
Goldman Sachs alarmuje, że globalne zapasy ropy i paliw spadają w rekordowym tempie. Według analityków banku w maju z rynku ubywało średnio 8,7 mln baryłek dziennie, a tempo spadku widocznych zapasów było niemal dwa razy wyższe niż średnia od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie. To może oznaczać, że rynek ropy pozostanie bardzo wrażliwy na informacje o dostawach, cieśninie Ormuz i decyzjach państw sięgających po rezerwy strategiczne.
Goldman Sachs: zapasy ropy topnieją w rekordowym tempie
Według analityków Goldman Sachs globalne zapasy ropy i paliw kurczą się w maju o 8,7 mln baryłek dziennie. Bank wskazuje, że około dwie trzecie majowego spadku wynikało z ograniczeń na rynku fizycznym i zmian w przepływach surowca.
Najważniejszym punktem napięcia pozostaje cieśnina Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przechodzi znacząca część światowego handlu ropą. Goldman Sachs zwraca uwagę, że eksport ropy przez ten szlak utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Analitycy banku napisali, że „rynki fizyczne nadal się zacieśniają”, a szacowany eksport przez cieśninę pozostaje blisko 5 proc. normy.
To zmienia bilans ryzyka na rynku surowców. Jeszcze niedawno inwestorzy obawiali się głównie nadpodaży i słabszego popytu, zwłaszcza w kontekście Chin oraz spowolnienia globalnej gospodarki. Teraz coraz większe znaczenie ma pytanie, czy fizyczna dostępność ropy wystarczy, aby pokryć bieżące zapotrzebowanie rafinerii i odbiorców końcowych.
Ropa drożeje przez ryzyko dostaw
Ropa Brent kosztuje około 106 dolarów za baryłkę, a inwestorzy śledzą zarówno sytuację na Bliskim Wschodzie, jak i dane o zapasach w USA. Jeżeli napięcia wokół Ormuzu będą się utrzymywać, rynek może pozostawać podatny na gwałtowne skoki cen nawet wtedy, gdy część informacji politycznych będzie chwilowo uspokajać nastroje.
Najnowsze dane z USA również pokazują presję po stronie zapasów. Amerykańska Energy Information Administration podała, że komercyjne zapasy ropy w USA, z wyłączeniem rezerw strategicznych, spadły w tygodniu zakończonym 15 maja o 7,9 mln baryłek. Po tym spadku wynosiły 445 mln baryłek i były około 2 proc. poniżej pięcioletniej średniej dla tej pory roku.
To ważne, bo Stany Zjednoczone są jednym z kluczowych punktów odniesienia dla inwestorów surowcowych. Spadek zapasów w USA wzmacnia narrację o zacieśnieniu rynku, zwłaszcza jeśli towarzyszą mu problemy z przepływem ropy z Zatoki Perskiej.
Rynek może pozostać niedoborowy
Międzynarodowa Agencja Energetyczna ostrzegała, że komercyjne zapasy kurczą się szybciej, a rynek może pozostać poważnie niedoborowy do października, nawet jeśli konflikt wkrótce się zakończy. To oznacza, że sam scenariusz deeskalacji napięć nie musi automatycznie zakończyć problemów z podażą.
Dla gospodarki światowej to szczególnie istotne przed sezonem wakacyjnym na półkuli północnej, kiedy rośnie popyt na paliwa transportowe. Droższa ropa może podbijać ceny benzyny, oleju napędowego i paliwa lotniczego, a w konsekwencji utrudniać dalsze obniżanie inflacji. W Polsce przełożenie nie jest natychmiastowe, bo znaczenie mają także kurs dolara, marże rafineryjne i podatki, ale utrzymanie ropy Brent powyżej 100 dolarów za baryłkę byłoby negatywnym sygnałem dla kierowców i firm transportowych.
Goldman Sachs alarmuje
Dane Goldman Sachs pokazują, że rynek ropy wszedł w fazę, w której większe znaczenie niż prognozy popytu mają fizyczne przepływy surowca. Inwestorzy będą więc patrzeć nie tylko na komunikaty banków centralnych i dane makroekonomiczne, ale też na ruch tankowców, decyzje państw o uwalnianiu rezerw oraz informacje z Bliskiego Wschodu.
Jeżeli ograniczenia dostaw utrzymają się dłużej, ceny ropy mogą pozostać wysoko mimo obaw o kondycję globalnej gospodarki. Jeśli jednak pojawi się trwałe porozumienie polityczne i eksport przez Ormuz zacznie wracać do normy, część premii geopolitycznej może szybko zniknąć z notowań. Na razie jednak komunikat Goldman Sachs jest jasny: bufor bezpieczeństwa na rynku ropy kurczy się bardzo szybko, a to zwiększa ryzyko kolejnych gwałtownych ruchów cen.