Ceny ropy znów rosną. Ataki w rejonie Ormuzu tonują nadzieje na stabilizację

Tankowce na wodzie, ilustracja hasła ceny ropy

Ceny ropy mocno wzrosły po kolejnej eskalacji napięć między USA i Iranem. Brent i WTI odrobiły część wcześniejszych spadków, bo inwestorzy ponownie zaczęli wyceniać ryzyko zakłóceń w żegludze przez cieśninę Ormuz. To jeden z najważniejszych punktów światowego handlu ropą, dlatego każda informacja o nowych atakach natychmiast przekłada się na notowania surowca, oczekiwania inflacyjne i ceny paliw.

Ceny ropy odbiły po nowych informacjach z Iranu

W czwartek 28 maja ropa Brent drożała o ponad 3 proc., a kontrakty WTI rosły w podobnej skali. Według danych z porannego handlu Brent zwyżkowała o 3,51 dol., czyli 3,72 proc., do 97,80 dol. za baryłkę. Amerykańska ropa WTI rosła o 3,31 dol., czyli 3,73 proc., do 91,99 dol. za baryłkę.

Rynek zareagował na informacje, że irańska Gwardia Rewolucyjna miała uderzyć w amerykańską bazę w odpowiedzi na atak USA w pobliżu lotniska Bandar Abbas. Jednocześnie strona amerykańska informowała, że nowe uderzenia były wymierzone w obiekt wojskowy, który miał stanowić zagrożenie dla sił USA i ruchu morskiego w cieśninie.

To odwróciło nastroje z poprzedniej sesji. Wcześniej oba główne benchmarki spadły o ponad 5 proc. i zeszły do najniższych poziomów od około miesiąca. Powodem była nadzieja na porozumienie USA i Iranu, które mogłoby zakończyć konflikt i doprowadzić do normalizacji ruchu przez cieśninę Ormuz. Najnowsze informacje pokazały jednak, że rynek pozostaje bardzo podatny na nagłe zwroty w negocjacjach i komunikatach wojskowych.

Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowym ryzykiem dla rynku paliw

Znaczenie cieśniny Ormuz wynika ze skali przepływów surowca. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2025 r. przez ten szlak przechodziło średnio około 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie. To około jedna czwarta światowego morskiego handlu ropą. Cieśnina jest wąska, trudna do zastąpienia i ma ograniczone alternatywy infrastrukturalne.

Dla rynku oznacza to, że problem nie sprowadza się wyłącznie do chwilowego wzrostu premii za ryzyko. Jeżeli żegluga przez Ormuz byłaby ograniczona przez dłuższy czas, część dostaw z regionu Zatoki Perskiej nie mogłaby zostać łatwo przekierowana. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają pewne możliwości eksportu z pominięciem cieśniny, ale zdolności alternatywnych tras są wyraźnie niższe niż normalny wolumen przepływów przez Ormuz.

W praktyce każda eskalacja w tym rejonie działa jak impuls dla cen ropy, ubezpieczeń transportowych, frachtu i cen produktów paliwowych. Dla Europy i Polski bezpośredni wolumen importu z tego kierunku nie jest najważniejszy, ale ceny paliw i energii kształtują się globalnie. Dlatego napięcia w Zatoce Perskiej mogą pośrednio wpływać na koszty transportu, inflację i marże w branżach energochłonnych.

Analitycy ostrzegają przed ograniczoną podażą

Rynek ropy jest obecnie wrażliwy nie tylko na informacje wojskowe, ale też na dane o zapasach. Według danych Amerykańskiego Instytutu Paliw zapasy ropy w USA spadły w ostatnim tygodniu o 2,8 mln baryłek. Był to szósty kolejny tygodniowy spadek. Taki układ zwiększa znaczenie każdego ryzyka podażowego, bo niższe zapasy ograniczają bufor bezpieczeństwa dla rynku.

Jak ocenił Daniel Hynes, strateg surowcowy ANZ, cytowany przez Reutersa, „podaż ropy pozostaje ograniczona, a kluczowe sporne kwestie nadal nie zostały rozwiązane”. Ta wypowiedź dobrze oddaje problem, z którym mierzą się inwestorzy. Nawet jeśli pojawiają się sygnały dyplomatyczne, rynek musi wyceniać scenariusz, w którym normalizacja transportu morskiego będzie wolniejsza, niż sugerują polityczne deklaracje.

Niepewność wokół Ormuzu wpływa też na oczekiwania banków centralnych. Droższa ropa może podbijać ceny paliw, transportu i części towarów, a przez to utrudniać dalszy spadek inflacji. Dla inwestorów oznacza to większą zmienność nie tylko na rynku surowców, ale też na rynku obligacji, walut i akcji spółek wrażliwych na ceny energii.

Co oznacza droższa ropa dla Polski i inwestorów

Dla polskich konsumentów najważniejszy kanał wpływu prowadzi przez ceny paliw. Nie każdy wzrost notowań ropy natychmiast przekłada się na stacje benzynowe, bo znaczenie mają kurs złotego, marże rafineryjne, podatki, zapasy i polityka cenowa koncernów paliwowych. Jeżeli jednak ropa utrzymywałaby się wyżej przez dłuższy czas, presja na ceny benzyny, diesla i paliwa lotniczego byłaby trudna do zignorowania.

Dla przedsiębiorstw droższa ropa oznacza ryzyko wzrostu kosztów transportu i logistyki. Najbardziej wrażliwe są branże o dużym udziale paliw w kosztach, między innymi transport drogowy, lotnictwo, część przemysłu chemicznego oraz handel oparty na intensywnych dostawach. Wyższe koszty energii i transportu mogą z czasem przenosić się na ceny końcowe, choć skala tego efektu zależy od konkurencji i popytu.

Dla inwestorów sytuacja jest bardziej złożona. Wyższe ceny ropy mogą wspierać część spółek surowcowych i energetycznych, ale jednocześnie obciążają sektory zależne od taniego transportu i stabilnych kosztów. Rynek akcji może więc reagować selektywnie: pozytywnie na firmy korzystające z wysokich cen surowców, a negatywnie na te, dla których ropa jest przede wszystkim kosztem.

Tempo deeskalacji będzie kluczowe

Najważniejsze pytanie na najbliższe dni brzmi, czy najnowsza eskalacja jest jednorazowym epizodem, czy początkiem kolejnej fazy konfliktu. Jeżeli rozmowy USA i Iranu wrócą na ścieżkę porozumienia, ceny ropy mogą ponownie tracić część premii geopolitycznej. Jeśli jednak ataki będą się powtarzać, rynek będzie coraz mocniej wyceniał ryzyko dłuższych zakłóceń w dostawach.

W takim scenariuszu poziom 100 dol. za baryłkę Brent może ponownie stać się psychologiczną granicą dla inwestorów i konsumentów. Jeszcze ważniejsze od samego poziomu cen będzie jednak to, czy wzrost okaże się krótkotrwały, czy utrzyma się wystarczająco długo, aby wpłynąć na paliwa, inflację i decyzje banków centralnych.

Oceń ten artykuł: