- Inspekcja Handlowa sprawdziła 733 partie odzieży i wyrobów pończoszniczych dla dzieci, kwestionując 59 z nich.
- W laboratorium niezgodność rzeczywistego składu z deklaracją wykryto w 22 z 60 przebadanych partii, czyli w 36,6 proc. próbek.
- W jednym przypadku skarpetki opisane jako zawierające 80 proc. bawełny składały się w rzeczywistości w 98,4 proc. z poliestru.
Ubrania dla dzieci pod lupą Inspekcji Handlowej
Inspektorzy sprawdzili łącznie 733 partie produktów, w tym 409 partii ubranek niemowlęcych oraz 324 partie wyrobów pończoszniczych dla dzieci. Zakwestionowano 59 partii, czyli 8,04 proc. wszystkich objętych kontrolą. Dane pochodzą z raportu UOKiK dotyczącego kontroli odzieży dla małych dzieci.
Warto przy tym zaznaczyć, że kontrola została przeprowadzona w 2021 roku. Informacje te ponownie znalazły się w obiegu medialnym za sprawą materiału TVN24 Biznes dotyczącego składu dziecięcych ubrań. Nie są to więc wyniki nowej kontroli przeprowadzonej w 2026 roku.
Znacznie większa skala nieprawidłowości pojawiła się, gdy część produktów trafiła do laboratorium. Specjaliści UOKiK w Łodzi zbadali 60 partii, w tym 31 partii ubranek niemowlęcych i 29 partii produktów pończoszniczych.
Aż 22 partie miały inny skład surowcowy niż deklarowany przez producenta. To 36,6 proc. wszystkich próbek przebadanych laboratoryjnie.
Na metce 80 proc. bawełny, w rzeczywistości prawie sam poliester
Najbardziej obrazowy przykład dotyczył dziecięcych skarpet. Producent deklarował na etykiecie 80 proc. bawełny, 15 proc. poliamidu i 5 proc. elastanu. Badanie laboratoryjne wykazało jednak 98,4 proc. poliestru i 1,6 proc. elastanu. Bawełny, która według metki miała być podstawowym materiałem, nie wykazano w podanym składzie.
Rozbieżności występowały również w innych produktach, między innymi body, rajstopach, koszulkach, spodenkach i tunikach. W przypadku jednej z tunik deklarowano 92 proc. bawełny i 8 proc. elastanu. Badanie wykazało 96 proc. bawełny i 4 proc. elastanu. Różnica była więc znacznie mniejsza, ale również oznaczała, że informacja na etykiecie nie odpowiadała rzeczywistemu składowi.
W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami wojewódzcy inspektorzy Inspekcji Handlowej wydali 18 decyzji administracyjnych, zobowiązując przedsiębiorców do zwrotu łącznie 16 230 zł kosztów badań laboratoryjnych. W większości przypadków firmy po otrzymaniu wyników poprawiały informacje o składzie produktów.
Skład ubrania ma wpływ nie tylko na jego cenę
Dla klienta problem jest szczególnie istotny, ponieważ podczas zakupów praktycznie nie ma możliwości samodzielnego sprawdzenia, czy deklarowany skład tkaniny jest prawdziwy. Bawełna, wełna, poliester czy wiskoza różnią się właściwościami, ceną oraz sposobem konserwacji.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zwracał uwagę na ten problem przy okazji innych kontroli odzieży.
„Konsumenci mają prawo do rzetelnej informacji o cechach i jakości produktu” – podkreślał Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
UOKiK wskazuje, że rodzaj materiału może wpływać na decyzję zakupową, ocenę jakości i cenę produktu. Skład ma także znaczenie dla alergików oraz dla sposobu prania, suszenia i prasowania. Nieprawdziwa informacja na metce może więc oznaczać, że konsument płaci za produkt o innych właściwościach niż te, których oczekiwał.
Co powinno znaleźć się na metce?
Zasady dotyczące oznakowania wyrobów włókienniczych obowiązują w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z aktualnymi wytycznymi Unii Europejskiej dotyczącymi etykietowania tekstyliów skład włókien powinien być podawany w kolejności malejącej, a informacje muszą być czytelne i jednoznaczne.
Produktu można określić jako wykonany w 100 proc. z danego włókna tylko wtedy, gdy rzeczywiście składa się wyłącznie z tego rodzaju materiału. Oznaczenie nie może wprowadzać konsumenta w błąd.
Problem fałszywych informacji o składzie nie ograniczał się przy tym do odzieży dziecięcej. UOKiK prowadził w późniejszych latach postępowania dotyczące również odzieży dla dorosłych. W 2023 roku urząd informował o przypadkach, gdy na metce deklarowano 70 proc. wełny, podczas gdy badania wykazywały jej całkowity brak.
Kontrole pokazują więc, że cena, wygląd i deklaracja na metce nie zawsze wystarczają do oceny jakości ubrania. Konsument musi w dużej mierze polegać na prawdziwości informacji podawanych przez producenta, a ich weryfikacja wymaga badań laboratoryjnych.
Czytaj także:
Lokator źle wyrzuci śmieci, zapłaci cały blok. Odpowiedzialność zbiorowa coraz powszechniejsza
Co piąty pracownik umysłowy straci pracę. Czarna prognoza nt. wpływu AI
Europejczykom brakuje na jedzenie. Sytuacja w Polsce i tak jest dobra



