Paliwo może znów być tańsze. Po doniesieniach o możliwym porozumieniu USA-Iran ceny ropy spadły o ponad 4 proc., a europejski gaz potaniał do okolic dwutygodniowego minimum. Rynek wycenia scenariusz, w którym Cieśnina Ormuz, jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata, zostanie ponownie otwarta, choć polityczne ryzyko wciąż pozostaje wysokie.

Ceny ropy mocno wzrosły po kolejnej eskalacji napięć między USA i Iranem. Brent i WTI odrobiły część wcześniejszych spadków, bo inwestorzy ponownie zaczęli wyceniać ryzyko zakłóceń w żegludze przez cieśninę Ormuz. To jeden z najważniejszych punktów światowego handlu ropą, dlatego każda informacja o nowych atakach natychmiast przekłada się na notowania surowca, oczekiwania inflacyjne i ceny paliw.

Ceny ropy gwałtownie spadły po doniesieniach, że USA i Iran mogą być blisko porozumienia, które doprowadziłoby do zakończenia konfliktu i ponownego otwarcia cieśniny Ormuz. Dla rynków oznacza to chwilową ulgę, ale nie koniec ryzyka: od stabilności szlaku zależą ceny paliw, koszty transportu i presja inflacyjna w wielu gospodarkach, także w Polsce.

Tajwan i ropa stały się jednymi z najważniejszych punktów dyskusji podczas wizyty Donalda Trumpa w Pekinie. Rozmowy prezydenta USA z Xi Jinpingiem zbiegły się ze wzrostem cen surowca, wojną w Iranie i niepewnością dotyczącą handlu między dwiema największymi gospodarkami świata. Dla rynków oznacza to nie tylko dyplomatyczny spektakl, ale realne ryzyko wyższych kosztów energii i transportu.