziom niewidziany od 3 lat